Jak pokochałem papierowych morderców - Tadeusz Cegielski dla ZwB

06.09.2010

Kilka dni temu do księgarń trafiła kolejna pozycja z naszej ulubionej "mrocznej serii". Tym razem jest to książka autorstwa historyka i wolnomularza, profesora Tadeusza Cegielskiego, nosząca tytuł  Morderstwo w Alei Róż. Mamy ogromną przyjemność zaproponować naszym czytelnikom lekturę tekstu autora owej powieści, tekstu rzucającego snop światła na  młodzieńcze korzenie pomysłu na napisanie kryminału.

W nieunikniony sposób pojawia się pytanie, dlaczego starszy pan, miast niańczyć wnuki (jestem dziadkiem dwojga rozkosznych potworów) zabiera się za mordowanie sekretarza wojewódzkiego PZPR Bogusława Szczapy? Oczywiście, nie ma ani prostej, ani dobrej odpowiedzi na podobne pytanie. Odpowiedź może jednak brzmieć: a dlaczegóż by nie? Może również wskazywać na pokrewieństwo między autorem a pozytywnym bohaterem powieści, kapitanem milicji Ryszardem Wirskim. Związek taki dowodziłby silnie kompensacyjnej funkcji procesu tworzenia tekstu. Jeśli nawet, to sprawa jest - uważam - drugorzędna! Tajemna nić między nami jest taka: podobnie jak kapitan Wirski nigdy nie zdołałem przeczytać Tajemnicy pokoju numer 13. To klucz do całej tajemnicy: powieści i mojego życia. Anonimowemu autorowi Tajemnicy dedykowałem też swój kryminał.

Ta książka istniała naprawdę! Wydana została w okresie międzywojennym, w taniej broszurowej oprawie. Typowa literatura wagonowa. Jej okładkę opisałem w powieści: w półmroku hotelowego korytarza skrada się mężczyzna w kaszkiecie; detektyw, a może przestępca? W prawej ręce trzyma pistolet, w lewej latarkę. Snop światła wydobywa z mroku tabliczkę z cyfrą "13". Nie zapamiętałem jednak autora tego dziełka. To jedna z przyczyn, dla których trudno mi je do dziś wytropić. 

Pewnego dnia (mógł być to rok 1958 lub 1959) zobaczyłem książkę w witrynie małego prywatnego antykwariatu, usytuowanego na rogu Marszałkowskiej i Alei I Armii. Antykwariat znajdował się na szlaku mojej codziennej wędrówki do i ze szkoły na warszawskim Latawcu. Okładka wraz z tytułem niesłychanie mnie zaintrygowały. Takich „wystrzałowych” okładek nie miały ówcześnie wydawane książki, choć właśnie, od 1956 roku zaczęły ukazywać się różne kryminały w serii „ze srebrnym kluczykiem” (Iskry) lub „jamnikiem” (Czytelnik). Po raz pierwszy wydano w Polsce (właśnie w "srebrnym kluczyku") najbardziej klasyczną z powieści kryminalnych: Studium w szkarłacie z Sherlockiem Holmesem. Rzecz z 1887 roku! Poprosiłem matkę, aby kupiła mi tę Tajemnicę pokoju numer 13. Mama udała się ze mną do antykwariatu, ale cena okazała się prawdziwie zaporowa, a pewny sporego zysku właściciel nie chciał jej opuścić. Oszczędna, bo z trudem dopinająca domowy budżet rodzicielka skapitulowała. Ja jednak nie odpuszczałem: przedmiot moich pożądań nadal kusił z witryny. Ponowiłem prośbę; tym razem sam udałem się do sklepu, z jakąś małą kwotą, którą mama uznała za rozsądną i dopuszczalną. Bez rezultatu, oczywiście! Ponieważ wciąż nie ustępowałem, zdenerwowana matka powiedziała: „Jak tak bardzo chcesz mieć tę książkę, to sam ją sobie napisz!”. Zgłupiałem. Byłem dopiero w trzeciej czy czwartej klasie, napisanie powieści wydawało mi się przedsięwzięciem całkowicie ponad moje siły. Obrażony, dałem za wygraną.

Książka zniknęła w końcu z witryny (do dziś ciekawi mnie, kto ją kupił i czy nadal ma tę powieść, dla mnie tak ważną). Kiedy już straciłem nadzieję, pomyślałem sobie: „A może by rzeczywiście napisać samemu tę powieść?”. Siadłem do pracy i napisałem tekst liczący ok. 20 stron rękopisu sporymi kulfonami. Miał tytuł Tajemnica pokoju numer 13. Akurat gościła w Warszawie moja babka, cudowna kobieta, wykształcona i oczytana; z zawodu oraz powołania nauczycielka. Uczyła w liceum języka polskiego, ale także była germanistką i romanistką. Wzięła do ręki to moje dzieło, poprawiła wszystkie błędy ortograficzne i stylistyczne, na koniec zaś powiedziała: wyśmienite! Naprawdę? Tak! I tu dokonała gruntownej analizy mojego tekstu, wskazując na jego mocne, jej zdaniem, strony. I tak zostałem pisarzem „literatury wagonowej”.

Morderstwo w Alei Róż powstało więc z niespełnienia, z tęsknoty za archetypem, prawzorem "prawdziwego kryminału". Tym zaś była i pozostała dla mnie Tajemnica pokoju nr 13. O innych okolicznościach, w których zrodził się pomysł Morderstwa, takich jak kolacja u mojego przyjaciela, profesora Włodzimierza Lengauera, wspominam w "Posłowiu". Tam też odsyłam życzliwego sprawie Czytelnika.

Warszawa, 4 września 2010 r. 

Tadeusz Cegielski

 

fot. © Krzysztof Żuczkowski/Forum

 

Dobry policjant stwarza rzeczywistość - recenzja

Morderstwo napisałem dla własnej satysfakcji - wywiad z prof. Tadeuszem Cegielskim