Prezentujemy tekst prelekcji wygłoszonej przez tłumaczkę Annę Sawicką-Chrapkowicz na Majowym Festiwalu Morderstwa w Midsomer (fotorelacja).
Caroline Graham jest dość tajemniczą autorką. Skromną, nielubiącą rozgłosu. Na podstawie kilku prasowych artykułów i wywiadów udało mi się jednak stworzyć poniższy portret pisarki, która zdobyła światową sławę za sprawą serialu Morderstwa w Midsomer.
Caroline przyszła na świat 17 lipca 1931 roku w Nuneaton, w hrabstwie Warwickshire, w rodzinie robotniczej. O swoim wczesnym dzieciństwie nie opowiada wiele – wiadomo, że gdy miała sześć lat, jej matka zachorowała na zapalenie płuc i po trzech dniach zmarła. Ojciec nie mógł sobie poradzić z jej odejściem, oddał więc córkę pod opiekę rodzinie. „Tułałam się po wujkach i ciotkach”, mówi Graham. Po pewnym czasie Caroline wraca jednak do domu, a ojciec – aby zapewnić jej opiekę, a sobie posprzątane mieszkanie – zatrudnia kolejne gosposie. Żadna z nich jednak nie spełnia oczekiwań, a jedna przywłaszcza sobie nawet pamiątkę po matce Caroline – jej ślubną suknię. Kiedy przyszła pisarka kończy 13 lat, jej ojciec postanawia się ożenić. Macocha okazuje się typową złą macochą z bajek, a Caroline wspomina, że była to wiecznie niezadowolona osoba ze znamieniem na policzku, które zmieniało kolor i pulsowało zawsze, gdy się gniewała. A gniewała się bez przerwy.
Caroline zaczęła szukać ucieczki od smutnego życia domowego w nauce. Chodziła już wtedy do państwowej szkoły podstawowej, w której uczyły się dzieci z rodzin robotniczych. Chłopcy i dziewczęta w ciągu pierwszych lat razem uczyli się czytać, pisać i liczyć, potem natomiast ich drogi rozchodziły się: chłopcy uczyli się obróbki drewna i metalu, a dziewczynki – „sprzątać i piec tarty z dżemem”. Caroline uczyła się dobrze; tak dobrze, że dostała stypendium do szkoły średniej dla dziewcząt, Nuneaton High School for Girls. Od tej chwili w jej domu zaczęły się pojawiać zupełnie dotąd nieznane – książki. Z biblioteki, rzecz jasna. Owszem, czytywało się u państwa Graham codziennie „Daily Herald”, który potem, podarty na cztery części lądował na gwoździu w wychodku na podwórku. Książki jednak były czymś zupełnie nieznanym, a macochę Caroline wprawiały w wielkie niezadowolenie. „Wyjęłabyś z nich ten swój nos i zajęła czymś pożytecznym!” – to typowa uwaga kierowana pod adresem zaczytanej Caroline. Któregoś dnia posunęła się nawet do tego, że uderzywszy najpierw pasierbicę w twarz, wyrwała jej książkę z dłoni, a potem wrzuciła do ognia. Jakże przerażona musiała być biedna Caroline, dla której biblioteka była jedyną możliwością kontaktu z książkami – a teraz być może się okaże, że i ta przepadnie… Na szczęście tak się nie stało.
W szkole średniej nauczycielka angielskiego otworzyła przed Caroline nowy świat („Pokazała mi Szekspira i innych autorów, o których do tej pory nie słyszałam”). Odkryła też talent pisarski dziewczyny – jej wypracowania były czytane przed całą klasą, wykraczały poziomem ponad te, które pisały jej koleżanki. Jednak chyba młoda Graham nie była tam do końca szczęśliwa, nie czuła się u siebie. Uczennice traktowały ją jak kogoś gorszego, przecież tylko dzięki stypendium mogła się uczyć z nimi w tej samej szkole. Z kolei dla dzieci z sąsiedztwa była snobką, kimś innym, niż była naprawdę. Być może dlatego postanowiła pójść utartą ścieżką i zrezygnowała z dalszej nauki. Zdecydowała, że będzie pracować. Szkoła średnia jednak pozostawiła w niej trwały ślad, dała jej wielki dar, który – jak się zdaje – stał się mottem jej życia. Wieczny brak satysfakcji, który nie pozwalał jej się godzić na półśrodki i zadowalać połowicznymi rozwiązaniami. Ten dar dał znać o sobie już niedługo…
Zaczęła pracować jako tkaczka w zakładzie włókienniczym. Jednak nie była usatysfakcjonowana tym zajęciem, siedząc wśród wielkich maszyn, marzyła o tym, by pisać.
