Kryminalny alfabet gacka - E jak esencja oraz efekt

26.02.2010

Kontynuujemy publikację cyklu felietonów znanej pisarki Katarzyny Gacek napisanych specjalnie dla naszego serwisu.  Dziś litera E, jak esencja oraz efekt.

Zastanawiałam się ostatnio, na czym polega atrakcyjność literatury kryminalnej. Czym wabi ona czytelnika, kradnie jego zainteresowanie, sprawia, że zamiast po tegorocznego noblistę lub najnowszy romans na tle osnuty, sięga po kryminał?

Żeby odpowiedzieć na to pytanie rzetelnie, należałoby zapewne zanurzyć się w fachowych opracowaniach z dziedziny literatury, na co nie miałam ani czasu, ani ochoty, dlatego postanowiłam poprzestać na dostępnych mi półśrodkach. Takim półśrodkiem okazała się wycieczka do sąsiedniego pokoju, gdzie na regałach, we względnym, choć na pewno nie alfabetycznym porządku, stoi większość moich książek. Nie są to zbiory przytłaczające ani ilością, ani jakością, niestety. Pokaż mi, co czytasz, a powiem ci, kim jesteś… Umówmy się, że ja raczej nie powinnam się zawartością mojej biblioteczki chwalić, bo do wniosków na temat mojej osobowości można by było dojść ciekawych. Natomiast już pierwszy rzut oka na półki pozwala wyłowić główny trzon ulubionej lektury, wyraźnie różniący się gabarytami od reszty. No cóż, nie da się ukryć - kryminały to kurduple. Biedactwa, przy normalnych książkach wyglądają jak kuce przy perszeronach. Alex, Chandler, Christie, wszystko w apetycznym formacie kieszonkowym. Na szczęście na Larssona jeszcze się nie szarpnęłam, więc nie wprowadza logicznego zamieszania…

Wyjątek Larssona tylko potwierdza regułę, że kryminały rzadko kiedy bywają opasłe. I nie jest to kwestia prawidłowych nawyków żywieniowych. O ich smukłą linię dbają sami autorzy, nie pozwalając, by fabuła obrosła przesadnie w zbędny tłuszczyk. W literaturze kryminalnej cała treść krąży wokół zagadki, jest jej podporządkowana. Każde oddalenie się od sedna, zbyt długie opisy, przegadane dialogi, wszystko to grozi nudą. A czytelnik od kryminału oczekuje różnych rzeczy, ale na pewno nie nudy. Tu nie ma czasu na zachwycanie się słowami, zanurzanie w świat bohaterów, powolne smakowanie atmosfery. Najpierw się czeka na trupa, a potem – na kolejne ślady, prowadzące do mordercy. W efekcie im dalej w las, tym lektura staje się szybsza, a wszelkie dłużyzny denerwują jak w żadnej innej literaturze.

Dlatego dobry kryminał nie może być przegadany.

Powinien być jak sos, z którego odparowano nadmiar wody.

Skondensowana treść i aromat.

ESENCJA smaku.

Mniam.

Przy czym wypowiadam się tutaj jako zwykły konsument, który właśnie takiej esencji w kryminale szuka. Jako producent natomiast muszę przyznać z pewną nieśmiałością, że nie do końca stosuję się do powyższej zasady. W książkach, które napisałyśmy z Agnieszką [Szczepańską - przyp. red.], oprócz kryminalnego kręgosłupa sporo jest miękkiej, damsko-męskiej otuliny, i trzeba naprawdę bardzo uważać, żeby w niej akcja nie ugrzęzła. Konwencja, którą przyjęłyśmy, czyli opowiadanie historii kryminalnej z romansem w tle, nie da się wycisnąć jak cytryna do formy esencji. Wymaga dodatkowych środków organizujących tekst, żeby się nie zrobiło za nudno. Tym środkiem jest między innymi EFEKT.

Prawda jest taka, że przy odrobinie wysiłku i wyczucia każdą treść można przedstawić tak, żeby była efektowna. Wystarczy ją odpowiednio ułożyć, podzielić na atrakcyjne pigułki, umiejętnie dobrać słowa. Świetnie sprawdza się metoda pisania scenami - każdy rozdział stanowi zamkniętą, atrakcyjną całością, wzruszającą, budzącą lęk albo przynajmniej zainteresowanie, co w efekcie nie pozostawia czytelnika obojętnym. W dodatku można poszczególne elementy połączyć na tyle sprytnie, żeby zakończenie jednego rozdziału wymuszało rozpoczęcie lektury następnego. Przekonałyśmy się, że to działa, wysłuchując gwałtownych protestów, które czytelnicy artykułowali po nocach spędzonych nad naszymi książkami, od których nie potrafili się oderwać.

Oprócz zabiegów starannie zaplanowanych zdarza się, że historia sama, niezależnie od nas, upomina się o efekt.

W Zielonym trabancie jedną z głównych postaci intrygi jest niejaki Kamil. Ten odrobinę nieśmiały i zagubiony osobnik w zaskakujący sposób wchodzi w posiadanie sporej sumy pieniędzy, a następnie próbuje ją ukryć w ogrodzie prowincjonalnego hotelu, w którym pracuje. Dodam, że miałyśmy zaplanowane, że rzeczywiście ją chowa. Głęboko. I dalej cała akcja miała się kręcić wokół ukrytej bezpiecznie w ogródku forsy.

Zakładając, że chłopak przesadnie inteligentny nie jest, uzbroiłam go na tę okoliczność w łyżkę (w końcu pracuje w kuchni) i wypchnęłam w ciemność nocy bez latarki, trudno, życie bywa brutalne. Szłam z nim przez mroczny ogród, wśród szelestów i innych dziwnych odgłosów nocy, rozglądając nerwowo dookoła. Zalazł w najodleglejszy kąt, w największą dzicz, i tam zaczął wygrzebywać łyżką dołek. Niestety, nie szło mu najlepiej. Patrzyłam zirytowana, jak beznadziejnie sobie radzi, i w końcu mnie tknęło, że przecież kawałek dalej jest szopa ogrodnika, a tam, pod ścianą, stoi elegancki szpadel i tylko czeka, żeby go wziąć. Kazałam więc Kamilowi upchnąć na razie torbę z pieniędzmi w krzakach i pofatygować się po odpowiedniejsze narzędzie.

Jak zakończyć ten rozdział?, myślałam intensywnie czekając, aż wróci. Co zrobić, żeby było efektownie?

Po chwili Kamil pojawił się ze szpadlem, wbił go w ziemię i zaczął rozglądać za torbą z forsą. I nagle zrozumiałam, jak można uzyskać naprawdę piorunujący efekt.

„Wsunął rękę w krzaki, ale nie natrafił na nic, oprócz liści. Co, u licha? Pomacał obok – to samo. Przecież to na pewno było tutaj, między tymi gałęziami! Zdenerwowany zaczął sprawdzać raz koło razu, centymetr po centymetrze. Rozgarniał gwałtownie trawę, nie zwracając uwagi na rosnące w niej pokrzywy. Ręce zaczęły mu się trząść, w żołądku czuł narastający ucisk. Po chwili dygotał już cały. Zgiął się w pół i opadł na kolana, próbując powstrzymać gwałtowną reakcję organizmu. Strach powrócił ze zdwojoną siłą. Torba zniknęła!”

I tak historia napisała się sama, a my musiałyśmy przekombinować pozostałą część książki.

Ale dla takiego efektu – było warto.

K.


Autorka zaprasza do wymiany opinii i wrażeń k.gacek@zbrodniawbibliotece.pl