Jednym ze skandynawskich akcentów ubiegłorocznej edycji Międzynarodowego Festiwalu Kryminału była dyskusja panelowa o kobietach w tamtejszej literaturze kryminalnej. Poniżej zamieszczamy relację z owej dyskusji, autorstwa Rafała Chojnackiego z serwisu Deckare.
Literatura kryminalna pisana przez twórców z północnych brzegów Morza Bałtyckiego jawi nam się jako twór bardzo podobny do samych krajów Półwyspu Skandynawskiego. Tego rodzaju porównania można mnożyć niemal bez końca, jednak warto się przyjrzeć niektórym z nich.
Skandynawska literatura jest dość mroczna, gdyż przez większą część roku panuje tam niezbyt przyjazna dla człowieka aura, a dni, kiedy nawet przez chwilę nie widać słońca, jest całkiem sporo. Jest bardzo ciekawa pod względem obserwacji społecznych, gdyż dla nas, Polaków, Skandynawowie - mimo bliskiego sąsiedztwa - są w sumie dość odlegli, zarówno kulturowo, jak i mentalnie. Jest to też oczywiście literatura równych praw, gdyż Skandynawia (zwłaszcza Szwecja i Norwegia) jawi nam się jako miejsce na ziemi, gdzie ideały równouprawnienia i tolerancji wpajane są w ludziom od dziecka i w dalszym życiu przestrzegane i postrzegane jako coś naturalnego. Oczywiście to tylko stereotypy, ale lubimy im zawierzać, również oceniając literaturę.
Rzeczywiście jest tak, że na półkach ze skandynawską literaturą, w tym również kryminalną, sporo jest obecnie kobiecych nazwisk. To nie przypadek, gdyż rzeczywiście wydarzyło się w tamtejszej kulturze coś, co sprawiło, że kobiety chwyciły tłumnie za pióra. Spora część z nich udowodniła, że to, co mają do powiedzenia, jest na tyle interesujące, iż ich powieści znajdują sporą rzeszę czytelników.
Jednym ze skandynawskich akcentów ubiegłorocznej edycji Międzynarodowego Festiwalu Kryminału była właśnie dyskusja panelowa o kobietach w tamtejszej literaturze kryminalnej. W roli eksperta, reprezentującego stronę szwedzką pojawił się Bo Lundin, znawca gatunku, krytyk literacki i jeden z założycieli Svenska Deckarakademin, organu przyznającego co roku prestiżowe nagrody im. Martina Becka. Z przyczyn osobistych nie dojechała na spotkanie fińska pisarka Leena Lehtolainen, podobno podstawowym powodem jej absencji były... zajęcia jogi.
Konieczność prowadzenia dyskusji z udziałem tłumacza sprawiła, że w czasie przeznaczonym na panel udało się zebrać jedynie najważniejsze zagadnienia związane z postacią kobiety bohaterki, pisarki i czytelniczki. Prowadząca spotkanie dr Monika Samsel-Chojnacka, korzystając z obecności szwedzkiego eksperta, wypytała go o przemiany, jakie miały miejsce w powieści kryminalnej na przełomie ostatnich dziesięcioleci, które pozwoliły kobiecym bohaterkom na przejście z roli ofiary (w tekstach Poego) do aktywnie działających: kobiet-detektywów, policjantek, dziennikarek.
Bo Lundin rozpoczął swoją opowieść od bohaterek powieści amerykańskich, zahaczył nawet o pannę Marple, by wreszcie dotrzeć do brzegów Szwecji, konkludując, iż przemiany w powieściach łączą się z przemianami społecznymi, jakie zaszły w krajach europejskich i w Stanach Zjednoczonych. W jednej z wypowiedzi Lundin podkreślił też niebagatelną rolę duetu Maj Sjöwall i Per Wahlöö w przemianach, jakie zaszły w skandynawskich kryminałach.
