Gościem Międzynarodowego Festiwalu Kryminału Wrocław 2011 będzie Maj Sjöwall, nazywana "matką nowoczesnego szwedzkiego kryminału". Pisarka przyjedzie do Wrocławia, aby 26 listopada odebrać Honorową Nagrodę Wielkiego Kalibru, przyznawaną wybitnym twórcom gatunku. By uczcić to wydarzenie prezentujemy omówienie twórczości duetu Sjöwall i Wahlöö, autorstwa Marty Matyszczak.
Gdy okładka kryminału woła do mnie wytłuszczonym drukiem: „Drugi Mankell!”, „Godny następca Larssona!”, mam ochotę własnoręcznie wypróbować mordercze sztuczki zaczerpnięte z sensacyjnej lektury wprost na wydawcy. Bo zazwyczaj ta podstępna reklama jest zwykłym oszustwem. Mało jest tych, którzy dorównują mistrzom. Jednak biorąc pod uwagę dziesięciotomowy cykl o Martinie Becku, dochodzę do wniosku, że to współcześni mistrzowie próbują doścignąć szwedzką parę pisarzy Maj Sjöwall i Pera Wahlöö. Powstałe w latach 1965—1975 Roman om ett brott, czyli „powieści o przestępstwie” czy też „opowieści z życia policji”, poprzeczkę ustawiły wysoko i pozwoliły mianować swych autorów klasykami literatury kryminalnej.
Martin Beck
Szef sztokholmskiego wydziału zabójstw, Martin Beck, uważa się za nieśmiałego nudziarza. Trudno mu jednak przyznać rację, ponieważ śledzenie jego przygód nie ma z pewnością nic wspólnego z nudą. Jego małżeństwo z gderliwą Ingą można, łagodnie mówiąc, nazwać nieudanym. Beck to szczupły brunet, wiecznie przeziębiony, nałogowo palący papierosy marki Floryda, jadający rzadko albo wcale, cierpiący na bezsenność i agorafobię. Codzienne przejażdżki zatłoczonym sztokholmskim metrem przyprawiają go o palpitacje serca, a za kierownicę samochodu za nic nie chce wsiąść. Ma syna Rolfa i córkę Ingrid, z którą, jako jedyną z całej rodziny, znajduje wspólny język. Czasem jeszcze odwiedzi swoją matkę (sześciorga imion) mieszkającą w domu starców. Dla uspokojenia nerwów skleja modele żaglowców. A im Martin Beck jest starszy, tym bardziej zgorzkniały i pozbawiony złudzeń.
Praca zespołowa
Sjöwall i Wahlöö przełamali tradycję powieści detektywistycznej, w której przestępcę ściga jeden, niezwykle utalentowany główny bohater i tylko dzięki swemu geniuszowi dopada drania. U nich do sukcesu dochodzenia przyczynia się cały zespół policjantów, z których każdy ma inne zdolności i odmienny „charakterek”.
Najbliższym współpracownikiem Martina Becka i jego jedynym przyjacielem jest Lennart Kollberg. Gruby obżartuch, były żołnierz tępiący policyjnych nowicjuszy, który nie puka do drzwi, tylko wali w nie pięścią, trzęsąc budynkiem komendy w posadach.
Gunvalda Larssona nikt nie lubi. Jest opryskliwy i brutalny. Dobrze urodzony snob, który, wybierając zawód gliniarza, stał się czarną owcą rodziny. Pozostało mu jednak uwielbienie do drogich strojów i luksusowych aut, co nijak ma się do skromnej policyjnej pensji. Często można go przyłapać na dłubaniu w zębach nożyczkami do papieru.
Fredrik Melander ma pamięć jak słoń. Zasiada z nieporuszoną miną za swym biurkiem, grzebie w fajce i potrafi odtworzyć najdrobniejsze szczegóły wydarzeń sprzed wielu lat. Poza tym co noc śpi równe dziesięć godzin, a gdy nie można go nigdzie znaleźć, pewnikiem siedzi w toalecie.
Einar Rönn to spokojny i dobroduszny Norlandczyk, który ożenił się z Laponką. Nie grzeszy może bystrością, ale jest sumienny. Prawie każde zdanie zaczyna od „no”.
W śledztwie często pomaga Martinowi Beckowi i ekipie dobrotliwy policjant z Malmö, Per Månsson. Odkąd rzucił palenie, nałogowo żuje smakowe wykałaczki. Nie ma sobie równych w rewizjach. Gdy jest coś do znalezienia, on wyciągnie to choćby spod ziemi.
