Tonyego Hillermana romans z Południowym Zachodem

16.04.2011

Jesienią 2011 roku nakładem Oficynki ukaże się powieść Tony'ego Hillermana Dance Hall of the Dead. A my już dziś publikujemy wprowadzenie do lektury kryminałów tego wybitnego amerykańskiego pisarza, autorstwa Ewy Dżurak, antropolożki pracującej w bibliotece nowojorskiego College of Staten Island CUNY. 

W obszernym nekrologu zamieszczonym w New York Times z 28 października 2008 napisano: „Tony Hillerman, były dziennikarz, autor silnie oddziaływających na wyobraźnię powieści kryminalnych rozgrywających się wśród Nawahów na Południowym Zachodzie, powieści, które nadały prozie detektywistycznej nowy kierunek, a z niego uczyniły autora bestsellerów, zmarł w niedzielę w Albuquerque (…) . Miał 83 lata. (...) W kręgach twórców kryminału Mr Hillerman był nieczęsto spotykaną postacią: popularny autor, adorowany przez wielbicieli, podziwiany przez kolegów, szanowany przez krytyków. Choć tematy jego powieści nigdy nie były otwarcie polityczne, pisał w określonym celu: celem tym było wzbudzenie w czytelnikach szacunku dla kultury indiańskiej. Opowieści głęboko zanurzone w świecie współczesnym często opisują ludzi usiłujących zachować dawne tradycje w nowoczesnym świecie. Jego głęboko pouczające książki przybliżają plemienne wierzenia i obyczaje (...)” .

W 1991 roku Tony Hillerman otrzymał nagrodę American Anthropological Association, zwaną Antropologia w Mediach (Anthropology in Media Award -AIME), przyznawaną co roku za popularyzację wiedzy o kulturze. Wcześniej w 1988 i 1989 roku dwie jego książki znalazły się na liście bestsellerów "New York Timesa" co spowodowało, że autor stał się szeroko znany w całym kraju, nie tylko na terenie Amerykańskiego Południowego Zachodu, gdzie liczba jego wielbicieli od czasu debiutu systematycznie rosła. Pierwszą powieść The Blessing Way wydał w roku 1970, została nawet nominowana do nagrody Edgara Allana Poe, prestiżowej nagrody dla autorów kryminałów. Nagrodę tę przyznano mu za drugą powieść Dance Hall of the Dead wydaną w roku 1973. Od tego czasu ten płodny i wszechstronny pisarz wydał ponad 30 książek, w tym serię 18 powieści detektywistycznych, nagrodzoną autobiografię, książkę dla dzieci i był redaktorem lub autorem wielu książek podróżniczych o regionie Południowego Zachodu, a do tego autorem ogromnej ilości esejów i artykułów.

Powieści kryminalne Hillermana, tworzą odrębny gatunek, który można nazwać antropologiczną powieścią detektywistyczną , gatunek unikalny w literaturze kryminalnej i choć Tony Hillerman nie jest już jedynym pisarzem go tworzącym, to był tym, który go rozwinął i doprowadził do perfekcji. Do listy nagród, jakie otrzymał Hillerman dodać należy niezwykle ważną dla niego nagrodę otrzymaną od plemienia Nawahów w 1987 roku w postaci specjalnej plakietki z tytułem „Przyjaciel Dineh” przyznanej jako „wyraz uznania i przyjaźni za autentyczne przedstawienie siły i godności tradycyjnej kultury Nawahów”

Tony Hillerman urodził się w Sacred Heart w Oklahomie 27 maja 1925 roku. Jego ojciec był nauczycielem w miejscowej szkole i prowadził wiejski sklep z artykułami przemysłowo-spożywczymi, a matka zajmowała się gospodarstwem. W osadzie znajdowała się szkoła z internatem dla dzieci z przesiedlonych plemion Seminoli i Potawatomi, do której uczęszczał również Tony i jego rodzeństwo. Bawili się z dziećmi indiańskimi wspaniale, jak sam wspominał - wszyscy byli tak samo biedni, rasa i pochodzenie nie miały dla nich żadnego znaczenia. W 1942 roku rozpoczął naukę w Oklahoma Agricultural & Mechanical College. Na czesne musiał dorabiać jako pomywacz i robotnik drogowy. Zakończył naukę, kiedy jego brat Branley zaciągnął się do wojska i na Toniego spadł obowiązek prowadzenia rodzinnej farmy. Po śmierci ojca poszedł w ślady brata i zgłosił się do armii. Za udział w ofensywie w Ardenach został odznaczony Srebrną i Brązową Gwiazdą. W 1945 został ciężko ranny. Czasowo oślepiony, z połamanymi nogami i ciężkimi poparzeniami spędził wiele miesięcy w szpitalu. Odznaczony za swe zasługi Purpurowym Sercem, wrócił do Oklahomy, w roku 1946 i dzięki ustawie o dofinansowaniu studiów dla kombatantów zapisał się na uniwersytet. Na dziennikarstwo skierowała go uwaga pewnej znajomej dziennikarki, która czytała jego listy z frontu i uznawszy, że posiada talent literacki zachęcała go do jego dalszego rozwijania. W 1948 roku ożenił się z Marią Unzner i razem wychowali sześcioro dzieci, z czego piątka to dzieci adoptowane. Po ukończeniu studiów zatrudniał się w różnych gazetach, w Teksasie i Oklahomie. Pracował dla United Press w Oklahoma City, a w 1952 roku został szefem biura United Press w Santa Fe, w Nowym Meksyku. W 1954 roku został redaktorem naczelnym dziennika Santa Fe New Mexican. Pomimo udanej kariery nie porzucił marzeń o pisaniu powieści. W 1963 roku zrezygnował z pracy i na Uniwersytecie Nowego Meksyku rozpoczął studia magisterskie. Po uzyskaniu dyplomu wykładał na wydziale dziennikarskim, a nawet został jego dziekanem. Zachęcany przez żonę zaczął pracować nad manuskryptem. Ponieważ zawsze lubił kryminały, a jednym z jego ulubionych pisarzy był Australijczyk Arthur W. Upfield, którego bohater detektyw Napoleon Bonaparte był półkrwi aborygenem, postanowił napisać kryminał rozgrywający się w rezerwacie Nawahów.

W swojej nagrodzonej biografii Seldom disappointed wspominając pracę kierowcy ciężarówki, jakiej się podjął w oczekiwaniu na rozpoczęcie studiów w lecie 1945 pisał : „Na południe od Borrego Pass, tuzin jeźdźców wyłonił się z zarośli na zboczu. Zatrzymałem się i patrzyłem jak przechodzą przez drogę przede mną i nikną w suchym łożysku strumienia. Jeździliśmy po terenie rezerwatu Nawahów przez długie godziny, i, co dla mnie wychowanego wśród Indian nie było żadną niespodzianką, widzieliśmy ich odzianych zwyczajnie, tak, jak ludzie na wsi. Ale ci jeźdźcy byli wyraźnie przybrani do jakiejś ceremonii, a ich przewodnik, dzierżył coś co wyglądało jak flaga na lancy, który gdyby to byli Kiowa albo Komancze nazwałbym „coup stick”. Wzbudzili moje ogromne zainteresowanie. (…) [miejscowy farmer] Powiedział mi, że grupa, którą widziałem to grupa nosicieli lancy, która dostarcza niezbędne rekwizyty do ceremonii zwanej Enemy Way. Słyszał, że odprawiają ją dla kilku młodych Nawahów, którzy właśnie wrócili z wojny, podczas której w szeregach piechoty morskiej walczyli z Japończykami. Ceremonia zwana Enemy Way miała oczyścić ich ze zła, o jakie niewątpliwie się otarli obcując na co dzień ze śmiercią oraz przywrócić im stan harmonii i równowagi z plemieniem” . Hillerman często wspominał to pierwsze spotkanie, bowiem od niego zaczęła się jego fascynacja tym niezwykłym plemieniem. Swoją pierwszą powieść pragnął zatytułować The Enemy Way właśnie na pamiątkę owego spotkania, ale za sprawą wydawcy tytuł został zmieniony na mniej groźny The Blessing Way.

