Nakładem Wydawnictwa Bellona i Agencji Wydawniczej Runa ukazała się właśnie nowa powieść Marcina Wełnickiego. Po przerażającym Śmiertelnym bogu pora na Testament Damoklesa. Co czeka nas podczas lektury tej książki? Ano oddajmy głos Autorowi.
Trudno jest zachwalać książkę, kiedy jest się jej autorem – łatwo popaść w przesadę i zacząć sobie schlebiać albo przeciwnie, krygować się jak panna i zasłaniać fałszywą skromnością. Jedyne wyjście, jakie widzę z tej podbramkowej sytuacji, które będzie w stosunku do czytelników uczciwe, to podzielić się uczuciami, szczerze, „od serca”.
No więc, Testament Damoklesa kosztował mnie cholernie dużo pracy – pisania, co oczywiste, ale i poszukiwania materiałów źródłowych; komponowania elementów różnych systemów wierzeń, filozofii, historii, literatury i popkultury w spójną całość.
Jestem bardzo dumny z tego, co udało mi się osiągnąć. W Testamencie… jest wszystkiego po trochu – fantastyki, sensacji, dramatu, historycznej spekulacji i kryminału z tajemnicą do rozwikłania. Będąc wielkim fanem klasyki, z twórczością Agathy Christie na czele, i zwolennikiem prawideł gatunku, trzymałem się żelaznej zasady broni Czechowa (jeśli w akcie pierwszym na ścianie wisi strzelba, to w akcie trzecim ktoś z niej wystrzeli) – myślę, że składanie elementów układanki wraz z bohaterami, zauważanie drobnych szczegółów, „przyłapywanie” postaci na kłamstwach sprawi czytelnikom wiele frajdy.
Wydaje mi się, że największą siłą Testamentu… jest dowolność, z jaką może do niego podejść czytelnik. Napisałem książkę o wartkiej akcji i szybkich dialogach (moim zdaniem, oczywiście!), i jeśli ktoś szuka tylko rozrywki po ciężkim dniu pracy czy nauki, to ją znajdzie. Jeśli chce czegoś więcej – zabawy historią i samą konwencją, odniesień do popkultury, do klasyki kryminałów i powieści szpiegowskich (mówiłem już, jak bardzo lubię kryminały i powieści szpiegowskie?), jeśli ceni symbolikę i leitmotivy, jednym słowem, jeśli szuka w lekturze intertekstualnej warstwy, to również będzie zadowolony.
Egzotyczna sceneria, ciekawi bohaterowie, przemieszanie mistyki i techniki… ale teraz rzeczywiście zaczynam popadać w autopromocję rodem z ulotki albo plakatu, więc może tutaj skończę. Mam nadzieję, że czytanie Testamentu… sprawi Wam tyle przyjemności, co mi jego pisanie.
Pozdrawiam,
Marcin Wełnicki
Marcin Wełnicki - prawnik, ukończył aplikację notarialną i studia socjologiczne. Tłumaczy gry planszowe dla Galakty, napisał wiele tekstów publicystycznych o filmach i grach, a także recenzji książek. Prowadzi blog około literacki „Biały Atrament”. Przez lata związany z polskim środowiskiem graczy gry fabularnej „Gasnące Słońca” (opublikował wiele artykułów fanowskich, w tym przygodę w czasopiśmie „Magia i Miecz”). Autor materiałów do gier fabularnych dla wydawnictw White Wolf, Hollistic Design i Red Brick. Twórca gier planszowych (m.in. „Zagłady Atlantydy”), które wciąż znajdują się w produkcji.
Publikował opowiadania w „Nowej Fantastyce” i „Science Fiction, Fantasy i Horror”, powieścią debiutował w 2010 roku („Śmiertelny bóg”).
Lubi fantastykę, zwierzęta i antropologię. W wolnym czasie szwenda się po europejskich muzeach (gdy ma za co) i polskich ostępach (znacznie częściej). Ma w planach zwiedzić Azję (i Afrykę, i...) i napisać o tym książkę. Wiele książek.
Mam bohatera, mam stylistykę, mam sztafaż. Tylko kogo zabić? - wywiad z Marcinem Wełnickim
Recenzje książek Wełnickiego na ZwB