Niepokojące oblicze angielskiej prowincji, czyli nigdy niekończące się morderstwa w Midsomer

29.05.2008

Niepokojące oblicze angielskiej prowincji, czyli nigdy niekończące się morderstwa w Midsomer Dość dawno temu dzięki pewnemu serialowi telewizyjnemu mieliśmy okazję poznać sierżanta Jima Bergeraca, w którego postać wcielił się niezapomniany John Nettles. Minęło kilkanaście lat i aktor ten powrócił w serialu Morderstwa w Midsomer, emitowanym na kanale Hallmark oraz wydawanym na płytach DVD. Powrócił starszy, dojrzalszy, ciekawszy, niebanalny. Tym razem jako nadinspektor Tom Barnaby. Przez długi czas towarzyszył mu w tej serii filmów, jako jego prawa ręka, sierżant Gavin Troy (w tej roli Daniel Casey). Muszę przyznać, że ta właśnie para i jej dochodzeniowe przygody pozostają dla mnie bardzo miłym, wyrazistym wspomnieniem.

Jakże klasyczne to połączenie – doświadczony życiowo i zawodowo szef oraz dopiero uczący się praktycznie zawodu i trochę nieporadny w swoich poczynaniach podwładny. Połączenie wielokrotnie sprawdzone, dające jednak zarazem scenarzyście spore możliwości wzbogacenia fabuły. Dużą zaletą tych postaci jest to, że są po prostu sympatyczne. Możemy bez problemu utożsamiać się z którąś z nich, a jeśli już nie podziwiać, to przynajmniej akceptować ich jako ludzi. Jedni będą woleć Barnaby'ego, ceniącego spokój i ciszę pracoholika. Inni Troya, często niezdarnego, niezbyt może błyskotliwego, ale w sumie porządnego, pracowitego policjanta.

Uwaga twórców serialu koncentruje się w zasadzie na postaci Barnaby'ego, przemierzającego hrabstwo Midsomer w poszukiwaniu sprytnych złoczyńców. Jaki jest Tom? Spokojny, rozważny, pewny siebie, dociekliwy, może trochę nudny i dość w sumie przewidywalny, ludzki. Lubi swoją pracę, która wnosi w jego bardzo uporządkowane życie trochę świeżego powietrza i szaleństwa. Barnaby'ego poznajemy zresztą nie tylko w sytuacjach zawodowych. W każdym odcinku stykamy się bowiem z jego żoną Joyce (w tej roli Jane Wymark) oraz dość często z dorosłą już córką Cully (Laura Howard). Fakt, że małżeństwo Toma jest trochę dziwne, bardzo stonowane, pozbawione wielkich emocji, a może tylko umiejętnie je skrywające. Nawet kłótnie, zatargi i różnice zdań są w ich wykonaniu tak wyważone, że jest cicho, spokojnie, łagodnie i pogodnie. Barnaby jest zdecydowanym zwolennikiem unikania w życiu rodzinnym niepotrzebnych komplikacji i nader często rozsądnie ustępuje swoim dość upartym kobietom, ot tak dla świętego spokoju. Joyce, zajmująca się domem (gotowanie w jej wykonaniu nie jest wielką sztuką), szuka rozmaitych dodatkowych zajęć, które wniosłyby w jej życie trochę emocji. Różnie jej to wychodzi. Tom zaś korzysta z każdej chwili spokoju, o ile nie prowadzi właśnie jakiejś pochłaniającej go bez reszty sprawy. Jednak jako pracoholik zaczyna być w domu wprost nieznośny, gdy przez zbyt długi czas nie dzieje się nic ciekawego, to znaczy nie zostaje popełnione jakieś intrygujące przestępstwo. Cully – ukochana i dojrzała już jedyna córka – angażuje się w kolejne związki emocjonalne, na które z jakże typowymi obawami uważnie patrzą jej rodzice. Wszystko to w sumie jest pokazywane – na nasze szczęście – podobnie jak życie i zbrodnia w serialu, z lekkim przymrużeniem oka i szczyptą ironii.