Popularność kryminału nie jest czymś niezwykłym. Oderwanie się od monotonii codzienności, fascynacja odmiennością, zetknięcie z półświatkiem mające smak zakazanego owocu... Ale nie tylko nuda czy chora ciekawość powoduje, że ludzie czytają kryminały. Opowieść o rozwiązaniu zagadki, o znalezieniu winnego i jego ukaraniu, o trudnym, przywracającym wiarę w ład zwycięstwie sprawiedliwości, jest nie tylko rozrywką. Zbrodnia stanowi niepokojący wyłom w murze społecznego porządku, niszczy harmonię, drwi z prawa, lekceważy logikę, szokuje, szyderczo śmieje się z normalności. Uczestnictwo, choćby poprzez czytanie, w jej wyjaśnieniu, zrozumieniu i ukaraniu jest porządku społecznego przywróceniem. Przywraca też wiarę w logikę i rozum, w ład, harmonię i prawo, łagodzi przerażenie zrodzone obecnością nienormalności. Kryminał, jako gatunek literacki, pojawił się w wieku rozwoju i industrializacji miast, w czasie kiedy w rosnących gwałtownie anonimowych miejskich skupiskach możliwości popełnienia przestępstwa dzięki zagęszczeniu i braku odpowiednich praw stały się nieskończenie większe niż w okresach wcześniejszych. Trzy opowiadania Poego, które nakreśliły ramy gatunku zawierają niezbędne kryminałowi elementy - postać detektywa o wyjątkowych zdolnościach analitycznych, kierującego się żelazną logiką, często ekscentryka i outsidera, przestępca i jego motyw, sama zbrodnia i miejsce jej popełnienia, długi proces rozwiązywania zagadki, dochodzenia do prawdy, podczas którego pojawiają się postacie drugoplanowe i różnorodne fałszywe i prawdziwe tropy.

Hillerman pisał powieści kryminalne, które choć szczególnego rodzaju mieściły się w formule gatunku. Zaczynał od opisu zbrodni, potem wprowadzał detektywa i śledził jego postęp w dochodzeniu do rozwikłania zagadki. Jego odmienność i oryginalność polega na wprowadzeniu do literatury detektywów, którzy są funkcjonariuszami plemiennej policji Nawahów: Joe Leaphorna i Jima Chee, stacjonujących i działających w rejonie Four Corners, głównie na terenie rezerwatu Nawahów, ale też na jego obrzeżach, tam gdzie spotyka się wiele plemion Pueblo, Hopi, Zuni, w tak zwanym Pustym Kraju, z dala od miejskich skupisk.

Południowy Zachód to teren, na którym Hillerman spędził swoje życie. Przez wiele lat pracował tam jako dziennikarz, wykładał na uniwersytecie, podróżował, słowem region znał nie tylko jako jego mieszkaniec, ale także jako zawodowy obserwator. Znał doskonale historię, geografię obszaru i przejawiał niesłabnącą wrażliwość na tej krainy niezwykłe i niepokojące piękno. Pisał, że Nowy Meksyk sprawia, że chce mu się pracować: „Nowy Meksyk obfituje w takie miejsca, gdzie przychodzi nagle ów szczególny nastrój, owa domagająca się realizacji potrzeba pisania. Miejsca, które na mnie w ten sposób oddziaływają mają pewne cechy wspólne. Są puste i odludne. Wywołują wrażenie wielkiej przestrzeni i obcości, i mają w sobie coś, co można by nazwać groźną niegościnnością.

Jedno z takich miejsc znajduje się na wschód od drogi nr 54, na północ od Tularosa, przy starej stacji obsługi zwanej Three Rivers. Droga przeskakuje przez tory kolei Southern Pacific, do podnóża Sierra Blanca i przekracza wysoki, porośnięty trawą grzbiet. W lipcowe popołudnie widok stamtąd sugeruje niegościnną planetę. Postrzępiony skalny grzbiet Sierra Oscura wznosi się 50 mil na zachód, a kotlina Tularosa poniżej niknie w mgle gorącego powietrza. Jeżeli wespniesz się wystarczająco wysoko i światło akurat jest odpowiednie, to zobaczysz w kierunku południowo zachodnim skrzącą się linię gipsowych wydm Białych Piasków, a poniżej Oscuras czarną smugę wyłożonego lawą pustkowia.

Dla mnie to jest jedno z magicznych miejsc Nowego Meksyku. Wygląda na to, że ta magia działała tu od zawsze. Myśliwi wieku kamienia przebywali na tym samym grzbiecie. Używali go, bo jak przypuszczam, mieli stąd znakomity widok na szlaki wędrującej zwierzyny. I w trakcie oczekiwania na jej pojawienie się pokryli skały petroglifami zwierząt, ludzi i swych mitów. Niektóre z nich przypominają dzieła Miro, Klee czy Picassa. Oznacza to, że siedzenie wśród tych bazaltowych głazów, kiedy jedynym dźwiękiem jest szum wiatru w trawie, a wokół rozpościera się jałowy bezmiar Kotliny Tularosa, stymulowało różne wyobraźnie, które znalazły się tutaj znacznie wcześniej niż moja ”

Wielu ludzi zachwycało się klimatem i pejzażem Południowego Zachodu. D.H. Lawrence, który prawie rok spędził w Taos w Nowym Meksyku pisał: „We wspaniały, surowy poranek w Nowym Meksyku człowiek zrywa się ze snu, wyrywa z marzenia, nowa część duszy budzi się nagle i stary świat ustępuje miejsca nowemu. ” Charles Fletcher Lummis (1859-1928), który pierwszy użył określenia Southwest – Południowy Zachód podczas swej zadziwiającej, pięciomiesięcznej pieszej wędrówki z Cincinnati do Los Angeles w 1884 roku, tak pisał w jednej ze swych książek: ”Bez wątpienia, na całej ziemi nie ma drugiej takiej krainy, tak bogatej w uroki, czar, różnorodność i mnogość cudów krajobrazowych i właściwych ludziom jak Południowy Zachód ”

Amerykański Południowy Zachód to kraina rozciągająca się na południe od stoków Gór Skalistych, na zachodzie ograniczona rzeką Kolorado, na wschodzie za rzeką Pecos powoli przekształcająca się w Wielką Prerię, a na południu zamknięta granicą z Meksykiem, choć krajobraz i kultura sięgają głębiej w terytorium Meksyku. Z północy na południe przecina Południowy Zachód kontynentalny Dział wodny, na wschodzie Rio Grande i Pecos zbierają wodę z potoków i rzeczułek do Zatoki Meksykańskiej, a na zachodzie Kolorado i jej wielkie dopływy Rzeka San Juan, Salt, Little Kolorado i Gila ściągają wodę do Pacyfiku. Można powiedzieć, że Południowy Zachód rozciąga się od Durango w Kolorado do Durango w Meksyku i od Las Vegas w Nevadzie do Las Vegas w Nowym Meksyku .