Miała 17 lat. Idąc ulicą przypadkowo weszła do biura Women’s Royal Navy Service (kobiecych oddziałów pomocniczych brytyjskiej marynarki wojennej). Przyjrzała się liście zawodów potrzebnych we Wrens i uwagę jej przykuł ostatni z nich. Writer – pisarz! Spodziewając się, że jako pisarz będzie spisywać najważniejsze i najciekawsze wydarzenia we Wrens, niewiele myśląc, szybko podjęła decyzję. Uciekła z tkalni w nadziei na realizację marzeń.
Niestety, szybko się okazało, że jako pisarz będzie jedynie prowadzić spis towarów w wojskowym sklepie oraz pisać zamówienia. Znów brak satysfakcji. Oto jak sama wspomina pewne zdarzenie z tych czasów: „Odbywała się wielka parada, zjechały się wszystkie szychy wojskowe. Wrens musiały maszerować w określonym szyku. W połowie marszu pękła mi gumka w majtkach, a były to wielkie, wojskowe reformy, które nazywałyśmy zabójcami namiętności. Czułam, jak zaczynają mi zjeżdżać, a przecież musiałyśmy machać lewą ręką i salutować. Myślałam w popłochu, co mam robić, na szczęście szłam pośrodku i udało mi się i machać, i salutować, i maszerować ze ściśniętymi kolanami”.
Postanawia uciec z marynarki. Nie musiała się obawiać, że będzie ścigana: przeprowadzono z nią jedynie rozmowę, w której zagrożono, że odebrana zostanie jej książeczka żywnościowa. Odpowiada po prostu: „No to będę głodować!”, rezygnuje z kariery we Wrens, spotyka się z poznanym listownie żołnierzem RAF-u, a po jakimś czasie zostaje jego żoną. Zaczyna się jeden z bardziej szczęśliwych okresów w jej życiu.
Pojechała do Francji, gdzie stacjonował jej mąż, pracujący w SHAPE (Supreme Headquarters Allied Powers Europe – Naczelne Dowództwo Połączonych Sił Zbrojnych NATO w Europie). Bezczynność jednak jej nie satysfakcjonowała, pragnęła artystycznego rozwoju, dlatego też przez trzy lata pobierała w Paryżu lekcje baletu. Myśl o kreatywności nie dawała jej spokoju, toteż po powrocie do Anglii, gdy wraz z mężem zamieszkała w Lincoln, postanowiła ubiegać się o miejsce w szkole dramatycznej w Londynie. Była to szkoła ucząca aktorstwa, reżyserii i pisania scenariuszy. Dzięki swej determinacji i wsparciu męża (były to wszakże lata pięćdziesiąte zeszłego stulecia, mężowie zazwyczaj wymagali od swych żon sprzątania, gotowania i wychowywania dzieci!) dostała się do szkoły i przez kilka lat trzy dni w tygodniu spędzała w Londynie. Jak później sama powie, razem z mężem zwalczyli jej „nuneatonowski akcent”, który sam w sobie nie był taki zły, lecz gdyby chciała po skończeniu szkoły szukać jakiejś pracy, musiałaby mówić „tak jak prezenterzy radiowi”. Mąż sprezentował jej magnetofon, przy którym spędzała długie godziny, słuchając tekstów czytanych poprawną angielszczyzną.
Caroline udaje się spełnić marzenie – kończy szkołę i dostaje angaż w teatrze, z którym jeździ po różnych zakątkach Anglii. Jakże silne musiało być uczucie obu małżonków, pozwalające im na życie w różnych miejscach, na nieustanne rozstania i powroty.
Pewnego dnia jednak Caroline otrzymuje wiadomość, że jej mąż jest ciężko chory. Niewiele myśląc, rzuca teatr i wraca do niego, by się nim opiekować. Ich sytuacja finansowa jest nie do pozazdroszczenia, sporadyczne występy w teatrze nie są źródłem utrzymania, na którym można polegać. Caroline szuka więc rozmaitych zajęć dorywczych: była kasjerką wypłacającą pensje, a także… pracownikiem technicznym obsługującym aparaturę rentgenowską. Ostatecznie mąż zdrowieje, ich małżeństwo jednak z jakichś powodów się rozpada. Po trzynastu latach Caroline rozwodzi się i wyjeżdża do Londynu.
Tutaj od czasu do czasu udaje się jej występować w teatrze, jednak aby przeżyć, musi szukać innych źródeł zarobkowania. Zaczyna więc prowadzić… biuro matrymonialne. Wspomina: „W biurze naprzeciw znajdowała się agencja towarzyska prowadzona przez przemiłą kobietę, Lis Fraser. Kiedy jedna z nas musiała wyjść, druga odbierała w jej zastępstwie telefony. Tak więc kiedy ona odbierała telefon do mnie, usiłowała przekonać mężczyznę po drugiej stronie, że potrzebuje chwili rozrywki, a nie życiowej stabilizacji i rodziny. Kiedy ja odbierałam jej telefony, robiłam coś dokładnie przeciwnego”.