Największą wartością serialu są chyba występujące w nim postacie. Mamy ich tu całą gamę: różnorodnego pochodzenia społecznego, ludzi prostych i wyrafinowanych, ciężko pracujących i „dziedziczących szczęście” posiadaczy szlacheckich tytułów, cichych i spokojnych, choleryków i awanturników. Większość jest doskonale, wyraźną kredką, odmalowana na ekranie. Zawsze zadziwia mnie jakość gry brytyjskich aktorów, miło jest patrzeć, jak wykonują swoją pracę. Nawet drugoplanowe role są często bardzo dopracowane i dopieszczone.

Miejscem akcji serialu jest Midsomer County, zbiorowisko zwykłych wiosek i małych miasteczek, z typowym dla nich prowincjonalnym życiem. Mamy więc dosyć zamknięte kręgi osób, plotkarstwo, wściubianie nosa w cudze sprawy, pozorny spokój i złudną nieustanną sielankę. Mamy dość nietypowe dla naszego krajobrazu rozliczne kółka zainteresowań (literackie, właścicieli ogrodów, wygrywających melodie na dzwonach kościelnych, poszukiwaczy UFO, wywoływaczy duchów itp.) i nieustanne festyny z każdej nadarzającej się okazji. Wygląda na to, że angielskie społeczeństwo – w gruncie rzeczy chyba tak jak nasze – bardzo lubi się bawić. W tle zaś tego niby to prostego i radosnego życia, tak jak u Agathy Christie, kotłują się silne, zarówno pozytywne, jak i destrukcyjne, emocje. Zdrada, pożądanie, nienawiść, zawiść, trwała pamięć stuletnich krzywd, różne dziwne zaszłości i bieżące nieporozumienia – to wszystko potrafi ujawnić się nagle z wielką, zaskakującą siłą. To dzięki nim Tom Barnaby ma zawsze pełne ręce roboty. Bo większość spraw, które się mu trafiają, nie jest aż tak prosta, jak z pozoru wygląda, a żeby dojść prawdy, trzeba nie tylko uporu, ale i umiejętności wniknięcia w psychikę drugiego człowieka.

W przeważającej części filmów tej serii trup ściele się gęsto. Często mamy więcej niż jednego mordercę i dość złożone motywy. Autorzy scenariusza sprytnie sugerują nam podejrzanych, z tym, że ci najbardziej rzucający się w oczy najczęściej okazują się niewinni. Niezłą zabawą może być zgadywanie, kto zabił i dlaczego.

Ciekawą cechą większości wydanych już na DVD odcinków jest to, że każdy z nich zawiera coś specyficznego. Pozwala to oglądać je z zaciekawieniem i bez znużenia powtarzającym się schematem. Jednym razem są to wyjątkowo dziwaczni mieszkańcy wioski, innym sprawy rodzinne Barnaby'ego czy nowe znajomości jego asystenta, uparcie poszukującego osobistego szczęścia.

Serial cenię za – jakże charakterystyczną zresztą dla Brytyjczyków – rzetelność wykonania. To nie jest niskobudżetowa, zagrana „na chybcika”, nieprzemyślana produkcja seryjna. To solidny kawałek kina, z dobrą, a miejscami nawet bardzo dobrą grą aktorską. Niektóre wykreowane w serialu postaci to prawdziwy majstersztyk.

Serial jest dość luźno powiązany z powieściami Caroline Graham. W filmie zresztą pojawia się informacja, że scenariusze są inspirowane kryminałami tej autorki, a nie, że są to adaptacje książek. Scenariusze pisane są przez różne osoby, odciskające na poszczególnych odcinkach swoje silne piętno.

Ważne jest to, że kolejne filmy nie są specjalnie ze sobą powiązane, można je oglądać praktycznie w dowolnej kolejności. Stanowią odrębną całość, choć oczywiście zachowanie chronologii daje lepszy ogląd, chociażby sytuacji rodzinnej państwa Barnabych. Dla mnie osobiście istotne jest też to, że nie brakuje tu humoru i ironii. Nie jest to jakaś poważna analiza rzeczywistości, a intrygujący i plastyczny obraz świata mającego z nią liczne punkty styczne. Humor nie zawsze rzuca się w oczy, jest dość subtelny i wyrafinowany, w końcu serial ten ma być dobrym, trzymającym w napięciu kryminałem. Ma spełniać rozmaite oczekiwania szerokiego grona amatorów dobrej rozrywki. I tak właśnie jest.

 Damian Kopeć

Morderstwa w Midsomer - książki

Morderstwa w Midsomer - filmy