Przedstawiamy relację z pierwszego dnia Międzynarodowego Festiwalu Kryminału 2011. Oto jak opisała wtorek we Wrocławiu nasza specjalna wysłanniczka, Marta Matyszczak - uczestniczka festiwalowych Kryminalnych Warsztatów Literackich.
Kryminał podstępem wdarł się w mą podświadomość. Nawet tych kilku godzin słodkiego snu nie podarował i objawił mi nocną marę w postaci Marcina Świetlickiego prowadzącego warsztaty literackie. Zniekształcony przez niekontrolowaną wyobraźnię, pan Świetlicki, jakiś taki wielki i napompowany jak ochroniarz spod dyskoteki, przechadzał się pomiędzy ławkami wypełnionymi przerażonymi słuchaczami i złowrogo uderzał długą i giętką linijką we własną dłoń. Ze strachu obudziłam się zlana potem.
Całe szczęście Robert Ostaszewski, do którego grupy warsztatowej mam przyjemność należeć, okazał się osobą sympatyczną i niezwykle wyrozumiałą dla debiutanckiej, jakże radosnej twórczości. A każdy z moich współtowarzyszy kryminalnej (nie)doli to niezmiernie utalentowana postać.
Przez pierwszą część naszych czterogodzinnych zajęć pan Robert postanowił sprowadzić nas na ziemię. Jeżeli komuś wydawało się, że zostać pisarzem to jak bułka z masłem, został brutalnie oświecony. Autorów zarabiających tylko z pisania książek jest w naszym pięknym kraju w granicach... dwudziestu. Reszta musi szukać dodatkowych źródeł utrzymania, by nie przymierać głodem.
Co ma więc począć biedny uparty debiutant, któremu nijak nie da się przetłumaczyć, że nie tędy droga do fortuny? Najpierw, drobnostka, musi napisać książkę. Potem już będzie jedynie pod górkę. Nieszczęśnik udaje się ze swymi wypocinami do branżowego czasopisma, by te łaskawie zechciało wydać fragment dzieła. A takie na naszym rynku jest... jedno („Qfant”). Zagląda więc niezrażony do internetu. Tematyczne portale czekają... dwa (Portal Kryminalny i Zbrodnia w Bibliotece). Co odważniejsi walą zatem z grubej rury prosto do wydawców. I tu podstawową i niezbędną cnotą jest cierpliwość. Gdyż odpowiedź może nadejść po sześciu miesiącach albo i roku. Może też nie nadejść wcale. Gdy jednak widzimy po dwóch dniach mail zwrotny, zazwyczaj nie ma co się cieszyć. Pewnie wygenerowano go automatycznie i zawiera zapewnienia, że z przykrością, ale niestety, może innym razem...
Tak pocieszeni przeszliśmy do znęcania się nad... moją osobą. Moje kryminalne dzieło poszło na pierwszy ogień omawiania błędów i wypaczeń.
- Wie pani, pani Marto, ja tam lubię humor, ale pani to już przegięła, oj przegięła! - poinformował mnie pan Robert. Krwawe cięcia i bezwzględne poprawki nie ominą więc dopieszczonego opowiadania, by stało się czytliwe dla kogoś więcej niż dumnej i bladej autorki.
Na pierwszy festiwalowy wykład otwarty potruchtaliśmy po południu poprzez zapełniony kwiatowymi straganami plac Solny, by rozsiąść się wygodnie w klimatycznej kawiarni Literatka na wrocławskim rynku. Pod ścianą zastawioną pod sam sufit książkami ustawiono mini scenę. Po chwili wstąpił na nią pierwszy gość specjalny - Paweł Dunin-Wąsowicz. Postanowił on przybliżyć nam tajemnicze związki kryminału z literaturą fantastyczną i doszedł do wniosku, że są one luźne, marne i nijakie. Z wyciągniętej z plecaka kupki książek wygrzebał za to sporych gabarytów komiks pod tytułem Esencja, a następnie pochwalił się nieskromnie, iż sam stanowi pierwowzór dla jednej z postaci.