Dość malowniczy tandem stanowi para stróży prawa z drogówki, Karl Kristiansson i Kurt Kvant. Obaj drągale pochodzą ze Skanii, wyglądają identycznie i są nierozłączni. Kvant wciąż pożycza Kristianssonowi dychę, bo ten przepuszcza wszystko na hazard. Gdziekolwiek się pojawią, za nimi podążają kłopoty. A Kristiansson i Kvant nie byliby sobą, gdyby nie spaprali najprostszej przydzielonej im sprawy.
Cała masa drugorzędnych postaci ubarwia tło powieści. Młody Benny Skacke, który pragnie jak najszybciej awansować na komendanta głównego, Ulholm – donoszący na wszystkich służbista, Åke Stenström – najlepszy w śledzeniu podejrzanych, Asa Torell – dziewczyna Åkego, która postanowiła pójść w jego zawodowe ślady, Backlund – tępak, niczego nie potrafiący opisać własnymi słowami, z nabożnym stosunkiem odnoszący się do raportów.
Zespół policyjnych ekspertów pod wodzą Martina Becka prowadzi żmudne i skrupulatnie opisywane przez autorów śledztwa. Już w pierwszej „Roseannie”, kiedy badają tajemnicę uduszonej, a następnie wyrzuconej ze statku i utopionej Amerykanki, muszą uzbroić się w cierpliwość. Dochodzenie wlecze się miesiącami i choć Beck szybko odkrywa mordercę, wciąż nie może znaleźć dowodów.
Nieraz sprawy przyjmują charakter międzynarodowy. Kiedy w „Mężczyźnie, który rozpłynął się w powietrzu” ginie znany dziennikarz, Martin musi jechać aż do Budapesztu, gdzie dręczony nieznośnym upałem i śledzony przez wrogów, łapie trop wiodący do gangu narkotykowego.
Prócz podążania śladem mordercy czytelnik powieści o Martinie Becku poznaje tajemnice prywatnego życia bohaterów. W każdej kolejnej części spotykamy starych znajomych i dowiadujemy się, co u nich nowego, komu urodziło się dziecko, kto się przeprowadził, a kto znowu wpadł w tarapaty (z wielkim prawdopodobieństwem: Kristiansson i Kvant) Dzięki tej ciągłości losów i odwiedzaniu znajomych kątów wciąż na nowo daleki Sztokholm lat 60. i 70. wcale nie wydaje się już taki odległy.
Tło społeczne
Szwedzka para pisarzy po raz pierwszy na tak szeroką skalę opisała w powieści kryminalnej tło społeczne. Odczarowała obraz Szwecji jako krainy dobrobytu. Sami autorzy zresztą przyznawali, że tworzenie sensacyjnych opowiastek jest dla nich tylko pretekstem do przedstawienia swoich lewicowych poglądów i krytykowania socjaldemokratycznego rządu. Początkowo serwują jedynie wersję soft w postaci opalających się nago i bez skrępowania, nadmiernie owłosionych kobiet czy detalicznych opisów kolorów i kształtów sutków tychże niewiast. Wkrótce przechodzą do ostrzejszej ofensywy, a z każdą kolejna książką wzmaga się ich żal i rozgoryczenie.
Strzały z grubej artylerii padają już w „Mężczyźnie na balkonie”. Zespół Martina Becka podąża tropem pedofila mordującego małe dziewczynki w sztokholmskich parkach. Literacka fikcja ma wiele wspólnego z rzeczywistością. Autorzy ubolewają nad szerzącym się we współczesnej Szwecji nierządem wśród najmłodszych, pornografią, narkomanią i prostytucją. W „Wozie strażackim, który zniknął” szczegółowo opisują seksualną orgię zorganizowaną w podpalonym domu. Martin Beck ma tu zresztą nie lada zagadkę do rozwiązania. Sprawa kamienicy, w której nie wiadomo jak zaprószył się ogień, w dziwny sposób zaczyna łączyć się z samobójcą, który tuż przed śmiercią zostawił skrawek papieru z wypisanymi na nim imieniem i nazwiskiem detektywa.