Teren jest bardzo różnorodny. Przecinają go wyniesienia, których strome zbocza tną ziemię w głębokie kaniony lub wynoszą w górę tworząc stołowe płaskowyże zwane mesami, Ciągną się tu z północy na południe pasma górskie, a szerokie dna dolin urozmaicone są samotnymi ostańcami o fantastycznych kształtach. Jednym z nich jest widoczny na wiele kilometrów z każdej strony wulkaniczny pień zwany Shiprock, przypomina bowiem sylwetkę szkunera z rozpiętymi żaglami. Nawahowie mówią na niego Winged Rock – Uskrzydlona Skała. Potępiają jednoznacznie próby wspinania się na tę wyzywającą śmiałków 600 metrową ścianę, bo wierzą, że dawno temu na szczycie Skrzydlatej Skały schronili się przed niebezpieczeństwem uchodźcy i zginęli tam po tym jak uderzenie pioruna odcięło im drogę z powrotem na dół. Jest to miejsce zapamiętane w mitologii. To tu Monster Slayer, jeden z bohaterów mitologii Nawahów, zabił Skrzydlatego Potwora, a jego dzieciom czekającym w gnieździe dał do wyboru zginąć, albo zamienić się w mniej groźne stworzenia – taki był początek sów i jastrzębi. Niezapomniane wrażenie wywiera głęboki Canyon de Chelly – serce kraju Nawahów do którego wejście znajduje się w pobliżu miasta Chinle. Kanion był miejscem zamieszkania ludu Anasazi na długo przed przybyciem Nawahów, pozostawili po sobie liczne, ukryte w występach skalnych, wspaniale zachowane ruiny. Był miejscem kryjówki tych rodzin Nawahów, które nie chciały pogodzić się z wygnaniem do Fort Sumner. Tu mieszka ich największy Yei - Talking God i stąd Changing Women, (dwie bardzo ważne postaci w panteonie Nawahów) opuściła ziemię, by połączyć się ze swym małżonkiem Słońcem. Ukoronowaniem północnej części krainy jest malownicza Monument Valley, której krajobraz został uwieczniony w wielu westernach - słynny Dyliżans został nakręcony właśnie tutaj przy licznym udziale statystów Nawahów. W mitologii Nawahów w tym miejscu znajdował się pierwotny hogan i jakby na potwierdzenie tego znajduje się tu wiele ruin pozostałych po Anasazi. Im dalej na południe tym częściej widać stojące na niskich zboczach zastępy kaktusów saguaro, wokół których wiruje gorące powietrze. Roślinność jest równie zróżnicowana jak strefy klimatyczne – sosnowe lasy na północy i w górach, niżej roślinność pustynna, jałowce, juka, karłowate sosny pinion, bylice wszelkiego rodzaju zwane tu sagebrush, pustynne kwiaty i trawy, wreszcie różnorodne odmiany kaktusów. Zmienna i niezwykła kolorystyka nie przestaje zadziwiać: czerwień skał, biel pustynnych kwiatów, złoto jesiennych topoli, błękit nieba, zieleń, szarość, żółć i brąz we wszystkich możliwych odcieniach zamieniane o zmierzchu na głęboki fiolet – niebo nigdy nie jest tu zupełnie czarne zbyt gęsto jest usiane gwiazdami. W suchym powietrzu wzrok sięga po horyzont, a uczucie bezmiaru i ogromu sprzyja duchowym zamyśleniom.

Fantastyczne skały, strome zbocza, na których erozja odsłoniła różnobarwne warstwy skalne pozwalają laikowi zrozumieć głębię geologicznego czasu, poczuć uroczystą powagę jakiej dostarcza radość obcowania z miejscem prastarym. Uczucie to potęguje jeszcze obecność wpisanych w występy skalne ruin osad przenoszących wymiar historii ziemi w wymiar historii ludzi. Ludzie mieszkali tu bowiem od wieków. Osiedli w tym spektakularnym pejzażu i mieszkają nieprzerwanie do dziś – stąd poczucie zakorzenienia owych różnorodnych kultur w tej ziemi, z której na pierwszy rzut oka nie da się wyżyć.

Stanowiska kultur ProtoIndian sprzed 12 tys lat znaleziono w Clovis i Folsom w Nowym Meksyku. Rewolucja neolityczna przybyła na Południowy Zachód z Meksyku około 2 tysięcy lat p.n.e. dając początek kulturom Mogollan, Anasazi i Hohokam. Kultura Anasazi kwitła w rejonie Four Corners. Nazwa Anasazi pochodzi od słowa z języka Nawahów i oznacza „pradawnych nieprzyjaciół” – i choć nie wszystkim się podoba to jednak zakorzeniło się głęboko. Kultura Anasazi rozwinęła się około 400 lat przed naszą erą. Powoli przechodziła ewolucję, a jej okres najbardziej spektakularny zaczyna się od 700 roku, kiedy to ludność zamieszkała domostwach skalnych i pueblach. Złoty wiek ludu Anasazi przypada na okres 1100-1300 i dzisiejsi Indianie Pueblo, są ich bezpośrednimi potomkami. Ślady tej kultury rozrzucone po całym terenie to imponujące budowle Pueblo Bonito, skalne ruiny w Mesa Verde i w Canyon de Chelly. Skarby archeologiczne tego terenu, systematycznie odkrywane przez archeologiczne ekspedycje: stara ceramika, krzemienne ostrza, kosze, broń są przedmiotem pożądania i handlu, a ich ogromna wartość na tyle kusząca, że można, tak jak Hillerman, wyobrazić sobie złodziei grobów czy plądrujących ruiny handlarzy, którzy nie cofną się przed zbrodnią, by zdobyć bezcenny przedmiot dla nie liczącego się z kosztami kolekcjonera.

Historia tego regionu dla przybyszów zaczyna się z przybyciem Hiszpanów. Hiszpański wicekról w Meksyku Antonio de Mendoza zapragnął zdobyć bogactwa Siedmiu Złotych Miast dla siebie i wysłał ekspedycję na północ w celu ich poszukiwania. Franciszkanin Marcos de Niza razem z niewolnikiem Estebanem zostali wysłani jako forpoczta. Esteban, pierwszy przybył do jednej z osad Zuni (Hawikuh), gdzie Indianie zabili go uznawszy za czarownika. Przydzieleni mu indiańscy słudzy pośpieszyli ostrzec zakonnika i zawrócili go z powrotem do Meksyku. Ten po powrocie rozpalał wyobraźnię Hiszpanów wizją królestwa większego niż Meksyk. Mendoza uległ jej i wysłał w styczniu 1540 roku dużą ekspedycję, na czele której stanął Francisco Vasquez de Coronado.

Coronado przez dwa lata, ze swej siedziby w Pueblo Tiguez, organizował wyprawy penetrujące okolicę w nadziei na znalezienie złota, a mieszkańcy Puebla cierpieli wyzysk i jarzmo utrzymywania awanturniczych żołnierzy. W 1542 roku Coronado, zrujnowany, wrócił do Meksyku, a jego opowieść o skarbach Nowego Meksyku była już trzeźwą oceną tego kraju. Hiszpanie powrócili, na Południowy Zachód by uprawiać ziemię, kolonizować, zakładać kopalnie, szukać ukrytych w ziemi minerałów. Karawana licząca ponad 500 ludzi i ogromne stado bydła, na czele której stanął Juan de Oñate wyruszyła z Meksyku w 1598 roku i w sierpniu dotarła do Nowego Meksyku. Hiszpanie ustanowili swoja bazę w Pueblo Ohke, które Oñate przemianował na San Juan. Stąd organizował wyprawy poszukiwawcze, eksplorował teren szukając bogactw, jakie mogłaby mu dać ta ziemia. Żądał od tubylców bezwzględnego posłuszeństwa i bezwarunkowego podporządkowania. Bunty tłumił krwawo. W 1680 roku wybuchło powstanie przeciwko Hiszpanom. Jednego dnia podnieśli się Indianie Pueblo. Zabili księży, kolonistów z rodzinami, zburzyli kościoły. Na 12 lat Nowy Meksyk pozbył się hiszpańskich kolonistów. Ale wrócili, w 1692 roku a w 1700 roku można mówić o nowej kolonii w której polityka wobec tubylców była znaczenie łagodniejsza, a tymczasem Pueblo nękani najazdami Nawahów przyjęli powrót Hiszpanów i ich obietnice zapewnienia wojskowej ochrony przychylnie. W wieku osiemnastym ukształtowało się społeczeństwo hiszpańsko-indiańskie z jego swoista kulturą.

