Autorką poniższego - bardzo naszym zdaniem interesującego, choć zapewne również prowokującego do dyskusji - tekstu o potrzebie tworzenia ciekawych postaci kobiecych w literaturze kryminalnej i sensacyjnej jest Natalia Tworek.
Kryminologia – nadal utożsamiana jest z dziedziną, którą interesują się głównie mężczyźni. Wszak to oni już jako mali chłopcy często marzą o tym, aby zostać policjantami, prawnikami czy też żołnierzami. Powyższe zawody są postrzegane jako typowo męskie zajęcia, można więc odnieść wrażenie, że wszystko, co kryminologiczne, jest siłą rzeczy postrzegane jako mało kobiece. W naszym społeczeństwie zakodowany został pewien wzór ról pełnionych przez kobiety i mężczyzn, który jakby automatycznie jest przekazywany przez takie nośniki kultury, jak chociażby książki. Jako nałogowa czytelniczka i kryminolożka miałam okazję zaobserwować kobiecą stronę kryminologii, która nie znajduje odzwierciedlenia w literaturze.
Stieg Larsoon w bestsellerze Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet zbudował ciekawą postać kobiecą, którą jest Lisbeth Salander – młoda i intrygująca outsiderka, na tyle interesująca, że czytelnik ma ochotę sięgnąć po kolejne książki z serii Millenium właściwie tylko dla niej. Główna postać kobieca została jednak umieszczona w męskim świecie, w którym jest wykorzystywana lub otaczana opieką przez różnych mężczyzn. Mimo swojej umiejętności radzenia sobie z życiem i pozoru niedostępności, jaki zachowuje, z czasem zauważamy w niej kobietę zupełnie podobną do nas samych – wrażliwą i pragnącą bliskości drugiego człowieka. Z Lisbeth poniekąd może się identyfikować każda z nas. W części rozpoczynającej trylogięi Larssona to mężczyźni grają pierwsze skrzypce, a kobieta, nawet jeśli silna i wyrazista, jest dla nich tylko wsparciem.
Jednakże w rzeczywistości życie pisze różne scenariusze – kobiety poza wspieraniem mężczyzn i siebie nawzajem walczą również o siebie i swoje miejsce w męskim świecie. Coraz częściej potrafią sobie radzić z aktami agresji czy przemocy. Poza tym często wykonują zawody, które teoretycznie powinny być domeną mężczyzn. Ktoś mógłby powiedzieć, że praca z osobami niedostosowanymi społecznie, byłymi więźniami czy też osobami z zaburzeniami psychicznymi jest zbyt trudna dla delikatnych i wrażliwych kobiet, które nie mają predyspozycji biologicznych i psychicznych do takiej pracy. Jednakże patrząc na własne doświadczenia, zauważyłam, że panowie nieczęsto garną się do zawodów stereotypowo postrzeganych jako męskie. Jako asystent rodziny, miałam okazję pracować między innymi z osobami, które były kiedyś w więzieniu, tudzież w zakładzie poprawczym. Musiałam sobie radzić z moimi podopiecznymi, a przede wszystkim umieć zdobyć u nich autorytet. W tym przypadku nie miało znaczenia, jaką mam płeć – miałam dobrze wykonywać swoje obowiązki. Pracując w trudnych środowiskach, nigdy nie miałam przyjemności współpracować z mężczyzną – niezależnie od tego, czy kontaktowałam się z pracownikiem socjalnym, kuratorem czy pedagogiem, zawsze była to kobieta. Tymczasem w przypadku Mężczyzn, którzy nienawidzą kobiet Lisbeth była pod opieką dwóch kuratorów. Oczywiście można zrozumieć tę sytuację ze względu na to, co autor chciał osiągnąć poprzez pokazanie dwóch tak skrajnie różnych postaci. Jednakże nie można przejść obojętnie obok faktu, że autor nie ukazuje żadnej postaci kobiecej, która nie byłaby zdana na łaskę bądź niełaskę mężczyzny. Brakowało mi we wspomnianej powieści wyrazistej kobiecej bohaterki, która naprawdę mogłaby czymś zaimponować. Chociaż taką małą iskierką, która wzbudza w jakiś sposób podziw, jest Anita – jedyna postać, którą można nazwać „kobietą z jajami”, właśnie ze względu na to, że potrafiła wziąć pewne sprawy w swoje ręce i wiele poświęcić dla uratowania drugiej kobiety. Mimo to jest coś takiego w tej postaci, że człowiek jej po prostu nie pamięta po odłożeniu książki na półkę. Larsson wprawdzie zwraca więc uwagę na pewne społeczne problemy, jednakże nieufność budzi fakt, że autor zbudował fabułę oraz postacie na zbyt wielu stereotypach, zapominając, że prostota czasem może zdziałać więcej.