W oskarżycielskiej salwie najdotkliwiej obrywa się samemu Sztokholmowi, według pisarzy siedlisku zła i rozpasania. Sjöwall i Wahlöö przytaczają statystyki, według których w stolicy Szwecji miałby występować najwyższy w świecie wskaźnik samobójstw. Złodzieje i zabójcy czyhają na niewinnych przechodniów za każdym rogiem. Szwecja jawi się jako kraj samych zakazów, gdzie system zawsze wygrywa z jednostką, bezrobocie ma się znakomicie, a krwawy kapitalizm sieje spustoszenie. Skutki pomiatania zwykłym człowiekiem mogą być śmiertelnie niebezpieczne, przestrzegają autorzy, przytaczając w „Morderstwie w Savoyu” historię zastrzelonego podczas uroczystej kolacji biznesmena. Kiedy Viktor Palmgren konał z głową w przystawkach, zabójca, niezatrzymywany przez nikogo, spokojnie wyszedł z hotelowej restauracji oknem. Kiedy Martin Beck szuka motywu w machlojkach przeprowadzanych przez Palmgrena na międzynarodową skalę, prawda może okazać się o wiele bardziej banalna. Również w „Zamkniętym pokoju” problem biedy, braku pracy i całkowita bezradność wobec zerowych perspektyw nasuwają pytanie, czy każde zło jest równie złe i czy morderca zawsze ponosi całkowitą odpowiedzialność za swoje czyny.
Dla pary szwedzkich dziennikarzy jasne jest, że to bezduszny aparat państwowy powinien uderzyć się w piersi i przyjść z pomocą swoim obywatelom. Są to jednak tylko postulaty, a w rzeczywistości, w ich mniemaniu, każdy musi liczyć na samego siebie. Autorzy nie pozostawiają suchej nitki na samej policji – instytucji według nich zorganizowanej bezsensownie, kierowanej przez bezmózgich karierowiczów, skupiającej się na dokuczaniu niewinnym ludziom, zamiast na walce z prawdziwą przestępczością. Tytułowy „Człowiek z Säffle”, policjant, na własnej skórze odczuwa skutki stosowanej przez samego siebie brutalnej i bezmyślnej przemocy, a Sjöwall i Wahlöö po raz kolejny udowodniają, że granica między byciem ofiarą, a przeobrażeniem się w kata jest bardzo cienka.
Pisarze zajmują się również terroryzmem. W „Śmiejącym się policjancie” opowiadają o masakrze w miejskim autobusie. W centrum Sztokholmu szaleniec wkracza do pojazdu i zabija, niezauważony przez nikogo, osiem osób. Skala tragedii zdaje się przerastać funkcjonariuszy. Zwłaszcza że jedną z ofiar jest ich kolega po fachu. Trzeba pamiętać, że cykl powieści o Martinie Becku powstał jeszcze przed dotąd niewyjaśnionym zabójstwem premiera Szwecji, Olofa Palmego w 1986 roku, po którym to kraj długo pozostawał w szoku, nie mogąc pojąć rozmiaru nieszczęścia. Napisano go też tym bardziej przed zamachami w Oslo, dokonanymi przez Andersa Breivika, w wyniku których z rąk jednego człowieka zginęło ponad siedemdziesiąt osób. Rzeczywistość niestety przerosła fikcję literacką tandemu Sjöwall i Wahlöö, stworzoną, zdawałoby się, z fabularnym rozmachem.
Intryga kryminalna we wszystkich częściach przygód Martina Becka i spółki przeplatana jest narzekaniem na rosnącą inflację, wzrastające ceny, zróżnicowanie społeczne i ogromną przepaść między biednymi a bogatymi. Poruszany jest ciężki los osób starszych, które nierzadko pożywiają się jedynie pokarmem dla psów i kotów. Spis problemów obejmuje też przeciążone szpitale, poprawczaki, z których wychodzą wyszkoleni bandyci, problem niewyedukowanych imigrantów, a nawet kolonializm w Afryce czy zanieczyszczenia środowiska.
Świadek historii
O ile z politycznymi poglądami Sjöwall i Wahlöö można się zgadzać lub też nie, ich powieści pozostają niewątpliwym świadectwem historii i zmian zachodzących w Szwecji oraz na całym świecie w latach 60. i 70. Akcja kryminalnego cyklu przypada akurat na czas wojny w Wietnamie, a co za tym idzie na moment szerzących się w Europie protestów przeciwko kontynuowaniu konfliktu. Autorzy podkreślają pokojowy charakter manifestacji i wręcz przeciwne nastawienie policji.