W 1821 roku zakończyło się panowanie hiszpańskie. Nowo powstała republika meksykańska, nękana wewnętrznymi problemami przez następne 25 lat, bez powodzenia usiłowała zachować kontrolę nad odziedziczonymi po koronie ziemiami. Amerykanie już od pewnego czasu osiedlali się i napływali na południowy zachód, głównie do Teksasu. W 1846 roku wybuchła wojna meksykańsko amerykańska zakończona traktatem podpisanym w Guadelupe Hidalgo. W połowie XIX wieku kontrola Amerykanów nad tymi terenami była całkowita. Nowy Meksyk stał się terytorium amerykańskim, a w 1912 roku kolejnym stanem Unii. Wraz z napływem kupców, osadników, turystów i artystów zaczął się na początku XX wieku kształtować obraz Południowego Zachodu jaki widzimy dzisiaj. Świat różnorodnych kultur mieszających się i egzystujących obok siebie. Żyją tu Latynosi, Amerykanie, w 19 pueblach Indianie Tiwa, Tewa i Towa ze swymi polami i religią , której tajemnic pilnie strzegą, Indianie Hopi i Zuni również zamieszkujący puebla, oraz Nawahowie i Apacze.

Z tego kalejdoskopu żywych kultur Hillerman wybrał na swych bohaterów Nawahów, których kultura w tym kształcie, w jakim ją widzieli pierwsi biali powstała po podboju hiszpańskim. Hillerman wybrał Nawahów bo: „Zainteresowanie zasiane w 1945 roku rozwijało się. Firma United Press przeniosła mnie w 1952 roku ze stanowiska reportera w stolicy stanu Oklahoma City na stanowisko zarządzającego małym biurem United Press w Santa Fe. Santa Fe jest otoczone plemionami Pueblo, z ich skomplikowana religią, w której tak ważną rolę odgrywają postacie kachina i ich tajnymi bractwami zgrupowanymi wokół sekretnych kiwa. Indianie, których poznałem pochodzili najczęściej z ciasno zabudowanych, małych puebli, z Santo Domingo, Santa Clara, San Juan albo San Ildefonso. Innymi słowy byli „z miasta”. Wspaniali ludzie, ale dla mnie tak naprawdę interesujący to byli ci ze wsi. A tymi ze wsi, byli właśnie Nawahowie, całe 150 tysięcy, rozsianych na ogromnej przestrzeni rezerwatu w Arizonie, Nowym Meksyku i Utah. Spróbuję napisać powieść kryminalną dziejącą się w „dużym” czyli głównym rezerwacie. Będzie w niej występował antropolog zajmujący się badaniami wierzeń Nawahów w czary .

Pierwsza powieść Hillermana The Blessing Way, opublikowana w 1970 roku opowiada właśnie o antropologu z Uniwersytetu Nowego Meksyku, który wyrusza do rezerwatu, na wyraźnie zaproszenie swego kolegi ze studiów Joe Leaphorna, obecnie porucznika plemiennej policji Nawahów i poszukuje materiałów do książki o wierzeniach w czary. Już na pierwszych stronach pojawia się postać Wilka Nawahów, czarownika, postaci budzącej grozę, przerażenie. Choć głównym bohaterem powieści jest antropolog Bergen McKee, to postać Joe Leaphorna była na tyle intrygująca, a jego rola w rozwiązaniu zagadki Wilka Nawahów na tyle znacząca, że w kolejnych powieściach urósł on do postaci głównej.

Pierwsze doniesienie o Nawahach pochodzi z dokumentów misjonarzy hiszpańskich z 1626 roku, gdzie nazwani są Apaches de Nabaju. Nazwa Nawaho pochodzi od słowa z języka Tewa, a całe sformułowanie oznacza Apaczów (czyli wrogów) z uprawnych pól, w odróżnieniu od bardziej na wschód mieszkających Apaczów niezajmujących się rolnictwem. Sami Nawahowie nazywają siebie Dine albo Dineh czyli po prostu Ludźmi. W dokumentach hiszpańskich opisuje się ich jako lud prowadzący na półosiadły tryb życia, uprawiający kukurydzę i inne rośliny, ale przenoszący się w odległe rejony na polowanie, prowadzący handel wymienny z Indianami Pueblo, z którymi stosunki były bardziej wrogie niż przyjazne, grabili bowiem i napadali na nich często. Mieszkali w domach zwanych hoganami, w późniejszym okresie, pod wpływem hiszpańskim oddali się hodowli owiec, kóz i koni, znali garncarstwo i rozwinęli tkactwo. Koce Nawahów szybko stały się słynne na całym Południowym Zachodzie bowiem wszystkie inne ustępowały im jakością. Na kulturę Nawahów wielki wpływ mieli Indianie Pueblo, którzy w wielkiej liczbie uciekali do nich podczas panowania Hiszpanów. Mit o wyłonieniu się najprawdopodobniej powstał pod wpływem wierzeń Indian Pueblo.

Sami Nawahowie uważają się za rdzennych mieszkańców tego kraju, kraju, który został stworzony właśnie dla nich. Dinè Bahane – historia Nawahów jest długa i posiada wiele wersji. Opowiada o wspinaniu się do kolejnych, coraz to wyżej położonych światów. Pewne aspekty świata obecnego, świata powierzchni ziemi zostały stworzone wcześniej w światach dolnych i przyniesione na powierzchnię. Kiedy Nawahowie wyłonili się na powierzchnię ziemi First Man i First Woman zbudowali pierwszy Hogan (tradycyjne charakterystyczne domostwo Nawahów) i w nim stworzyli wzorzec świata. Obszerne fragmenty historii o stworzeniu są recytowane podczas licznych ceremonii uzdrawiających, takich jak wspomniana Enemy Way czy Blessing Way. Wyłonili się z ziemi w Dinetah, w rejonie San Juan River i geografia ich jest opisana w mitach, choć dokładne miejsce wyłonienia się jest równie trudne do zlokalizowania jak Ogród Edenu. Ale wiemy, że First Man mieszkał na Huerfano Mountain, a znalazł niemowlę Changing Woman płaczące na szczycie Gobernador Knob. W tym samym regionie Black God pomógł Pierwszemu Mężczyźnie i Pierwszej Kobiecie powiesić gwiazdy na niebie. Niedaleko stąd Changing Woman stworzyła pierwszych Ludzi, pierwszych Nawahów z fragmentów skóry startych z własnego ciała. (..) i tutaj większość poetyckich uzdrawiających i błogosławiących ceremonii Ludzi nabrała ostatecznego kształtu.

