Przed kilkoma dniami do księgarń trafiła najnowsza książka autorstwa tłumacza literatury szwedzkiej (m.in. Hakana Nessera i Lizy Marklund) oraz bardzo wszechstronnego pisarza Pawła Pollaka, zatytułowana Między prawem a sprawiedliwością (Oficyna Wydawnicza Branta). Gdy nadarzyła się okazja, poprosiliśmy Autora o zaprezentowanie tego zbioru opowiadań naszym czytelnikom.
Kryminały kończą się zwykle ujęciem mordercy. Jakby było oczywiste, że zostanie ukarany, że nieuchronnie czeka go więzienie albo nawet śmierć. A przecież zabójcy niejednokrotnie wychodzą z sali sądowej jako wolni ludzie. I to nie tylko wskutek takich patologii jak wzięcie łapówki przez sędziego lub prokuratora czy nieudolność policji przy zabezpieczaniu dowodów. Też dlatego, że na przykład mają dobrych adwokatów, którzy potrafią wykorzystać prawo, by wybronić swojego klienta. I to niekoniecznie wbrew powszechnemu poczuciu sprawiedliwości. Bo jak ocenić człowieka, który zabił, żeby ocalić kilka innych istnień, albo kobietę mordującą swego krzywdziciela?
I dlatego w mojej najnowszej książce Między prawem a sprawiedliwością,
której akcja toczy się w Nowym Jorku, policyjne śledztwo to dopiero połowa fabuły. Kiedy detektywi schwytają mordercę, sprawa trafia do sądu, gdzie rozgrywa się drugi akt dramatu. Czytelnik pytający się dotąd, kto zabił, stawia sobie teraz pytanie, czy oskarżony zostanie skazany. I czy w ogóle należy go skazać. Jakby sam siedział na ławie przysięgłych, śledził przesłuchania świadków, potyczki adwokata i prokuratora, którzy zgłaszanymi sprzeciwami usiłują nie dopuścić do niekorzystnych zeznań i sięgając po prawne kruczki starają się przechylić szalę zwycięstwa na swoją korzyść, jakby osobiście słuchał wskazówek panującego nad całą sytuacją sędziego, żeby w końcu udać się na naradę i z jedenastoma pozostałymi rozstrzygnąć: winny czy niewinny?
Mam nadzieję, drodzy czytelnicy, że zżyjecie się z bohaterami tej książki, którzy muszą rozwiązać cztery sprawy (a nawet pięć, bo w jednym opowiadaniu prowadzący śledztwo niespodziewanie natrafiają na trop innego przestępstwa). To funkcjonariusze NYPD, lekko zgorzkniały John McWane i jego młodszy partner Brian Sheppard, zasadniczy prokurator Edward James Harrison współpracujący z asystentką o bardziej liberalnych poglądach, ale zawsze pamiętającej, że jej zadaniem jest posłanie oskarżonego za kratki, atrakcyjna adwokatka Avery Hubert, która podkochuje się w Harrisonie, co nie przeszkadza jej zażarcie walczyć z nim na sali sądowej, sprawnie prowadzący rozprawy sędzia Jeremy Clifton i krótko trzymający prawników jego kolega Lyndon Thurston.
Mój wydawca napisał na okładce, że istotą tej książki są dylematy moralne. Tak jest, jednak pisząc Między prawem a sprawiedliwością, chciałem nie tylko skłonić czytelnika do refleksji, ale i zapewnić mu dobrą rozrywkę. Bo grzech ciężki popełnia ten pisarz, który zanudza czytelnika. A nudny kryminał to już w ogóle oksymoron. Tak więc, życząc Wam przyjemniej lektury, mam nadzieję, że książka Was wciągnie, a po przeczytaniu będziecie chcieli śledzić kolejne sprawy, z którymi przyjdzie zmierzyć się tym nowojorskim stróżom prawa. Bo nie zamierzam się z nimi rozstawać.
Paweł Pollak
Kiedy prawo nie wystarcza - recenzja
Szukam powieści, które pochłoną mnie bez reszty - wywiad z Pawłem Pollakiem