„Gdyby to Månsson odpowiadał za spokojny przebieg manifestacji szykujących się tego długiego upalnego lata, których jak zwykle oczekiwano w dużym napięciu, przypuszczalnie do wielu z nich by nie doszło. Niestety, zajęli się tym ludzie, którzy myśleli, że Rodezja leży gdzieś koło Tasmanii, że spalenie flagi amerykańskiej jest karalne, a wysmarkanie się w północnowietnamską chwalebne. Ich zdaniem najlepszy kontakt z ludźmi mogły zapewnić niezrównane środki zaradcze w postaci armatek wodnych, pałek i toczących pianę owczarków niemieckich” („Wóz strażacki, który zniknął”, s. 166).
Na kartach powieści można też znaleźć wspomnienie zabójstwa prezydenta Kennedy'ego w odniesieniu do badań balistycznych czy też zapis zmian całkiem innego typu, jak stopniowa przebudowa Sztokholmu, a także moment zmiany ruchu ulicznego w Szwecji z lewego na prawy. W związku z powyższym Martin Beck miał utrudniony dojazd do pracy, gdyż tymczasowo zlikwidowano tramwaje, by móc przestawić szyny na drugą stronę jezdni. Zdobywamy również wiedzę na temat zupełnie zwyczajnych rzeczy, jak chociażby kulinarnych upodobań Szwedów, którzy w porze lunchu podjadają narodowy przysmak – mazarynki, czyli babeczki migdałowe.
Dyskretny humor
Niewątpliwej lekkości powieściom o ciężkim zabarwieniu politycznym, traktującym o krwawych zbrodniach, nadaje dyskretny, ironiczny humor ze zręcznością wplatany przez autorów w wypowiedzi bohaterów.
Mistrzostwem są wystąpienia duetu Kristiansson i Kvant:
"- Jaki macie wóz?
Kristiansson przestąpił z nogi na nogę.
- Plymoutha.
- Okoń przepływa dwa kilometry na godzinę. To najpowolniejsza ryba na świecie. Ale nawet ona z łatwością pokonałaby tę odległość szybciej od was. – Gunvald Larsson zawiesił głos. – Dlaczego, do kurwy nędzy, nie zdążyliście?!
- Bo musieliśmy interweniować – odparował Kvant.
- Podejrzewam, że okoń znalazłby lepszą wymówkę... Dlaczego musieliście interweniować?
- Bo... zostaliśmy znieważeni – szepnął Kristiansson. (…)
- No, co to były za obelgi?
- Glina, glina, kartoflana wieprzowina – wyrecytował Kvant. (…)
Gunvald Larsson przerwał mu, podnosząc prawą rękę. Potem przysunął do siebie notatnik, wyjął długopis z wewnętrznej kieszonki i napisał drukowanymi literami:
- SPIERDALAĆ!
Wyrwał kartkę i przesunął po biurku. Kristiansson wziął, przeczytał, poczerwieniał jeszcze bardziej i przekazał ją Kvantowi.
- Nie mam siły powtarzać tego głośno – oznajmił Gunvald Larsson.
- Kristiansson i Kvant zabrali ze sobą kartkę i wyszli” („Morderstwo w Savoyu”, s. 28—30).
Martin Beck versus Kurt Wallander
Zdawać by się mogło, że kryminalny potop szwedzki rozpoczął się wraz Hennigiem Mankellem. Zachęceni międzynarodowym sukcesem autora przygód Kurta Wallandera skandynawscy pisarze zasiedli do piór i zalali świat powieściami sensacyjnymi w cichej nadziei, że dościgną mistrza. Tymczasem to sam Mankell niewątpliwie wzorował się na Maji Sjöwall i Perze Wahlöö. Analogie narzucają się same i powodują efekt déjà vu.
Mankell postawił na sprawdzony już przez parę szwedzkich pisarzy minimalistyczny, oszczędny styl, który bez zbędnych ozdobników przykuwa uwagę, a prostota opisywania zbrodniczych historii przyprawia o gęsią skórkę. Dokładne opisy wyglądu postaci, szczegółowe relacje z przesłuchań czy zakańczanie rozdziałów podaniem stanu pogody i daty to również sprytne zapożyczenie.
Młodszy kolega po fachu pokusił się także o skopiowanie pomysłów fabularnych. W „O krok” Wallander musi rozwikłać zagadkę morderstwa policjanta, jednego ze swych najbliższych współpracowników (bez nazwisk, żeby nie popsuć zabawy tym, którzy nie czytali). Do złudzenia przypomina to sytuację, z którą mierzy się Martin Beck w „Śmiejącym się policjancie”. Tam także ginie jego podwładny, a Beckowi pozostaje ściganie zabójcy. Manewr uczynienia ofiary z bohatera czytelnikowi znanego i lubianego jeszcze bardziej dodaje dramatyzmu wydarzeniom.