- Zostałem sfotografowany i wyrysowany! - oświadczył z dumą. Niestety jako ofiara, nie złoczyńca.
Dunin-Wąsowicz zachęcił nas również do zakupienia, jeżeli tylko znajdziemy w antykwariacie, pewnej powieści fantastycznej, w której główny motyw stanowi przeszczepianie mózgu goryla człowiekowi.
- Gdy czytałem ją ze znajomymi, tarzaliśmy się ze śmiechu po dywanie – zachęcał.
Zaraz potem na podium wkroczyła redaktorka Portalu Kryminalnego, Marta Łysek. Ciekawie i z pasją opowiadała o true crime, czyli rzeczywistej zbrodni opisanej w sposób literacki. Nakazała jednak współczuć autorom porywającym się na ten gatunek, gdyż muszą oni stanąć na głowie, by zaciekawić czytelnika. Pozbawieni są możliwości operowania elementem zaskoczenia. W true crime, w przeciwieństwie do zwykłego kryminału, z góry wiadomo, kto zabił.

Wraz z moją współlokatorką, rozleniwione wykładami, odmówiłyśmy piętnastominutowego spaceru na kolację, w zamian racząc się winem. Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie adorator, który zataczając się w wyziewach alkoholowych produkcji własnej, postanowił zakochać się w mej koleżance teraz i natychmiast. Poinformował ją, „łże jeszt malllarzem”, i nie mógł pojąć braku wzajemności względem swych gorących uczuć.

Pod wieczór wraz z centrum wydarzeń przenieśliśmy się z Literatki do Art Hotelu. Jeżeli zastanawialibyście się, co mówią zmarli - zakładając, że w ogóle mówią - to śpieszę donieść, iż naukowcy to wiedzą i nawet zdradzili nam rąbka tajemnicy. Zaczęło się całkiem niewinnie od cytatu z Simona Becketta o tym, że ciało ludzkie zaczyna rozkładać się po czterech minutach. Potem było już o wszelkiej maści robakach zżerających biednego nieboszczyka. I w ten klimat wpasował się dr hab. Maciej Trzciński, kryminalistyk i archeolog, opowiadając, jak na przestrzeni wieków traktowano zwłoki. Ujmując to w jednym zdaniu, ludzkość przeszła od kanibalizmu do relikwi. Jeszcze na początku XX w. na Dolnym Śląsku grasował podobno tak zwany Śląski Ludożerca. Miał on w zwyczaju zapraszać do domu bezdomnych, po czym zabijać ich, krajać, puszkować mięso i sprzedawać je na targu we Wrocławiu jako wołowinę. Trzciński udzielił nam też praktycznej wskazówki, iż do spalenia ludzkich zwłok chętny potrzebowałby około dwóch metrów sześciennych drewna. Tak tylko wspomniał, gdyby ktoś był zainteresowany...

Zaciekle walcząc o mikrofon, do głosu doszedł w końcu specjalista medycyny sądowej dr Łukasz Szleszkowski. Zapewnił, że wprawdzie, tak jak piekarz nie ogląda filmów o pieczeniu chleba, on nie ogląda kryminałów, ale czuje się zmuszony rozwiać mgłę kłamstwa i ułudy wiszącą nad tego typu produkcjami. Do lamusa wysłał piękną blondynkę z serialu, która przyjeżdża na miejsce zbrodni - jest to naturalnie luksusowa willa z błękitnym basenem - i po sekundzie dokonuje szczegółowych oględzin zwłok, które niezmiennie są trupem ślicznej, młodej i koniecznie gołej niewiasty. W szarej rzeczywistości ten hollywoodzki obrazek wygląda tak, że medyk sądowy nie ma gdzie własnej kurtki położyć, bo tu leżą zwłoki, tu odchody, a tam biega stado szczurów. Rozczarowanych muszę zaniepokoić jeszcze bardziej. Podobno obrysowywanie konturów spoczywającej na podłodze ofiary białą kredą również jest bajką wyssaną z palca.
I last but not least do akcji wkroczyła pani antropolog, mgr Agata Thannhauser-Wójcik. Ma ona tak przyjemną pracę, że jeździ na miejsca zbrodni, by na podstawie znalezionych kości, podać jak najwięcej informacji o zmarłym. Kiedy jednak przeszła do „ran rąbanych przy pomocy młotka” i do tego poczęła wyświetlać adekwatne slajdy, uznałam za stosowne schować się za fotel. Jednak różnica pomiędzy kryminalną fikcją literacką a prawdziwą zbrodnią jest znacząca.
Dla ukojenia naszych skołatanych nerwów za stołem pełnym wiele obiecujących rondelków stanął Robert Makłowicz i upichcił potrawy, jakimi pożywiał się niezapomniany Salvo Montalbano, sycylijski komisarz rodem z powieści Andrea Camilleriego. Makłowicz zastrzegł od razu, że mamy się cieszyć, iż wybrał prozę gorącego Południa, bo gdyby miał nam ugotować coś z kuchni skandynawskiej, to musiałby podać parówki z mikrofalówki. Stwierdził także, że Millenium Larssona to dziadostwo i kraje śródziemnomorskie w ogóle wiodą prym, nawet w zbrodni, która jest sterowana zmysłami, a nie zimna i wyrachowana jak na Północy.
Już wkrótce z patelni zaczęło cudownie pachnieć pierwsze danie – czarne risotto. Zbrodniczego koloru potrawie nadał tajemny składnik w postaci zamkniętego w woreczku atramentu kałamarnic. Wszystko zostało usmażone na oliwie, zgodnie z przekonaniami Włochów zamieszkujących południe kraju. (Ci z północy są zdeklarowanymi zwolennikami masła).
Makłowicz usprawiedliwił się wielbicielom powieści noir:
- Mógłbym zrobić coś z Chandlera, ale wtedy musiałbym ciągle pić.
Zdradził też, że pierwszą książką, którą sam sobie kupił, w wieku sześciu lat zresztą, był kryminał „Parasol pełen deszczu” Adama Bahdaja. Niestety nie było tam nic do jedzenia, gdyż były to czasy funduszu wczasów pracowniczych i zbiorowych stołówek z wiadomymi specjałami pseudokulinarnymi.