W eseju Serce naszego kraju – ze zbioru The Great Taos bank robbery pisze Hillerman: „Stoimy razem z Alexem Atcitty na zboczu, pod tym wielkim wałem obronnym czerwonego kamienia, który biegnie jak Chiński Mur wzdłuż południowego krańca kraju Nawahów. Na wschodzie wznosi się pokryty śniegiem i nieskazitelnie czysty szczyt Mount Tylor ponad wyraźnym kształtem Little Haystack Mountain. Na lewo zżarty erozją piaskowiec, pokruszone łupki, suche gałęzie pinon, o które zaczepiają się kłęby traw miotane porywistym wiatrem. Jest listopad roku nieprzerwanej suszy. Powietrze pachnie jesienią, sosnową żywicą, kurzem, i pustką. Jedyne żywe istoty w zasięgu wzroku to jastrząb i niepocieszona krowa rasy Hereford. Jastrząb patroluje krawędź czerwonego płaskowyżu wypatrując nieostrożnych gryzoni. Krowa odpoczywa po poszukiwaniu czegoś do jedzenia i melancholijnie patrzy w kierunku Gallup.

- Wiesz – mówi Atcitty – dali nam do wyboru. Połeć żyznej ziemi w dolinie rzeki Arkansas w Oklahomie, albo to.

Zatacza ręką koło i zawiera się w tym geście erozję, suche gałęzie, krowę i bezmierne niebo o jarmarcznych kolorach zachodzącego słońca i uśmiecha się do mnie

– Kiedy zrozumiesz, dlaczego wybraliśmy ten stos kamieni zamiast tamtej uprawnej ziemi wartej tysiąc dolarów za akr, zrozumiesz Nawahów”

Tego wyboru – pisze dalej Hillerman - dokonali Nawahowie 28 maja 1868 roku. Generał William Tecumseh Sherman zaproponował przywódcom klanowym, wśród których był Barboncito, Manuelito, Ganado Mucho i inni, że w zamian za przysięgę, że już nigdy nie sięgną po broń, rząd amerykański pozwoli im wybrać sobie ziemię, na której chcą zamieszkać. Mogli zostać w forcie Sumner w Nowym Meksyku, gdzie byli uwięzieni od 1864 roku, mogli się przenieść do rezerwatu w dolinie rzeki Arkansas, albo wrócić do swej dawnej ziemi – suchego pustynnego bezmiaru kanionów i płaskowyży, skąd zostali cztery lata wcześniej wykurzeni metodą spalonej ziemi, ich trzody wybite, hogany spalone.

Nawahowie jednogłośnie wybrali powrót. Mówił Barboncito: „Jeżeli powrócimy do naszego własnego kraju będziemy cię nazywali naszą matką i ojcem. Jeżeli została tam choć jednak koza wyżyjemy z niej wszyscy” (…) „Pokładam nadzieję w Bogu, że nie zaproponujesz nam żadnego innego kraju tylko nasz własny. Kiedy Nawahowie zostali stworzeni, zostały im wskazane cztery góry i cztery rzeki w obrębie których powinni zamieszkać, i to był Dinetah. Changing Woman dała nam tą ziemię. Bóg stworzył ja specjalnie dla nas”

Jedna z tych czterech gór jest Tso Dzil, Mount Tylor, Góra Turkusowa. Tutaj spoczywa głowa wielkiego Yei, którego ciało opasując krainę przechodzi przez Mount Blanco w paśmie Sangre de Christo, przez Mount Hesperus w La Platas i sięga do San Francisco Peaks na północ od Flagstaff, otaczając Dinetah ochronnym pasem. Holy People zbudowali tę górę przy pomocy ziemi przyniesionej z Trzeciego Świata, ozdobili ją turkusami, białymi chmurami i żeńskim deszczem i przybili do ziemi magicznym kamiennym nożem i zostawili Tliish Tsoh (Bit Snake) żeby jej pilnował. Tutaj Bohaterowi Bliźniacy rozpoczęli swoja kampanię uwolnienia ludzi od zamieszkujących Dinetah potworów i tutaj mieszka Turkusowa Dziewczyna pilnując serca kraju.

„Większość pierwotnego Dinetah można zobaczyć jadąc na północ drogą nr 44 do rejonu Farmington-Shiprock i potem na południe drogą nr 666 do Gallup, które to miasto poczuwa się i faktycznie jest indiańską stolicą Stanów Zjednoczonych Ameryki. Kilka wypadów na boki i można przejechać przez Świętą ziemię Nawahów. I jeżeli akurat będzie dobre światło, formacje chmur odpowiednio dramatyczne, zachód słońca ekspresyjny jak zwykle, to można przez moment zrozumieć dlaczego Nawahowie postanowili zatrzymać tą ziemię, która dała im Changing Woman i dlaczego Alex Atcitty rzucił dobrą pracę w Los Angeles i wrócił do domu.

Odpowiadając na często zadawane pytanie jak rodzą się jego pomysły i w jaki sposób stał się takim znawcą kultur indiańskich z regionu południowego zachodu Hillerman pisze w swej biografii: „od razu poczułem się wśród Nawahów jak w domu. To byli tacy sami ludzie jak ci, wśród których dorastałem. Egzotyki doświadczałem raczej na zebraniach pracowników naukowych mojego uniwersytetu. Nawahowie jak Alex Atcitty, Austin Sam, James Peshlakai i wielu innych zdawali się wyczuwać od razu, że poważnie interesuję się ich kulturą. Pomagali mi. Kiedy powiedziałem, że chciałbym, by mój bohater Jim Chee zabrał kobietę, do której się zaleca na tradycyjne wesele Nawahów, to Peshalakai przysłał mi wideo z wesela swojej córki (…) Kiedy miałem problem z Talking God, bo nigdy nie widziałem ceremonii Yeibichai, kluczowej dla intrygi, Austin Sam znalazł jedną i zabrał mnie tam (…)”

Razem z ogólną ideą nieodmiennie zaczynam od lokalizacji, od jednego czy dwóch – miejsc w Rezerwacie, gdzie rozegra się akcja i od biura policji Nawahów skąd rozpoczyna pracę mój Sherlock Holmes, itp. To daje mi wymówkę, by tam pojechać i pokręcić się po okolicy, przyglądać się ludziom, wdychać atmosferę, rozmawiać z Ludźmi. To także jest okazja by sprawdzić sens i żywotność detali kulturowych, które zamierzam wykorzystać.

Gdzie indziej pisał: „ Kocham to miejsce – tak wielkie jak cała Nowa Anglia, krajobraz fantastycznie zróżnicowany, kraina jak to ktoś kiedyś powiedział ‘miejsca, którego dosyć i czasu’ Potrzebuję tylko pojechać na zachód od Shiprock i do wielkiej pustki by poczuć jak mój duch zaczyna szybować. A pisanie o tym jest moim usprawiedliwieniem znakomitą wymówką, by tam pojechać. Z jakiegoś powodu, który nigdy nie wydawał mi się sensowny, muszę zapisać w pamięci miejsca, w których rozgrywa się akcja moich powieści.(..) kiedy pisałem The Blessing Way, zszedłem w dół do Canyon de Chelly, brodziłem w jego piaszczystym dnie i zbierałem wrażenia zmysłami (sposób w jaki wiatr brzmi tu na dole, jak brzmi echo, jak pachnie szałwia bylica i mokry piasek, jak niebo wygląda z dna skalnego tunelu, jak dudni grzmot podczas burzy, jak odbija się od jednej ściany kanionu do drugiej.