Motyw przeniesienia akcji do innego kraju, najlepiej socjalistycznego, również okazał się strzałem w dziesiątkę. W „Psach z Rygi” Kurt Wallander jedzie na Łotwę, by rozwikłać zagadkę śmierci zmarłego policjanta, a w „Mężczyźnie, który rozpłynął się w powietrzu” Martin Beck wędruje po Budapeszcie w pogoni za zaginionym dziennikarzem. Chwilowa odmiana scenerii jest zapewne ożywcza dla fabuły.
U postaci drugoplanowych w powieściach Mankella można z łatwością dostrzec cechy charakterystyczne dla bohaterów, którzy wyszli spod pióra Sjöwall i Wahlöö. Mamy więc technika kryminalnego nazwiskiem Nyberg (u Mankella) oraz Hjelm (Sjöwall i Wahlöö), który jest równie uzdolniony, co humorzasty. A jedynym sposobem na obłaskawienie łasego na komplementy policjanta są przymilne pochwały.
Zarówno Wallander jak i Beck są niezwykle drażliwi na punkcie pukania do drzwi. Otóż wychodzi na to, że od lat 60. nic się nie zmieniło i młodzi funkcjonariusze wciąż nie nauczyli się trudnej sztuki pukania przed wejściem do gabinetu szefa.
Życie komendy w Ystad jest zupełnie podobne do tego, które toczy się w tej w Sztokholmie parę dekad wcześniej. Mankell skorzystał z pomysłu stworzenia całego zespołu policjantów prowadzących śledztwo, zamiast jednego, głównego bohatera osamotnionego w swych poczynaniach. Zespół ten, tak jak Martin Beck i jego koledzy, spotyka się codziennie na zebraniach, podczas których szczegółowo omawia się prowadzone dochodzenie. Żadnej z tych grup pracy nie ułatwiają konieczne konfrontacje z nieprzychylnie nastawioną prasą. Wallandera i Becka w równym stopniu dopadają chwile zwątpienia w słuszność podjętych działań, często współpracują ze swoimi kolegami po fachu z innych szwedzkich miast, obydwaj obawiają się popełnienia kardynalnego błędu, to jest trzymania się jednego tropu i niezwracania uwagi na wątki poboczne, ale w końcu zarówno u Kurta, jak i u Martina przychodzi przełom w śledztwie, po którym detektywi szybko dopadają poszukiwanego przestępcy. Obydwaj bohaterowie narzekają na ciągłe i bezsensowne reorganizacje w policji, brak ludzi do pracy i zły stan ogólny swojej firmy. Każdy z nich ponad służbowe procedury przedkłada własną intuicję, która często prowadzi ich na właściwy trop.
Niezłą przeciwwagą dla babrającego się w brudnych zbrodniach Wallandera jest jego związek z córką Lindą. Początkowo buntującą się, jednak z każdą kolejną książką zbliżającą się coraz bardziej do ojca. To zupełnie jak w sytuacji Martina Becka i dorastającej Ingrid.
Martin Beck zmienia się. W „Roseannie” jest jeszcze pełnym zapału detektywem, wierzącym, że może naprawić zło tego świata. W „Zamkniętym pokoju”, ostatniej powieści przetłumaczonej na język polski, jest już zgorzkniałym i poharatanym ciężkimi doświadczeniami szefem wydziału zabójstw. Sam Henning Mankell w licznych wywiadach przyznaje, że jest zwolennikiem przemiany swego bohatera. Nie może on w każdej powieści być taki sam, musi ewoluować, nabierać mądrości życiowej, zmieniać zdanie i poglądy. Inaczej byłoby sztucznie i nudno. Porównajcie sami Kurta Wallandera w „Mordercy bez twarzy” i w „Niespokojnym człowieku”, a zobaczycie, jaką drogę przeszedł.
Analogie nie muszą być złe. No i cóż, że Mankell nie wpadł jako pierwszy na zastosowane przez siebie rozwiązania? Ważne, że przechwycił to, co ciekawe, przykuwające uwagę i po mistrzowsku przeobraził Martina Becka w Kurta Wallandera, Sztokholm w Ystad, a realia lat 60. i 70. zastąpił bliższą nam ostatnią dekadą dwudziestego wieku.