Wtedy też poznaje swojego nowego partnera. Po jakimś czasie zachodzi z nim w ciążę. Tym samym staje się chodzącą reklamą swojego biura: „Kiedy wstawałam zza biurka, a osoby wchodzące do mojego biura widziały, że jestem w ciąży, były zachwycone, bo znaczyło to, że biuro spełnia swoje zadanie”.
W wieku czterdziestu lat rodzi syna, Davida. Niezadowolona ze wszystkich swoich dotychczasowych zajęć postanawia pisać. „Od zawsze myślałam jak pisarz i pisałam w swojej wyobraźni, ale do tej pory ciągle musiałam zarabiać na życie, a pisać w nocy mi się nie chciało”, wspomina. Napisała kilka opowiadań, które się jednak nie sprzedały, oraz kilka dobrze przyjętych sztuk radiowych. Kiedy David ma pięć lat, rozstaje się z jego ojcem i przeprowadza do Sudbury w hrabstwie Suffolk. Kolejny nowy początek. To tutaj zaczyna się jej prawdziwa przygoda pisarska. Nie włącza się w życie wiejskiej społeczności – jak sama mówi: „Nie byłam samotna, moje życie na wsi było życiem pracującej kobiety”. Dodaje też: „Żyliśmy z zasiłków do czasu, gdy David skończył 10 lat”.
Postanawia zapisać się do uniwersytetu otwartego na kurs literatury dziewiętnastowiecznej. „Zanalizowałam około dziesięciu powieści, między innymi Austen, Zoli, Jamesa”, wspomina. „Nabrałam przekonania, że mogę sama coś napisać”. Jej pierwszą powieścią jest romans celtycko-gotycki, The Queen of the May. Choć nie została nigdy opublikowana, to jednak na tyle spodobała się w wydawnictwie Fontana, że Graham dostała zlecenie na napisanie kolejnej książki, wchodzącej w skład serii „Nightshades: the darker side of love”. Jak sama mówi: „Nikt nie chciał mojej powieści, ale spodobała się komuś w Fontana, i dostałam zlecenie na powieść, w której dziewczyna zakochuje się w manekinie przedstawiającym Lorda Byrona, ale niestety, ten romans jest skazany na niepowodzenie. Rwałam włosy z głowy, zastanawiając się, co zrobić, kiedy David powiedział: ‘Nie martw się, mamo, mogło być gorzej’. ‘Gorzej? Jak to możliwe?’ Odpowiedział: ‘Bohaterka mogłaby się zakochać w manekinie, a ich romans mógłby się udać’”.
Caroline podejmuje też próby pisania scenariuszy. Za namową znajomych pisze do twórców Crossroads, niezmiernie popularnego w Anglii serialu telewizyjnego, oferując swoje usługi. Ku swojemu zaskoczeniu dostaje zaproszenie na spotkanie – niemniej najpierw w panice idzie do sąsiadów obejrzeć choćby jeden odcinek serialu. Sama bowiem nie posiada telewizora i nigdy nie miała okazji obejrzeć ani fragmentu Crossroads.
Dostaje propozycję napisania scenariuszy do kilku odcinków. Wspomina: „Wylądowałam w pięknym hotelu, gdzie wszyscy scenarzyści od niedzieli do wtorku omawiali wspólnie scenariusze. Nie wydawałam ani grosza: dostawaliśmy wspaniałe jedzenie, wino, czekoladki, alkohole…”. Niedługo potem jednak serial schodzi z anteny, a Caroline znowu zostają tylko scenariusze słuchowisk radiowych. Nigdy jednak nie zapomniała o powieściach. Za namową agenta, który powiedział jej, że jeżeli chce zarobić jakiekolwiek pieniądze na pisaniu, to powinna się zdecydować na jeden konkretny typ powieści, wybiera kryminał. Pisze Zawiść nieznajomego („Powinno się ją czytać tylko przy włączonym świetle”, przestrzega) i Morderstwo w Madingley Grange. „Nigdy nie uważałam moich książek za kryminały. Wolę je nazywać powieściami, w których pojawiają się nieboszczycy”.