Detektywi Hillermana, Joe Leaphorn i Jim Chee, są Indianami Nawahami, działają na terenie rezerwatu, zresztą problem dokąd rozciąga się ich jurysdykcja, a gdzie mają prawo do działania agenci FBI i funkcjonariusze innych plemion jest wątkiem niezmiennie pojawiającym się w każdej powieści. Fakt, że główni detektywi są członkami określonej grupy etnicznej nie jest u Hillermana egzotyczną ozdobą, tylko witalną częścią opisywanego świata. Oni rozumieją kraj i swoich współplemieńców, mówią ich językiem, czytają bezbłędnie pozawerbalne komunikaty i symbolikę, umieją czytać ślady, znają doskonale okolicę i ludzi, respektują obyczaje i etykietę

Joe Leaphorn jest człowiekiem wykształconym – studiował antropologię na Uniwersytecie Nowego Meksyku. Zna obie, białą i indiańską kulturę. Patrzy na problemy swojego ludu przez logiczne okulary racjonalisty, zdecydowanie odrzuca przesądy. Poznajemy go jako czterdziestoletniego porucznika policji plemiennej posiadającego biuro w Window Rock – siedzibie plemiennego rządu. Charakterystyczna w jego biurze jest wisząca za biurkiem mapa rezerwatu i przyległych rejonów z wetkniętymi w nią różnokolorowymi pineskami przedstawiającymi rodzaj popełnionego przestępstwa, pomiędzy którymi Leaphorn nieustannie szuka powiązań. Leaphorn jest bardzo dumny z dziedzictwa Nawahów, ale nie podoba mu się i drażni go ich wiara w czary. Uważa, że zło jest wyborem, jakiego dokonują ludzie. Jego żelazna logika zmierza prosto do celu, nie wierzy w zbiegi okoliczności, jest metodyczny, cierpliwy i ma doskonałą pamięć. To czego szuka opisał Hillerman w drugiej powieści: Dance Hall of the Dead: „Leaphorn pochodził od Taaddi Dinee, z klanu Ludzi Mówiących Powoli. Ojcem jego matki był Nashibitti, wielki szaman, znający doskonale tekst ceremonii Beaty way i Mountain way i innych uzdrawiających rytuałów, człowiek tak mądry, że jak mówiono, ludzie z Beautiful Mesa dodali tytuł Hosteen do jego imienia zanim skończył trzydzieści lat – nazywali go Starym Człowiekiem, gdy był zdecydowanie zbyt młody, by zostać dziadkiem. Leaphorn wyrósł na kolanie Nashibittiego, kiedy ten był już starcem nie tylko wiekiem ale i mądrością. Wyrósł wśród pasterzy owiec i myśliwych w rejonie Beautifil Mesa, wśród rodzin pochodzących od tych, które wybrały śmierć, kiedy w 1864 roku przybyła konnica Kita Carsona.

Z tego powodu przekazywane Leaphornowi w dzieciństwie rodzinne opowieści różniły się znacznie od opowieści, jakie słyszała większość Nawahów. Opowieści dziadków o zagonieniu do niewoli, o Długim Marszu oddalającym od świętych gór do obozu koncentracyjnego w Forcie Stanton, o ospie, o bezczelnych Apachach, o cierpieniu, poniżeniu i w końcu długim marszu z powrotem do domu. Zamiast tego opowiadania Nashibittiego leżały po czerwieńszej stronie tragedii: były to opowieści o dwóch braciach z łukami przeciwko oddziałowi konnych strzelców; o zarąbanych owcach i spalonych hoganach, o dźwięku siekier rąbiących brzoskwiniowe sady, o ciałach dzieci na śniegu, o czerwieni płomieni połykających pola kukurydzy i w końcu o litanii głodujących rodzin ściganych w kanionach przez kawalerię Kita Carsona. Umierająca matka urodziła chłopca, który wyrósł na Hosteen Nashibittiego i dziadka Leaphorna w jednym z takich głodujących kanionów. Wychował się słuchając relacji wuja o brutalnym okrucieństwie i nadzwyczajnej odwadze; o tym jak Carson udawał przyjaciela Nawahów, o tym jak Carson mający za przewodników znienawidzonych Ute galopował przez ciche pola kukurydzy jak śmierć. Jakimś cudem Nashibitti nie nauczył się zgorzknienia. Kiedy został poddany inicjacji podczas Yeibichai, ostatniej nocy ceremonii Night Way, sekretne imię wojenne jakie mu nadano brzmiało Zadający Pytania. Dla Leaphorna, siedemdziesiąt lat później, był tym, który na pytania odpowiada. To właśnie Nashibitti nauczył Leaphorna słów i legend Blessing Way, nauczył go jak Holy People powiedzieli Ludziom z Powierzchni Ziemi jak należy żyć, przekazał mu nauki Changing Woman – jednym celem człowieka było piękno, a to piękno można znaleźć tylko w harmonii, a owa harmonia natury była olśniewająco złożona.

- Kiedy idzie żuk - mówił Hosteen Nashibitti – wiedz, że coś nim poruszyło. I zapamiętaj, że jego ruch wpływa na lot wróbla, kruk zmienia kierunek lotu orła na niebie, a sztywne skrzydło orła ugina się wobec woli Ludzi Wiatru, i pamiętaj, że to wszystko oddziałowuje na mnie i na ciebie, nawet na pchłę na piesku preriowym i liść topoli.”

Taka była zawsze puenta lekcji. Współzależność wszystkiego w naturze. Nie ma działania bez odzewu, każda przyczyna posiada swój skutek. Każda akcja wywołuje reakcję. Nic nie dzieje się bez powodu. We wszystkich rzeczach znajduje się wzorzec, a w tym wzorcu, piękno harmonii. W ten sposób człowiek uczy się żyć ze złem, przez rozumienie go, przez odczytanie jego przyczyny. I tak człowiek uczył się powoli i metodycznie, jeżeli miał szczęście zawsze „poruszać się w pięknie”, zawsze szukać wzorca i go znajdować.

W tym fragmencie powieści Hillermana, w której postać Leaphorna odgrywa już główną rolę kryje się główna zasada filozofii Nawahów - idea hózhó. Używają oni tego terminu, by wyrazić szczęście, zdrowie, piękno kraju i piękno duszy, harmonię i współżycie ze wszystkimi elementami w przyrodzie. Sformułowanie „sa’h naaghaii bik’eh hózhó ” – jak przetłumaczył badacz Nawahów Haile oznacza – „w podeszłym wieku kroczyć szlakiem piękna”. Jak pisze Gary Witherspoon hózhó tłumaczy się jako piękno, ale oznacza dużo więcej, wszystko o czym Nawaho myśli, że jest dobre, piękne, sprzyjające człowiekowi, harmonijne, normalne, zdrowe, uporządkowane, idealne, doskonałe . Gladys Reichard, wielka znawczyni religii Nawahów, uważa ze termin ten oznacza doskonałość do jakiej człowiek powinien dążyć. Trudność przetłumaczenia tego określenia polega na tym, że zawiera ono znaczenie i estetyczne i moralne jednocześnie. Hózhó dotyczy nie tylko pojedynczego człowieka i przyrody, ale też społeczności. Celem Nawahów jest więc dożycie podeszłego wieku w stanie harmonijnego współżycia z przyrodą, ze społecznością i ze sobą. Owe doskonałe warunki są zakłócane przez kontakt z ludźmi i rzeczami które uważa sie za szkodliwe za wcielenie przeciwieństwa hózhó, wynikające ze złej woli, ze złamania tabu, ze skażenia jakie powoduje kontakt ze śmiercią lub z czarami. Popełnienie przestępstwa jest wyraźnym odstąpieniem od drogi do osiągnięcia hózhó.

W People of Darkness Hillerman, słowami Jima Chee opowiada o czarach, kiedy rozmawia ze Mary London:

„ - Czy wiesz co to są Wilki Nawahów?

