We wtorek, 22 listopada rozpoczyna się Międzynarodowy Festiwal Kryminału 2011. Dzięki codziennym relacjom z Wrocławia publikowanym na naszym serwisie będziecie mogli poczuć się, jakbyście sami tam byli! Naszą tajną agentką na festiwalu jest Marta Matyszczak, która już po raz drugi zakwalifikowała się do udziału w Kryminalnych Warsztatach Literackich.
Kiedy rok temu jechałam do Wrocławia na Kryminalne Warsztaty Literackie organizowane w ramach Międzynarodowego Festiwalu Kryminału, nic nie było w stanie zmącić mojego niezachwianego przekonania, że oto zostałam wielką pisarką, względnie, zostanę nią w najbliższej przyszłości. Nawet minusowa temperatura w przedziale pociągu relacji Katowice – Wrocław Główny ani konieczność skorzystania z toalety marki PKP, gdzie jedną ręką musiałam podtrzymywać otwierające się na oścież drzwi, a drugą opadające okno, przez które wpadały do środka tumany śniegu, nie pozbawiły mnie dobrego samopoczucia.
Wielką pisarką oczywiście nie zostałam, ale tak znakomicie bawiłam się na Fes
tiwalu, że w tym roku znów postanowiłam spróbować swych sił w konkursie na opowiadanie kryminalne, które jest przepustką do tego zbrodniczego raju, jaki gości przez jeden listopadowy tydzień we Wrocławiu. Pomna ubiegłorocznego przecenienia mej radosnej twórczości, stwierdziłam, że muszę zwiększyć swoje szanse i spłodziłam nie jedno, a dwa opowiadania. Mało nie zdemolowałam komputera, chcąc go przytulić w szale radości, gdy na Portalu Kryminalnym odczytałam, że oba me wiekopomne dzieła (Śmierć literatką i Wieże Albionu) zostały zakwalifikowane do wymarzonych warsztatów.
Tym razem PKP okazało swe łaski. W wagonie grzało jak w piekle, ale zawsze lepsze to niż przymarzanie tyłkiem do fotela. Zasiadłam wygodnie i wyciągnęłam Polichromię Joanny Jodełki – powieść nagrodzoną w zeszłym roku Nagrodą Wielkiego Kalibru. Pani Joanna jest jednym z tegorocznych trenerów na naszych literackich zajęciach, więc postanowiłam przygotować się gruntownie na to spotkanie. Czytam, czytam i nic mi się nie zgadza. "Listopad tego roku był jeszcze bardziej listopadowy niż zwykle. Szpetność w pełnej okazałości, jakby na pokaz, z dumą. Liście nie tylko zdążyły już opaść, zdążyły też dopasować się do otoczenia, zatańczyć z błotem i zacząć powolny proces gnicia. Wszystko zresztą zaczęło wyglądać tak, jakby postanowiło się rozłożyć bardziej plugawo niż zwykle" [Polichromia, s. 7].
U mnie też wprawdzie listopad, ale słońcu jakby się przypomniało, że w wakacje za mało pokazywało swe oblicze i teraz próbuje nadrobić zaległości. Oślepiona jego blaskiem, podgotowana przypływem szczodrości pociągowego palacza, zerkam na mijane zielone pola i łąki. A z rozłożonych plugawo rzeczy mam w zasięgu tylko współpasażera, który wyciągnął długaśne kopyta i zatarasował przejście, chowając się za wielkimi, ciemnymi okularami.
Ponieważ moją walizkę mógłby spróbować podnieść jedynie jakiś światowej klasy ciężarowiec (gdyż uznałam za stosowne zabrać ze sobą połowę posiadanej biblioteczki w celu zdobywania autografów), nie miałam wyjścia i wzięłam z dworca taksówkę.
- Puru? - spytał grzecznie kierowca.
- Słucham? - zaczęłam podejrzewać, że szalony pociąg zbyt mocno się rozpędził i dowiózł mnie do jakiegoś egzotycznego kraju, gdzie posługują się nieznanym mi językiem.
- Puru? - powtórzył taksówkarz.
- A co to jest puru? - wgapiłam się w niego jak w święty obrazek.
- Taki hotel na Włodkowica – wyjaśnił.
- Nie, ja do Mleczarni. Taki hostel na Włodkowica.
Doszliśmy do porozumienia.
Taksówkarz był z tych gadatliwych, więc od razu wypytał mnie, skąd jestem.
- Ze Śląska? Pani powtarza za mną. Po sezonie zamień konia na hanysa. No, że taki pracowity! - wytłumaczył, widząc moją zdziwioną minę.
Zanim zdążyłam zastanowić się, czy powinnam się obrazić, już chciał wiedzieć, po co tu przyjechałam.
- Na Międzynarodowy Festiwal Kryminału?! Na co?! A co to?! To o książki chodzi?
Z błyskiem przerażenia zerkał na mnie we wstecznym lusterku. A na koniec objaśnił mi, że pojedziemy na około, bo:
- Pani, idź mi pani z nimi, tu wszędzie nakaz jazdy prosto jest, to jak ja mam skręcić?!
Nie wiedziałam, jak ma skręcić, więc zapłaciłam trzy dychy za tę przyjemność.
W Mleczarni już czekała za kontuarem przemiła pani kierowniczka tegoż przybytku i po pierwszym rzucie oka na mą osobę, zadecydowała:
- Kryminalistka!
Cóż się było spierać. Pani wyraziła jeszcze nadzieję, że będzie tu w końcu jakieś morderstwo, bo przecież wystrój już mają rodem z Agathy Christie. A i stara synagoga od podwórka też może przyprawić o dreszcze. Szczególnie po zmroku.
Wieczorem odbyło się spotkanie na szczycie pod przewodnictwem szefa wszystkich szefów w zacnej osobie Irka Grina. Przywitał nas wylewnie, po czym przybrał srogą minę i pogroził:
- Nie piszcie niczego na siłę! Lepiej nic nie piszcie, jak macie pisać na siłę!
Oddychając z ulgą, że już stworzyliśmy nasze sensacyjne minidzieła, na siłę czy też nie, i mogliśmy przyjechać do kryminalnego Wrocławia, zjedliśmy kolację i udaliśmy się na integracyjne piwo, by zaczerpnąć energii przed rozpoczynającymi się jutro warsztatami. Ze świadomością, że teraz będzie już tylko coraz bardziej zbrodniczo.
Marta Matyszczak

Międzynarodowy Festiwal Kryminału 2011 na ZwB
MFK 2011, dzień 3: Czy retro, czy w mieście, najważniejsze, że kryminał
MFK 2011, dzień 2: Niezwykli mordercy, dziennikarz detektywem oraz blondynki w akcji
MFK 2011, dzień 1: Kryminalne tortury, naukowcy od trupów i smakołyki Makłowicza
Pisarskie wspomnienie - Piotr Pochuro o warsztatach pisarskich na MFK 2009
Nagroda Wielkiego Kalibru - nominacje
Podróże kryminalne Roberta Makłowicza
Pierwsza Kryminalna Konferencja Bibliotekarzy
Wyniki konkursu na opowiadanie MFK 2011
Maj Sjowall gościem Międzynarodowego Festiwalu Kryminału Wrocław 2011
Alicia Gimenez-Bartlett Gościem Międzynarodowego Festiwalu Kryminału Wrocław 2011
Jan Costin Wagner odwiedzi Polskę
Międzynarodowy Festiwal Kryminału Wrocław 2010
Międzynarodowy Festiwal Kryminału Wrocław 2009