Nagle Makłowicz zdenerwował się, zerkając w dymiący garnek.
- Ryż w woreczkach to pornografia kulinarna! - zakrzyknął i łyknął wina przeznaczonego podobno do risotta. - Gdyby Bóg chciał, żeby ryż był w woreczkach, ten rósłby w woreczkach! Ale się wkurzyłem! - Znów sięgnął po kieliszek.
W obawie przed gniewem kuchennego mistrza oraz w trosce o stan jego trzeźwości, obiecaliśmy już nigdy, ale to nigdy nie profanować biednego ryżu woreczkami.
Drugim daniem tak chętnie spożywanym przez komisarza Montalbano, którego mieliśmy tego dnia spróbować, była ośmiornica w sosie. Niestety tylko co sprytniejszym udało się załapać na poczęstunek. My, grając kiszkami marsza, pomaszerowałyśmy na zupę dnia do Mleczarni.
A z szołmeńskiego występu Roberta Makłowicza zapamiętałyśmy, co następuje:
Schabowy to wynik epoki kartkowej i najgorsze wieśniackie świństwo nad świństwami.
Risotta przenigdy i nawet pod groźbą śmierci w męczarniach nie należy posypywać parmezanem.
Atramentu z kałamarnic w celu uzyskania czarnej barwy risotta nie należy zamieniać na pastę do butów, gdyż może nie sprawdzić się smakowo.
A z kryminałów należy czerpać wzorce. Nie jednak we wzajemnym się mordowaniu, a wypróbowywaniu opisanych przepisów kulinarnych.
Kryminalny dzień pełen wrażeń zakończył się niezwykle smakowicie.
Marta Matyszczak

Międzynarodowy Festiwal Kryminału 2011 na ZwB
MFK 2011, dzień 3: Czy retro, czy w mieście, najważniejsze, że kryminał
MFK 2011, dzień 2: Niezwykli mordercy, dziennikarz detektywem oraz blondynki w akcji
MFK 2011, dzień 1: Kryminalne tortury, naukowcy od trupów i smakołyki Makłowicza
Pisarskie wspomnienie - Piotr Pochuro o warsztatach pisarskich na MFK 2009
Nagroda Wielkiego Kalibru - nominacje
Podróże kryminalne Roberta Makłowicza
Pierwsza Kryminalna Konferencja Bibliotekarzy
Wyniki konkursu na opowiadanie MFK 2011
Maj Sjowall gościem Międzynarodowego Festiwalu Kryminału Wrocław 2011
Alicia Gimenez-Bartlett Gościem Międzynarodowego Festiwalu Kryminału Wrocław 2011
Jan Costin Wagner odwiedzi Polskę
Międzynarodowy Festiwal Kryminału Wrocław 2010
Międzynarodowy Festiwal Kryminału Wrocław 2009