Zapraszamy do lektury kolejnej litery Kryminalnego alfabetu gacka.
Przepraszam, nie mogłam się oprzeć... Oczywiście „M jak morderstwo” też brzmi nieźle, ale w końcu mamy wakacje, więc pomyślałam, że może jakiś luzik powinien się wkraść do tej poważnej, kryminalnej tematyki…
A propos spraw poważnych, muszę na wstępie nawiązać do poprzedniej litery, czyli do Ł jak łapaj złodzieja, w której oficjalnie oświadczyłam, że moja rodzina zasadniczo ma szczęście, że mieszkam w najbezpieczniejszym miejscu na ziemi oraz że żadne złe siły się nas nie imają. Niestety, składanie takich publicznych deklaracji nigdy nie kończy się dobrze. Dokładnie tydzień po ukazaniu się tekstu na naszej spokojnej egzystencji położyła się cieniem dewastacja mojego, „bezpiecznie zaparkowanego na ulicy przed domem” auta. Koło trzeciej nad ranem grupa młodzieży, zapewne pod wpływem alkoholu (o czym świadczyły wydawane przez nich odgłosy), wyłamała mi wycieraczkę. Ale nie samo pióro – młodzież złamała metalowe ramię wycieraczki tuż przy nasadzie. W dodatku wybierając tę od strony kierowcy, co uziemiło mnie na długi czas, ponieważ lato, jakie jest, każdy widzi. A jazda w deszczu bez takiej wycieraczki grozi skrzywieniem kręgosłupa szyjnego na skutek ciągłego wychylania się w prawo aż do granicy napięcia pasów.
Od razu uprzedzę też wypowiadane pod nosem uwagi: „Przecież wystarczy taką wycieraczkę kupić i zamontować, co za problem?”. Otóż wycieraczki do mojego modelu Kii nie było w całej Polsce – ani w sklepach, ani na szrotach (tak, tak, dobrze się Państwo domyślacie – nie mówimy o najnowszym modelu), ani na Allegro. W serwisie Kia bardzo miły pan poinformował mnie, że owszem, da się taką wycieraczkę sprowadzić z Korei, za jakiś miesiąc powinna być, tyle tylko, że, jak to ujął, mogę być nieprzyjemnie zaskoczona ceną. Tak więc zarysowała się realna szansa, że oprócz utraty poczucia bezpieczeństwa, utracę również kupę kasy. Na szczęście mój przyjaciel, obeznany z możliwościami, jakie daje internet, wyszukał mi odpowiednią sztukę na Ebayu (za 14 dolarów 75 centów) i po czterech dniach przyleciała… z Huston, USA. Lekka abstrakcja.
Natomiast przy okazji zamawiania wyszła na jaw pewna okoliczność… Poproszona przez kolegę o dowód rejestracyjny, w którym chciał znaleźć jakieś konieczne do transakcji dane, wyjęłam dokumenty samochodu i dałam mu odnośny kartonik. Kolega wziął go w palce, obejrzał uważnie i w końcu spytał: „Co to jest?”. „Jak to, co? – zdziwiłam się. – Dowód rejestracyjny”. „Pogięło cię? – usłyszałam w odpowiedzi. – To jest TYMCZASOWY DOWÓD REJESTRACYJNY, ważny przez miesiąc od daty wydania”. Oczywiście nie muszę wyjaśniać, że jeździłam na nim przez mniej więcej pół roku…
Strasznie się rozgadałam, w dodatku nie na tematy kryminalne, a pointa jest taka: wystarczyło znaleźć się in the wrong place at the wrong time, żeby moje poczucie bezpieczeństwa poszło się bujać.
Tak więc literę Ł można sobie spokojnie wyrzucić do kosza… natomiast jeśli chodzi o M…
Gdzieś kiedyś przeczytałam, że miłość kryminałom nie służy. Że rozbija strukturę… Rozmydla akcję… Obniża napięcie… Zgoda. W końcu gdyby ktoś sobie chciał poczytać romans, to by kupił „Miłość nad rozlewiskiem” i na jakichś trzystu stronach oddał uczuciu. Ten, kto sięga po kryminał, nie oczekuje lukru, ckliwych westchnień i powłóczystych spojrzeń.
Ale za to, czego dowiedziałam się ostatnio ze zdziwieniem, oczekuje seksu. Mój znajomy – autor poczytnych kryminalnych powieści – usłyszał to wprost, kiedy podpisywał umowę na kolejną książkę. „Intryga intrygą – oświadczył wydawca – ale gdyby pan mógł trochę seksu dorzucić. Czytelnicy to lubią…”
No cóż, uważam się za czytelnika pełną gębą, a jednak nie pamiętam, żebym przerzucała strony kryminałów w poszukiwaniu „momentów”. Nie pamiętam również, żebym je w swoich książkach umieszczała. Kiedy pisałyśmy razem z Agnieszką Szczepańską, działałam raczej w odwrotnym kierunku – jako wewnętrzna cenzura. To dzięki mojej ingerencji w Zielonym trabancie zamiast opisu namiętnej nocy z rzeźbiarzem pojawia się „podwójny motyw zamkniętych drzwi” (które to określenie właśnie przed chwilą ukułam). Najpierw bohaterka oraz wspomniany wyżej rzeźbiarz znikają za drzwiami sypialni, a następnie, po odpowiednim upływie czasu, jedno z nich (o matko, nie pamiętam, chyba jednak on) wymyka się stamtąd cichaczem, żeby nie zgorszyć pozostałych hotelowych gości. Ciekawe, że mimo tych niewątpliwych braków, nasze książki cieszyły się całkiem dużym powodzeniem…
Niezależnie od indywidualnych gustów, miłość jako taka jest pojęciem bardzo pojemnym i zawiera w sobie, oprócz wspomnianego lukru, również takie elementy jak namiętność, zazdrość, zdradę oraz zemstę (za tę zdradę rzecz jasna). Czyli idealne wręcz motywy do popełnienia zbrodni (wytłuściłam to słowo, aby podkreślić, że ciągle krążymy wokół litery M).