Również Stieg Larsson posądzany jest o zapożyczenia od pary Sjöwall i Wahlöö, nie bezzasadnie zresztą. Opisane przez niego, tak liberalne stosunki społeczne już przecież u jego poprzedników są traktowane niezwykle luźno. Zdrady, otwarte związki, seks grupowy kwitły w szwedzkiej literaturze kryminalnej na długo przed powstaniem „Millenium”.
Ekranizacje i nagrody
Powieści o Martinie Becku są niepodważalnym kanonem literatury kryminalnej. Zostały przetłumaczone na trzydzieści pięć języków i sprzedane w łącznej sumie dziesięciu milionów egzemplarzy. Zgarnęły liczne nagrody w samej Szwecji, jak i na całym świecie, min. „Śmiejący się policjant” otrzymał Nagrodę imienia Edgara Allana Poe, przyznawaną przez Mistery Writers of America. W końcu Szwedzka Akademia Twórców Literatury Kryminalnej godnie uhonorowała przodka Kurta Wallandera oraz Harry'ego Hole'a i od 1971 roku zaczęła rozdawać Martin Beck Award za najlepszą powieść sensacyjną. Jej laureatami byli przykładowo: Frederick Forsyth za „Dzień Szakala” (1972 r.), Karin Fossum (2002 r.), Alexander McCall Smith (2004 r.) czy Arnaldur Indriðason (2005 r.). Przyszedł i czas na wyrażenie swego uznania z polskiej strony. Już w tym roku Maj Sjöwall otrzyma na Międzynarodowym Festiwalu Kryminału we Wrocławiu honorową Nagrodę Wielkiego Kalibru za całokształt twórczości.
Jeżeli ktoś chciałby porównać swoje wyobrażenie o Martinie Becku i jego współpracownikach z wizją reżysera, wybór ma szeroki. Najbardziej aktualną ekranizacją jest cykl dwudziestu czterech filmów telewizyjnych produkcji szwedzkiej, stworzonych w latach 1997—2007, gdzie rolę Martina Becka odgrywa Peter Haber. Uwspółcześniono tutaj realia, złagodzono nieco warstwę polityczną tekstu, a niektóre odcinki nakręcono według zupełnie nowego scenariusza, w którym występują te same postacie co w książce, jednak historie są zupełnie inne. Do dyspozycji mamy również szwedzki serial telewizyjny z 1993r. pod tytułem „Martin Beck”. Na duży ekran za to prozę Sjöwall i Wahlöö przeniósł w zamerykanizowanej wersji Stuart Rosenberg, biorąc na warsztat „Śmiejącego się policjanta”, przemieniając Martina Becka w porucznika Jake'a Martina, przenosząc akcję do San Francisco i w głównej roli obsadzając Waltera Matthau (film nosi tytuł „Uśmiechnięty glina”). Także „Człowiek z Säffle” doczekał się swojej ekranizacji w Szwecji w 1976 roku.
Każdy miłośnik kryminałów powinien poznać Martina Becka. Poużalać się nad jego ciężkim losem męża gderliwej żony, pośmiać się z nieudaczników Kristianssona i Kvanta, załomotać pięścią w drzwi z Kolbergiem, wyważyć niejedne z nich z Larssonem czy poszukać w toalecie Melandera. Ale przede wszystkim zatopić się w mrocznym klimacie zachmurzonego Sztokholmu, który z mistrzostwem kreują Sjöwall i Wahlöö. Zadrżeć przed bandziorem czyhającym za rogiem, pogłówkować nad zawiłościami śledztwa i spróbować wskazać mordercę. Szczególnie polecam pierwsze części cyklu, które nie są jeszcze tak intensywnie przesiąknięte warstwą polityczną. A gdy już przebrniemy przez osiem tomów polskiego tłumaczenia i zdążymy zatęsknić za Martinem Beckiem, wystarczy zajrzeć do Ystad. Tam Kurt Wallander osłodzi nam rozłąkę z nieco starszym i znacznie szczuplejszym kolegą po fachu.
Marta Matyszczak
Powieści z Martinem Beckiem w roli głównej:
1. Roseanna
2. Mężczyzna, który rozpłynął się w powietrzu
3. Mężczyzna na balkonie
4. Śmiejący się policjant
5. Wóz strażacki, który zniknął (Jak kamień w wodę)
6. Morderstwo w Savoju
7. Twardziel z Säffle (Człowiek z Säffle)
8. Zamknięty pokój
9. Polismördaren – nieprzetłumaczone
10. Terroristerna – nieprzetłumaczone