Od kilku dni w księgarniach dostępna jest nowa powieść autorstwa Zbigniewa Wojtysia, zatytułowana Pierścień Bolesława (Wydawnictwo Zysk i S-ka). Poprosiliśmy pisarza, by wyjaśnił naszym czytelnikom, czego możemy się spodziewać po tej książce.
Tym razem, po trochę bardziej złożonym Filateliście, przyszedł mi do głowy pomysł napisania powieści, którą czytelnik mógłby przeczytać „jednym tchem”. Co się składa na taką książkę? Wartka akcja tocząca się w stosunkowo krótkim czasie fabularnym (w Pierścieniu…, nie licząc rozdziałów „Przed” i „Po” stanowiących odpowiednio prolog i epilog powieści, zawiera się ona w siedmiu dniach), dobrze napisane dialogi, no i oczywiście zawarta w fabule „tajemnica”, która musi zaintrygować czytelnika.
W mojej nowej książce ta tajemnica wiąże się z Bolesławem Zapomnianym, domniemanym piątym władcą Polski, rzekomym synem Mieszka II (piątym, bo nie można zapominać o Bezprymie, który na krótko uzurpatorsko przejął władzę, gdy Mieszko II został zmuszony do ucieczki do Czech).
To, czy Bolesław Zapomniany rzeczywiście istniał, czy nie istniał, jest dla autora utworu literackiego sprawą drugorzędną, bez znaczenia z punktu widzenia tworzenia fikcji. Więcej nawet, daje mu nieskończenie więcej możliwości udania się w świat wyobraźni i konfabulacji.
Pozostawała jednak oczywista kwestia, jak do kryminału dziejącego się tu i teraz (akcja Pierścienia… rozgrywa się w 2008 roku) wprowadzić postać sprzed niemal tysiąca lat? Postanowiłem zbudować ten pomost poprzez odnajdywanie przez bohaterów we współczesnym Poznaniu materialnych symboli i tekstów związanych z osobą Bolesława Zapomnianego. Monety, pierścienie, postmodernistyczna, powiedzmy, deformacja Kroniki Polskiej Galla Anonima ;), czy nawet powołanie do życia na kartach książki rzekomej kontynuacji Kroniki Thietmara. Wszystkie te rekwizyty i teksty okazują się przedmiotami pożądania głównych bohaterów, co oczywiście popycha akcję mojego kryminału do przodu.
No tak, ale by akcja mogła być rzeczywiście wartka i wciągająca, pozostawało jeszcze zaludnić powieść postaciami przekonującymi, a jednocześnie charakterystycznymi i intrygującymi, które wzajemnie sobą manipulują, doprowadzając do co najmniej kilku zwrotów tejże akcji. Przy czym przy budowie tych charakterów pojawiło się u mnie, dla mnie samego dość zaskakujące, pewne zacięcie obyczajowe. W dodatku, co chyba dość ciekawe, postaci te są silnie osadzone, poprzez snute przez nie w dialogach wspomnienia, w historii współczesnej. Od lat trzydziestych ubiegłego wieku, przez drugą wojnę, lata stalinizmu, dalej sześćdziesiąte, aż po chwilę obecną. A wracając do samej manipulacji, czyż nie to samo czyni autor ze swoim odbiorcą?
No i rzecz niezwykle ważna: by nadać całości pozór realizmu, podobnie jak zrobiłem to w Filateliście, prowadzę czytelnika ulicami Poznania, ba, podaję mu topograficzną mapę niektórych miejsc. Z tym, że teraz wiodę go na Ostrów Tumski i na Śródkę, czyli w miejsca, w których rzeczywiście rodziła się polska państwowość.
Wracając do pierwszego zdania tej wypowiedzi, powiem trochę anegdotycznie, że tuż przed świętami wielkanocnymi, czyli przed oficjalną premierą Pierścienia…, wręczyłem pierwsze egzemplarze autorskie czterem osobom: mojej żonie i trzem innym znajomym. Jak się okazało, wszystkie przeczytały moją grubą, bo liczącą ponad 550 stron, książkę w ciągu dwóch dni i wszystkie żaliły się, że przez nią częściowo zawaliły przygotowania do świąt… Chyba więc rzeczywiście udało mi się napisać powieść, którą czyta się „jednym tchem” ;)
Bardzo serdecznie zachęcam innych czytelników, by po nią sięgnęli, i jednocześnie bardzo ich proszę, by tak jak wspomniane osoby nie zaniedbali przez nią codziennych obowiązków ;)
Zbigniew Wojtyś
Zapisane - znaczy prawda - recenzja
Rozważania o kryminale, który nigdy nim nie był - czyli prowokowana opowieść Zbigniewa Wojtysia o Filateliście