Od bohaterek płynnie udało się przejść do pisarek. Doktor Samsel-Chojnacka przedstawiła tezę dotyczącą nagłego progresu, który pojawił się w latach dziewięćdziesiątych w liczbie piszących kryminały Szwedek - od kilkunastu do kilkudziesięciu czynnie piszących autorek. Odpowiedź Bo Lundina zaskoczyła chyba wszystkich, gdyż odpowiedzialnością za ekspansję kobiecego kryminału na rynku szwedzkim obarczył on Lizę Marklund, która oprócz dobrego pióra miała też (a raczej przede wszystkim) nienaganną prezencję i doświadczenie marketingowe. Trzecia z uczestniczek panelu, dziennikarka Marta Mizuro ze sporym niedowierzaniem odniosła się do rewelacji Lundina, prosząc nawet o powtórzenie tej tezy. Szwedzki badacz podtrzymał jednak swoje zdanie na temat twórczości znanej również u nas autorki Rewanżu i Studia Sex. Należy dodać, że Bo Lundin jest również autorem poświęconego Lizie Marklund tekstu zamieszczonego w bardzo ciekawej antologii krytycznoliterackiej Tretton svenska deckardamer, można więc uznać, że zbadał temat dokładnie.
Trzecim motywem, który pojawił się w dyskusji, była rola czytelniczek na rynku współczesnej powieści kryminalnej. Marta Mizuro skonstatowała, że zgodnie ze współczesnymi badaniami nad czytelnictwem, to właśnie kobiety więcej czytają, w związku z czym statystycznie musiały zdominować również rynek powieści kryminalnej. Zasygnalizowany przez doktor Samsel-Chojnacką (za szwedzkim badaczem Johannem Wopenką) podział na kryminał kobiecy i feministyczny zyskał jedynie potwierdzenie ze strony Bo Lundina, który podsumował wywód, stwierdzając, że w Szwecji czytelniczki czytają głównie powieści pisane przez kobiety, zaś mężczyźni wolą męski kryminał. Przy czym najpopularniejsi przedstawiciele gatunku, jak Henning Mankell, Stieg Larsson czy Liza Marklund mogą liczyć na atencję czytelników bez względu na płeć.
W obliczu niedawnej premiery pierwszej części filmowej ekranizacji Millenium Stiega Larssona oraz książkowej premiery trzeciego tomu powieści nie można było pominąć w tej dyskusji nietuzinkowej postaci, jaką niewątpliwie jest Lisbeth Salander. Bohaterka ta jest właściwie nowym typem postaci, wcześniej niepojawiającym się w tego typu literaturze. Buntuje się przeciwko roli ofiary, sama próbuje stawić czoło przeciwnościom i niegodziwości ludzi, którzy stanęli na jej drodze. Salander bardziej przypomina dzielne sufrażystki z początku XX wieku, walczące o słuszną sprawę z patriarchalnym systemem władzy, niż dzisiejsze feministki, skupione na dyskusjach o parytecie. Bohaterka powieści Larssona jest twardo stąpającą po ziemi młodą kobietą, która radzi sobie tak, jak potrafi: oszustwem, podstępem i przemocą. Jednak konstrukcja postaci jest na tyle ciekawa, że czytelnik wybacza dziewczynie wszelkie niegodziwości. W końcu przecież „należy się jej”.
Lisbeth Salander jest przerysowana, niemal komiksowa, ale po ekranizacjach otrzymała dodatkowy atut – twarz Noomi Rapace. Po tak wyrazistej aktorskiej kreacji trudno byłoby wyobrazić sobie kogoś innego w tej roli.
Spotkanie w ramach MFK było właściwie tylko sygnałem, jednym z wielu, pokazującym zainteresowanie tematyką kobiecą w skandynawskiej literaturze kryminalnej. Mimo że minął od niego ledwie miesiąc z okładem, odbyły się już kolejne panele, poświęcone takiej lub podobnej tematyce. Oznacza to, że zapewne można jeszcze wiele w tym temacie dopowiedzieć, zwłaszcza że na półkach księgarskich pojawiają się coraz to nowe zagadki kryminalne z Północy.
Rafał Chojnacki