- Wydawało mi się, że wiem - odpowiedziała Mary – Czyż to nie to samo co czarownice białych i czarownice ogólnie, i takie jak nasze Laguna-Acoma czarownice? – roześmiała się – czarownice o podwójnej nazwie? (…)

-U Nawahów to jest tak, że czary to odwrotność Drogi Nawahów. Holy People nauczyli nas, że celem życia jest yo’zho. Nie ma na to słowo odpowiednika po angielsku. To zlepek znaczeń, kombinacja piękna, harmonii, dostrojenia, wpasowania, poddawania się nurtowi, odczucia spokoju - wszystkie te znaczenia razem zamknięte w jednym słowie. Czary to w zasadzie, odwrócenie tej idei do góry nogami. Istnieje oczywiście mitologia wokół tego. Zostaje się czarownicą po pogwałceniu podstawowych tabu – jak zamordowanie krewnego, popełnienie kazirodztwa i tak dalej. Do tego masz pewne moce – możesz zamienić się w psa albo wilka. Możesz latać. I masz moc sprawiania, by ktoś zachorował. To przeciwieństwo pozytywnej mocy, którą przekazali nam Holy People – mocy uzdrawiania przez przywrócenie do stanu yo’zho. Z powrotem do piękna. A podsumowując, czarownik nie potrzebuje motywu, by wysadzić studnię. To zła rzecz wysadzać ludzi. I to cały motyw, jakiego potrzebuje skinwalker.”

Tego typu zręczne wplecenie w akcję informacji o kulturze Nawahów to cecha charakterystyczna powieści Hillermana. Nie ma strony w jego książkach, by czytelnik nie dowiedział się czegoś o trybie życia Nawahów, ich przesądach, przyzwyczajeniach, etykiecie, codziennym życiu.

W cytowanej właśnie czwartej z kolei powieści, w People of Darkness, Jim Chee pojawia się po raz pierwszy. Jest dużo młodszy niż Leaphorn, podobnie jak on posiada wyższe wykształcenie, ale wyżej ceni sobie zachowanie tradycji, co widać w jego sposobie zachowania zgodnego z etykietą Nawahów – np.nie patrzy ludziom w oczy jak się do nich mówi, bo Nawahowie uważają to za brak wychowania. Pochodzi z klanu, który wydał wielu szamanów i jego doskonała pamięć rodzi nadzieję w jego rodzinie, że on także, tak jak jego wuj Hosteen Frank Sam Nakai, zostanie znanym- haatali- szamanem uzdrowicielem, który recytuje z pamięci długie teksty świętych pieśni . Powieści Hilleramana dzieją się współcześnie, więc Chee uczy się tych tekstów z kaset magnetofonowych podczas swych patroli. Często ogrania go zwątpienie, czy w ogóle możliwe jest jednoczesne bycie policjantem i hataali – szamanem. Chee musi bowiem kontrolować i przezwyciężać swe kulturowe przyzwyczajenia podczas pracy narażonej na ciągły kontakt ze złem i śmiercią. Nawahowie, głęboko wierzą, że zmarli zamieniają się w niebezpieczne duchy, trzymają się od śmierci z daleka i opuszczają domy, w którym ktoś umarł. Unikają nie tylko przebywania w pobliżu, ale nawet patrzenia, nie mówiąc już o dotykaniu zwłok. Da policjanta to stanowi poważny problem i Jim Chee mierzy się w nim nieustannie. Wierzy, że istnienie czarowników i czarów jako zaprzeczenie Drogi Nawahów zostało wyjaśnione w micie o stworzeniu, który dobrze zna i który służy mu za punkt odniesienia w ocenie postępowania innych. Jest bardzo bystry, ma znakomitą pamięć, jest zrównoważony i dociekliwy. Pragnie, by Leaphorn, którego darzy wielkim respektem docenił go i uznał za detektywa równego sobie. W serii powieści, w których obaj detektywi pojawiają się razem, powoli i nie bez przeszkód nawiązuje się między nimi głęboka przyjaźń.

Materiał Tony Hillerman znajduje w głowie, a potem gdy dopracowuje szczegóły to ma w pamięci „Moi czytelnicy kupują kryminał, a nie tom antropologiczny. Z tego powodu moim priorytetem jest wartka akcja. Zasada, do której przestrzegania się zmuszam mówi, że materiał etnograficzny musi być nieodzowny dla fabuły. Nie jest w porządku robienie dygresji na temat zwyczajów małżeńskich Dine, albo sposobu w jaki mężczyźni i kobiety zostali rozdzieleni w micie kreacyjnym, ani kar za naruszenie tabu kazirodztwa, chyba, że ze jest to niezbędne dla akcji. Nie mam dyplomu wykładowcy antropologii, moja wiedza została nagromadzona podczas trzydziestu lat przyjaźni, zaspakajania ciekawości, wędrowania po rezerwacie, i czytania tego co napisali antropologowie.”

Powieści Hillermana są wiarygodne, ponieważ szanuje on kulturę, o której pisze, dba o szczegół kulturowy, który w fabule pojawia się naturalnie, płynnie wpleciony w dziejące się wydarzenia i dla nich istotny. Znawca regionu sam pisze: „Biorę moich znajomych Nawahów w krzyżowy ogień pytań, plączę się bezwstydnie przy sklepach (trading posts), posterunkach policji, rodeach, aukcjach tkanin, i miejscach zanurzania owiec .”

W 18 tomach roi się od przykładów. W pierwszej w The Blessing Way – opisuje ceremonię Enemy Way – tą obserwowaną, dawno temu. Ceremonię tą odprawia się w celu odwrócenia niebezpiecznych skutków zbrukania, spowodowanego kontaktem z czarami lub ze śmiercią. Pisze:

„Sandoval przykucnął obok malowidła na piasku i powiedział Harleyowi Tsosie, by kolana umieścił na kolanach Corn Beatle. Pokazał mu, jak ma pochylić się do przodu i położyć dłonie na dłoniach figury. Kiedy Tsosie znalazł się w pożądanej pozycji, Sandoval zaczął śpiewnie recytować tę część pieśni, w której Żuk zawiadamia Changing Woman, że jej synowie, zwani Bohaterskimi Bliźniakami, Pogromca Potworów i Dziecię Wody wracają bezpiecznie do domu. Okrzyk chrząszcza „lo lo lo” zaśpiewał ton wyżej i potem znowu niżej fragment opowiadający o Bohaterach Bliźniakach i ich wizycie u Słońca, o tym jak zabili potwora Yei. W hoganie było duszno i nagie plecy Tsosie lśniły od potu. Przepaska biodrowa także zmieniła kolor od potu. To był dobry znak. Nieprzyjaciel wyłaniał się powoli. Sandoval był gotowy do następnego kroku. Posypał szczyptę pyłku kukurydzianego na ramiona Tsosiego, kazał mu wstać i zejść z malowidła na piasku – ale bardzo ostrożnie, tak by wzór nie został naruszony.

Sandoval był zadowolony z malowidła. Nie odprawiał Enemy Way od czasu zagranicznej wojny, kiedy młodzi wrócili ze służby w piechocie morskiej. Obawiał się, że zapomniał już jak to się robi. Ale udało się, w sam raz. Piasek z dna strumienia, jaki wysypał na klepisko hoganu jako podkład, był ciemniejszy niżby sobie tego życzył, ale jak zaczął sypać kolorowy piasek tworzący postać Strażnika, uznał, że spełni doskonale swoje zadanie. Malowidło miało kształt kwadratu, tak jak uczył go ojciec, z otwarciem na wschód, żeby Holy People nie zostali schwytani w obraz”.