Każdy głupi wie, że pierwsze pytanie, jakie zadaje policjant prowadzący śledztwo, brzmi: kto miał motyw? No coś mu trzeba odpowiedzieć… Dlatego pisarz musi ten motyw wymyśleć na wstępie, i jeszcze go w dodatku umiejętnie i wiarygodnie dopasować po pierwsze do mordercy, po drugie do ofiary. A obok chęci zysku zdrada, zemsta i namiętność to najlepsze preteksty, żeby dać komuś w łeb.
Ewentualnie palnąć w łeb samemu sobie, ale to chyba bardziej podchodziłoby pod literę S.
Brałam kiedyś udział w rozmowie w Dzień dobry TVN na temat tego, dlaczego pisarki kryminałów zabijają w swoich książkach. W ramach przygotowań do programu zaczepiłam znajomą psycholożkę i poprosiłam, żeby mi pomogła znaleźć odpowiedź na to podchwytliwe pytanie. Padło z jej strony kilka mądrych zdań, a o jednym staram się pamiętać zawsze, kiedy zaczynam szukać motywu morderstwa – w prawdziwym świecie, nie literackim, najczęściej zabijają ci, którzy nie potrafią kontrolować swoich emocji.
W tym kontekście zabijanie na kartach książek wydaje się dużo lepszym i bezpieczniejszym wyjściem. Zapewne odgrywa rolę terapeutyczną i nie zdziwiłabym się, gdyby również czytanie kryminałów miało podobny skutek. Natknęłam się kiedyś w internecie na krótką notatkę pod tytułem „Wielkanocna miłość do kryminałów”. Zaczyna się ona takim oto zdaniem: „Gdy w innych krajach piecze się ciasta, maluje pisanki, Norwegowie przed świątecznym wyjazdem do swoich domków nad fiordami i w górach zaopatrują się w stosy książek. Zwyczaj ten już stał się norweską tradycją, którą nazwano >>wielkanocną zbrodnią<<”. Z artykułu możemy się dowiedzieć, że sprzedaż kryminałów w Wielkim Tygodniu w Norwegii skacze o 500 procent. Według rankingów ONZ od wielu lat Norwegia znajduje się w czołówce najlepszych miejsc do życia. Kraj ten, jeden z najbogatszych na świecie dzięki ropie naftowej, ma też jeden z najniższych wskaźników przestępczości. Ciekawe, czy dzieje się tak dlatego, że Norwegowie brak przestępstw w prawdziwym życiu rekompensują sobie czytaniem o nich na kartach książek, czy może przestępstw jest tak mało, bo następuje rozładowanie emocji dzięki kryminalnej lekturze?
W każdym razie wygląda na to, że pisarze kryminałów w Norwegii mają życie usłane różami, czego o pisarzach kryminałów w Polsce nie odważyłabym się powiedzieć. Za to na pewno ci ostatni kochają to, co robią, i tak ujęta Miłość (przez duże M) jest zdaje się kryminałom najbardziej potrzebna.
Pozdrawiam wakacyjnie
K.
PS Do artykułu o miłości Norwegów do kryminału życie właśnie dopisało tragiczną pointę. Koszmar…
Katarzyna Gacek - z wykształcenia psycholog, pracy w zawodzie nie podjęła. Za to wyszła za mąż i nauczyła się gotować rosół, choć zup nie znosi. W następnej kolejności zajęła się hodowlą trójki dzieci, praniem, redagowaniem książek, sprzątaniem, zmywaniem, pisaniem felietonów i zapuszczaniem ogródka. Jak podkreśla, ta ostatnia czynność wychodzi jej fenomenalnie. Jest bardzo towarzyska, uwielbia gości. Kiedy przed dwoma laty zaprosiła przyjaciółkę na kawę, ta tak się zasiedziała, że napisały razem książkę, a konkretnie – bestseller. Z populacji wyróżnia się wzrostem, krótkowzrocznością i punktualnością wręcz obsesyjną. Lubi jazdę na rowerze, zwierzęta, czekoladę, Stinga i „Fandango”. Nie wyobraża sobie mieszkania w mieście. Stała felietonistka serwisu ZwB.
Autorka zaprasza do wymiany opinii i wrażeń k.gacek@zbrodniawbibliotece.pl