Kobieta wciąż bywa katalizatorem dla pewnych działań czy też wydarzeń niezależnie od tego, czy stykamy się z dziełami wyżej wspomnianego autora, czy też sięgamy po tytuły innych pisarzy. Należy jednak zaznaczyć, że nie zawsze jest to minus. Płeć piękna często staje się tłem dla całej fabuły lub wspiera mężczyznę w wykonywanych przez niego zadaniach. Tak jest w przypadku powieści Stiega Larssona, jak również u Adama Zalewskiego w Grizzly. W obu przypadkach to, co przydarzyło się kobiecie, wywarło wpływ na działania mężczyzn. Wspólnym elementem jest również fakt, że główny bohater korzysta ze wsparcia kobiety (chociaż w obu książkach proporcje postaci kobiecych do męskich bohaterów są diametralnie różne). Charakterystyczne jest również to, że w każdym przypadku wspierająca kobieta jest na swój sposób wykorzystana przez głównego bohatera. Książkę Zalewskiego czyta się niemalże jednym tchem, jednakże i tu brakuje wyrazistej postaci kobiecej. Jednakże to słuszny zabieg. Grizzly to przykład na to, że czasem minimalizowanie roli kobiet w fabule wychodzi na dobre powieści, a przede wszystkim czytelnikowi. Albowiem budowanie na siłę pseudosamodzielnej i silnej kobiecej postaci może sprawić, że po pierwszym zachwycie pojawi się fala krytyki, która potrafi skutecznie zniechęcić potencjalnych odbiorców do twórczości pisarza. Zarówno Lisbeth u Larssona, jak i Shannon u Zalewskiego były w pewnym stopniu środkami do celu. To tak, jakby uzyskanie wsparcia kobiety było możliwe tylko i wyłącznie przez okazanie jej czułości i zainteresowania, a w konsekwencji przespania się z nią. Faktem jest, że w obu przypadkach można im zarzucić swego rodzaju naiwność i to, że pozwalały na taki, a nie inny obrót spraw, jednakże mężczyzna to nie jest stworzenie pozbawione moralności i inteligencji, żeby nie móc przewidzieć pewnych konsekwencji swoich działań.
Dużą rolę w zmienianiu wizerunku kobiet w świadomości społeczeństwa odgrywają między innymi polskie pisarki, które z niesamowitą wprawą budują w swoich powieściach kobiece postacie; może właśnie dlatego, że znają ich psychikę i funkcjonowanie od podszewki. Ewa Ostrowska w powieści Kamuflaż przedstawia czytelnikowi genialną postać - psycholog sądową, która z pozoru silna i samowystarczalna kryje w sobie głębie emocji skrywanych w wyniku trudnych doświadczeń. Jennifer może być wzorem kobiecej postaci, która jest odważna, silna i zna swoją wartość, ale nie udowadnia tego przez pójście do łóżka z głównym męskim bohaterem powieści. U wcześniej wspomnianych autorów można było odnieść wrażenie, że kobieta, decydując się na pójście do łóżka z mężczyzną, chce przez to w jakiś sposób podnieść swoje poczucie własnej wartości, mając cichą nadzieję na zbudowanie związku z mężczyzną, z którym sypia. Natomiast Ewa Ostrowska buduje postać kobiecą, która zna swoją wartość, lecz widzi również, w jaki sposób wpłynęły na nią doświadczenia z przeszłości. Poza tym dojrzale podchodzi do relacji z innymi ludźmi, nie przyspieszając pewnych wydarzeń i nie dopuszczając do przekroczenia granic. Wpra
wdzie jest ona psychologiem, jednakże dojrzałość nie jest przecież tylko i wyłącznie domeną specjalistów od ludzkiego funkcjonowania. W końcu każdy z nas może mieć świadomość samego siebie, jeżeli tylko zechce zrobić sobie tak zwaną stop klatkę i zastanowić się nad sobą. Na przykładzie postaci stworzonej przez autorkę Kamuflażu można wysunąć wniosek, że wystarczy włożyć więcej wysiłku w zbudowanie konkretnej postaci, aby ją uchronić od balansowania na granicy przeciętności i kiczu (tak jak to było chociażby w przypadku powieści Larssona). Ewa Ostrowska jest również przykładem na to, że mroczny i przerażający thriller psychologiczny nie musi być męską domeną, a kobiece spojrzenie na bestialskie zbrodnie może być zaskakujące – nawet dla samych kobiet jako odbiorczyń powieści z wątkami kryminalnymi. Wszakże skoro to kobiety zwykle stanowią większość studentów na takich kierunkach, jak pedagogika resocjalizacyjna czy kryminologia, warto bliżej przyjrzeć się ich możliwościom i zagłębić nieco bardziej w ich psychikę. Wprawdzie ciężko jest zrozumieć przeciwną płeć ze względu na zupełnie inną konstrukcję psychiczną, ale to nie oznacza, że kobieta musi być kreowana w powieściach kryminalnych jako pseudointeligentna trzpiotka, która niczego nie rozumie i podąża za mężczyzną jako tą bardziej błyskotliwą