Dalej następuje opis kolejnych etapów złożonej i długiej ceremonii. Tego typu ceremonie nazywają się po angielsku chants – poszukiwania dobrego słowa po polsku trwają.

Chant ma specjalny sens w religii Navajo, religii, która może być uważana za próbę czy usiłowanie sprawowania kontroli nad siłami nadprzyrodzonymi za pomocą mającego moc uzdrawiającą rytuału. Ceremonie, których istnieje bardzo wiele, organizowane na specjalne zamówienie, by wyleczyć z choroby, albo przynieść błogosławieństwo, dobierane w zależności od tego, jaka kuracja została przepisana przez diagnostyka, mogą trwać do 9 dni – w ich trakcie hataali śpiewa w określonej kolejności pieśni. Owe pieśni, poematy, czy modlitwy intonowane jak litanie zasugerowały pierwszym badaczom nazwę chants, ale obecne są w owych ceremoniach również inne elementy. Są nimi oczyszczenie osiągane najczęściej przez wypocenie w łaźni, prośby do istot nadnaturalnych, różne przedmioty nasycone mocami (pałeczki modlitewne – zwane pahos, drobne figurki - fetysze ze szlachetnych kamieni oraz inne przedmioty, amulety które posiada szaman w swym zawiniątku zawodowym, oraz niezbędne malowidła na piasku. Sandpainting - obraz na piasku - obiekt święty– to wzór wysypany na klepisku hoganu drobną strużką zabarwionego pigmentami piasku ilustrujący sceny z mitologii Nawahów. Wymaga wielkiej precyzji, wiele czasu i doskonałej pamięci, bowiem od jego wierności pierwowzorowi zależy powodzenie całej ceremonii. Sandpainting jest ołtarzem, na którym siada osoba, dla której odprawia się ceremonię i która zostaje utożsamiona z przedstawionymi figurami. Po zakończonej ceremonii obraz zostaje zniszczony. Piasek i pigmenty miesza się zbiera w koc i wysypuje na pustkowiu.

Hillerman ożywia historię, atmosferę i klimat regionu w sposób niepowtarzalny. Jedną ze swych najsłynniejszych powieści Thief of time zaczyna tak:

“Księżyc wzniósł się ponad ścianę klifu za jej plecami. Na ubitym piasku łożyska rzeczki cień piechura układał się w dziwny, wydłużony kształt. Czasami przypominał czaplę, czasami jedną z tych figur z petroglifów Anasazi. Ruchomy piktogram - jego ręce poruszający się rytmicznie w miarę jak cień płynął po piasku. Czasami, kiedy ścieżka, po której chodziły tylko dzikie kozy zakręcała i piechur ustawiał się profilem do księżyca, jego cień stawał się samym Kokopelli. Z plecaka powstawał groteskowy garb nadprzyrodzonej istoty, a laska tworzyła na cieniu zakrzywiony flet Kokopellego. Widziany z góry, cień sprawiłby, że każdy Nawah uwierzyłby, że potężny Yei, którego północne klany nazywają Ten co Zrasza Wodą (Water Sprinkler) przybrał widzialną postać. Gdyby Anasazi powstał ze swego tysiącletniego grobu w wysypisku śmieci pod ruinami, zobaczyłby Garbusa Flecistę, niesfornego awanturnika, bożka płodności swego zaginionego ludu. Ale cień był tylko kształtem doktor Eleonor Friedman –Bernal, zasłaniającym światło październikowego księżyca”

Kokopelli, grający na flecie garbus to symbol powszechny na Południowym Zachodzie i uwieczniony na wielu petroglifach. Ale co robi antropolog, samotnie w nocy w ruinach? Tym krótkim wstępem wprowadza Hillerman, nastrój, temat, historię i współczesność.

Choć stał się sławnym autorem bestsellerów pozostał człowiekiem skromnym „Dobre recenzje cieszą mnie bardzo, ale najbardziej cieszy mnie to, że zostałem ogłoszony najpopularniejszym autorem przez uczniów Indiańskiej Szkoły Św. Katarzyny, a nawet bardziej, kiedy Nawahowie w średnim wieku mówią mi, ze czytanie moich kryminałów ożywiło w ich dzieciach na nowo zainteresowanie Drogą Nawahów. ”

„Najlepszą recenzję otrzymałem od bibliotekarki Nawaho, z którą dyskutowaliśmy twórczość pisarzy indiańskich: Leslie Silko (Ceremony), Jamesa Welcha (Winter in the Blood), i N. Scotta Momadaya (The Mouse made of Dawn).

- Oni są artystami – powiedziałem – a ja jestem gawędziarzem.

- Tak – odpowiedziała – Czytamy ich i ich książki są piękne. Mówimy – tak, to jest o nas. Taka jest rzeczywistość. Ale zostajemy smutni i pozbawieni nadziei. Kiedy czytamy opowieści o Joe Leaphornie albo Jimie Chee, Old Man Tso, albo Margaret Cigaret i Tsossies i Begays powtarzamy znowu – tak, to my, to jest o nas. Ale tym razem wygrywamy. Jak historie opowiadane przez nasze prababki, one sprawiają, że czujemy się dobrze będąc Nawahami”

Pogrzeb Tony'ego Hillermana odbył się 31 października 2008 w kościele katolickim Zwiastowania w Albuquerque. Setki ludzi uczestniczyły w mszy, podczas której wspominano go jako człowieka skromnego, oddanego rodzinie i przyjaciołom, na którym sława nie robiła wielkiego wrażenia. Pochowany jest na cmentarzu komunalnym w Santa Fe.

 

1 Stasio, Marylin. “Tony Hillerman, Novelist, Dies at 83” New York Times, 28 October 2008.
2 Roush, Jan. „The Developing Art. Of Tony Hillerman”. Western American Literature. 28, no.2 (summer 1993):99-110.
3 Hillerman, Tony. Seldom Disappointed : a Memoir. New York : Harper Perennial, 2002. (s. 253)
4 Hillerman, Tony. Seldom Disappointed : a Memoir. New York : Harper Perennial, 2002. (s.158)
5 Hillerman, Tony, red. The Spell of New Mexico. Albuquerque: University of New Mexico Press, 1976. (s.3)
6 Ibid, s.
7 Lummis, Charles Fletcher. Mesa, Cañon and Pueblo : Our Wonderland of the Southwest, its Marvels of Nature, its Pageant of the Earth Building, its Strange Peoples, its Centuried Romance. New York: The Century co., 1925. (s.15)
8 Handbook of North American Indians. Washington: Smithsonian Institution, 1979. (v.9 s.22)
9 Hillerman, Tony. “Mystery, country boys, and the big reservation” (w) Colloquium on Crime: Eleven Renowned Mystery Writers Discuss Their Work, Red. Robin W. Winks. New York: Scribner, 1986. s.134.
10 Spell, s20
11 Hillerman, Tony. The Great Taos Bank Robbery and Other True Stories of the Southwest. New York: Harper Perennial, 2001. (s.17)
12 Ibid. s. 18
13 Ibid. s.19
14 Seldom disappointed. (s.252)
15 “Mystery, country boys” (s.141)
16 Ibid. s.138
17 Hillerman, Tony. The Dance Hall of the Dead. r.7
18 Witherspoon, Gary. Language and Reality in Navajo World View”. Handbook of North American Indians. v.10s.570-577,
19 Hillerman, Tony. People of Darkness. r.24
20 Mystery, country boys...” (s.142)
21 Ibid (s.. 148)
22 Hillerman, Tony. Blessing Way. (r.10)
23 Hillerman, Tony. Thief of Time. r.1
24 Mystry, country boys, (s.148)
25 Ibid (s. 147)

Foto:  Ewa Dżurak