W 1988 roku następuje prawdziwy przełom: zostają wydane Zabójstwa w Badger’s Drift, entuzjastycznie przyjęte przez krytykę i czytelników, zaliczane do stu najlepszych kryminałów wszech czasów oraz nagrodzone jako najlepszy kryminał 1988 roku. „Nie wiem, dlaczego piszę tak ponure książki – twierdzi pisarka. – Po prostu. Unieś przykrywkę znad angielskiej wsi i zobaczysz życie człowieka w całej rozciągłości, takie, jak w ubogiej dzielnicy, jak w bogatym apartamentowcu. W wiosce jest mniej zajęć – dlaczego ludzie tutaj żyjący mieliby być mniej skorumpowani czy niemili niż gdzie indziej? Otoczenie nie przekłada się automatycznie na to, jacy jesteśmy”.
Graham, nadal nieusatysfakcjonowana, postanawia jednak spełnić swoje odwieczne marzenie i zacząć studiować. Opowiada o tym tak:„Pewnego popołudnia stałam przy desce do prasowania, słuchając Radio 4, a w nim Davida Edgara, mówiącego o prowadzonym przez siebie kursie magisterskim na wydziale sztuki teatralnej przy Uniwersytecie w Birmingham. Powiedziałam do Davida: ‘Dałabym wszystko, żeby tam studiować’. A David na to: ‘No to zadzwoń do niego’. Tak też zrobiłam, a kiedy rozmawiałam z Edgarem osobiście, zapytał mnie, czy już studiowałam. Odpowiedziałam, że nie, a on wtedy, czy mam jakieś doświadczenie w pisaniu, a ja opowiedziałam mu o tym, czym się zajmowałam. Poprosił, żebym mu przysłała moją najlepszą – według mnie – sztukę, więc wysłałam mu sztukę o sobie, którą napisałam, gdy miałam 15 lat”.
W 1990 roku (ma wtedy 59 lat!) dostaje się na studia. Jej „magisterska” sztuka zostaje wystawiona przez Orange Tree Theatre w Richmond.
o W 1997 roku, na skutek przypadkowego spotkania jej znajomej ze znaną scenarzystką, Betty Willingale, która współtworzyła między innymi znany serial telewizyjny Ja, Klaudiusz, zapada decyzja o przeniesieniu na ekran Morderstw w Midsomer („Jestem naprawdę zachwycona, że moje powieści zostały sfilmowane!”). W ten sposób Grahamowskie Midsomer staje się „kryminalną stolicą Wielkiej Brytanii”. Do tej pory zrealizowano już 12 sezonów tego serialu (kręcenie 13. ma się zacząć już lada dzień), a pokazywano go w 180 krajach świata, od Afganistanu do Zambii. Oczywiście w tej chwili filmy łączy z ich literackim pierwowzorem jedynie miejsce i kilka postaci („Kiedyś miałam wpływ na scenariusze serialu, nawet napisałam samodzielnie jeden, do Śmierci na scenie, i byłam zadowolona z rezultatu. Teraz jednak nie mam nad tym kontroli”).
O głównym bohaterze swych powieści Graham mówi tak: „Nie jestem zakochana w swoim detektywie, tak jak Dorothy L. Sayers w swoim lordzie Peterze Wimseyu. Ale podkochuję się w aktorze, który gra postać Barnaby’ego – Johnie Nettlesie. Zabrał mnie kiedyś na super lunch, żeby omówić swoją rolę, a ja byłam tak rozemocjonowana, że zamówiłam parówki z gniecionymi ziemniakami. Ależ plama!”. A o jego asystencie: „W moich książkach Troy jest ksenofobem, homofobem, mizoginem; to prawdziwy kontrast dla prostolinijnego, łagodnego, nieskomplikowanego Barnaby’ego. Ratuje go tylko to, że chce, by o nim dobrze myślano – tylko dlatego jest w nim trochę wrażliwości”.
Sądząc z wywiadów, Caroline Graham jest znacznie bardziej poukładana od opisywanych przez nią bohaterów. Pytana o to, jak wyglądałby jej idealny pisarski dzień, odpowiada: „Zaczynam pisanie o dziewiątej, potem przerwa na kawę o jedenastej. O pierwszej kolejna przerwa na kanapkę i herbatę. O szesnastej herbatka ziołowa i ciastko, o szóstej drink – i to wszystko”. Pracuje w skromnej, ascetycznie umeblowanej sypialni-pracowni. Codziennie spędza godzinę na medytacji. „Zawsze planuję to, co się pojawi w mojej kolejnej książce, z góry wiem, kto będzie mordercą, w przeciwieństwie do Ruth Rendell, która twierdzi, że niekiedy w miarę pisania książki zmienia się jej fabuła. Nigdy bym tak nie potrafiła”.
Anna Sawicka-Chrapkowicz
Wielka dama angielskiego kryminału - fotorelacja
Wywiad z Autorką Ogromne, zimne miasto w... sielskiej scenerii
Morderstwa w Midsomer... tym razem w Sopocie (2007) - relacja