postacią. Ktoś może powiedzieć, że nie należy opierać swojego zdania tylko i wyłącznie na jednej powieści przywołanej na początku, Jednakże wystarczy popatrzeć na innego autora bestsellerów – Dana Browna. Aniołami i demonami rozpoczyna cykl powieści, które łączy postać Roberta Langdona – badacza symbolizmu i wykładowcy Harvarda – oraz praktycznie ten sam szkielet każdej powieści. Czytelnik, zapoznając się ze wszystkimi trzema powieściami (Anioły i demony, Kod Leonarda da Vinci oraz Zaginiony symbol), odkrywa tendencyjność i banalność fabuły. W tych powieściach nie zaskakuje nic – no może z wyjątkiem tejże właśnie banalności i tendencyjności. Wielu bardziej krytycznych czytelników zwróciło uwagę m.in. na fakt, że za każdym razem głównemu bohaterowi towarzyszy kobieta, której może imponować swoją inteligencją. Szczególnie w Zaginionym symbolu spotkało się to z intensywną krytyką, gdyż Brown zrobił z kobiety geniusza kogoś, kto nie robi nic, tylko trzepie z niedowierzaniem rzęsami, bo nie dostrzega banalnych odniesień. Jakkolwiek można rozumieć występującą u mężczyzn chęć bycia podziwianym przez inteligentną kobietę, to brak wysiłku włożonego w zbudowanie ciekawych i złożonych postaci może trwale zrazić zarówno do powieści, jak też do samego autora. Czytelnicy nie będą przecież wykazywać się cierpliwością w stosunku do kolejnej powieści autora, która podobna jest do poprzednich oraz posiada równie nieciekawych i mało złożonych bohaterów.
Nieumiejętne wplatanie w powieść stereotypowych ról genderowych kończy się tak jak w przypadku Dana Browna chwilowym sukcesem i późniejszym brakiem zainteresowania jego twórczością coraz większej liczby czytelników. Natomiast sprawne użycie pewnych powszechnie przypisywanych danej płci cech może skutkować dobrą powieścią, tak jak w przypadku Olgi Rudnickiej. Opis książki na okładce Natalii 5 może wzbudzić mylne wrażenie, że bierzemy do ręki mroczny kryminał. Książka okazuje się jednak niewymagającą komedią kryminalną, co może być zarówno jej plusem, jak i minusem. Czytając o wydarzeniach, w których biorą udział główne bohaterki, można się nie tylko dobrze bawić, ale również przekonać, że będąc kobietą, niekoniecznie trzeba być bezradną dziewuszką czekającą na to, aż dzielny mężczyzna rozwiąże za nas problem. Obydwie wspomniane autorki pokazały, że nie trzeba robić z kobiety fanatycznej feministki bądź bezradnej i naiwnej kobietki, żeby zbudować ciekawą i przyciągającą czytelnika postać. Jednakże rzadko zdarza się pisarz, któremu chce się stworzyć sensowną postać kobiecą. Jeżeli autor decyduje się na stworzenie kobiecej bohaterki pierwszoplanowej, niech to będzie rzetelnie zbudowana postać, a nie jej atrapa, wciśnięta nieco na siłę w fabułę książki.
Wciąż wzrasta liczba kobiet w zawodach kojarzonych jako męskie, zatem sięgnięcie po inspirację u źródła może mieć zbawienny wpływ na naszą kulturę. Kobieta może nie zostanie najlepszym żołnierzem ze względu na swoje biologiczne predyspozycje, jednak tak wiele z nas pracuje z byłymi więźniami i osobami niedostosowanymi społecznie, służy w policji i straży pożarnej, że chyba wypada już zacząć zmieniać jej społeczny obraz dzięki przekaźnikom kultury. Wszakże zawód kuratora sądowego czy praca z trudną młodzieżą nie jest czymś łatwym, a tak niewielu mężczyzn spotyka się w tych zawodach. Rola kobiety często odbiega od tej prezentowanej w literaturze, mimo że zachodzą już pierwsze zmiany w tej kwestii. Jednakże wiele zależy od tego, na ile przedstawicielki płci żeńskiej będą miały odwagę zawalczyć o siebie i swoją pozycję w kulturze oraz społeczeństwie, nie tracąc nic z własnej kobiecości. Przyjmowanie pewnych postaw przez przedstawicieli oby płci jest mniej lub bardziej mile widziane, jednakże pewnych stereotypów nie da się zmienić bez wzajemnego wsparcia i zrozumienia. Wymaga to jednak wyjścia poza określone ramy oraz przełamania barier oraz lęku przed zmianami, także w powieści kryminalnej.
Natalia Tworek

Natalia Tworek - ukończyła studia magisterskie z zakresu pedagogiki oraz studia podyplomowe z zakresu kryminologii z elementami profilaktyki przestępstw. Ponadto jest koordynatorem Centrum Wolontariatu i Inicjatyw Obywatelskich w Stalowej Woli. Jej zainteresowania koncentrują się wokół różnych form działań i patologii społecznych. W wolnym czasie czyta książki i aktywnie uczestniczy w życiu społeczności lokalnej.