MFK 2011, dzień 2: Niezwykli mordercy, dziennikarz detektywem oraz blondynki w akcji

23.11.2011

Za nami drugi dzień Międzynarodowego Festiwalu Kryminału 2011. Przedstawiamy relację naszej wysłanniczki Marty Matyszczak z festiwalowej środy.

Dobre kryminału początki

MFK 2011, dzień 1: Kryminalne tortury, naukowcy od trupów i smakołyki Makłowicza

Żarty się skończyły! Dzisiaj na warsztatach powiało grozą. Omawiane opowiadania tak mnie nastraszyły, że postanowiłam więcej nie zapuszczać się nigdzie samej po zmroku. Prawdziwa nienawiść Anny Hagiel to opowiadanie wiejskie, bynajmniej nie o sielskim klimacie. A Śmierć lubi pamiątki Anny Rozenberg przedstawia historię morderców handlujących narządami swych ofiar.

Otrząsnąwszy się nieco z szoku, dowiedzieliśmy się od Roberta Ostaszewskiego, że polscy autorzy powieści kryminalnych uprawiają następujące jej podgatunki: kryminał retro, współczesny kryminał miejski, kobiecy, krymi zgrywę oraz antykryminał. Jest więc w czym wybierać lekturę do poduszki, jeśli ktoś miałby kłopoty z zaśnięciem po wstrząsających opowiadaniach naszych koleżanek.

Atmosferę grozy podkręcić postanowiła dr Anna Gemra, przedstawiając nam cały szereg nietypowych morderców występujących w powieściach Agathy Christie. Nie należy więc mieć jakichkolwiek złudzeń. Z siekierą za rogiem może czaić się na nas: lekarz, choć to podobno zawód zaufania społecznego, kobieta, główny narrator książki, a nawet małe dziecko. A potem pani Gemra rozejrzała się nieznacznie po sali i westchnęła:

- A tam! Wasza wina, jeśli nie czytaliście Christie! I tak wam powiem! - i wyjawiła z tuzin zakończeń powieści królowej kryminału.

Tuż potem Marek Harny począł ubolewać, że dziennikarz to takie nie wiadomo co. Z jednej strony jest osobą publiczną reprezentującą społeczeństwo, a z drugiej amatorem w prowadzeniu śledztwa, który nie dysponuje kajdankami, spluwą czy pałą, przy pomocy których mógłby nakłonić świadków do zeznań.

Harny rozprawił się też z Millenium Stiega Larssona, któremu dokopał już wczoraj Robert Makłowicz.

- Kto jest świnią w Millenium? - zapytał retorycznie. Faceci, naturalnie. Larsson, według Pana Harnego, posłużył się stereotypowym schematem i nie ma tu co nad nim piać. Nasz gość wysnuł też puentę, że dziennikarz jest lepszy w pracy dochodzeniowej od policjanta, gdyż ma szersze perspektywy. A literaccy gliniarze to zazwyczaj głupie ćwoki.


Na panelu debiutantów tacy rozmarzeni warsztatowicze jak ja siedzieli z rozdziawioną buzią i podziwiali tych, którym już się udało wydać swą pierwszą książkę. A szczęśliwcami tymi byli: Aneta Modelska (List, który przyszedł za późno) i Jakub Szamałek (Kiedy Atena odwraca wzrok). Spotkanie odbyło się w niedawno otwartej księgarnio -kawiarni Speakeasy na wrocławskim rynku. Tak nazwa, jak i mroczne, klimatyczne wnętrza z czerwonymi pluszowymi fotelami nawiązywać mają do tajemniczych knajp, w których kiedyś sączyli whiskey członkowie mafii w Ameryce.

Jakub Szamałek zwierzył się nam, że napisał swój kryminał ze złości na ten gatunek traktujący o czasach starożytnych, a posługujący się archaicznym językiem w stylu: „zaliwżdy, swędzi mnie coś”. U niego postacie nie wahają się informować się nawzajem, że: „nie twój zasrany interes” albo że coś tutaj „piździ”. Szamałek przyznał też, że jeśli chodzi o sam proces twórczy, to pisze on jak zły szachista – jest w stanie przewidzieć dwa kroki do przodu – więc nie planuje z góry szczegółowo fabuły swojej powieści. 

Z kolei dzieło Anety Modelskiej mianowane zostało przez prowadzącego spotkanie Mariusza Czubaja „zwierzoczłekoupiorem”, gdyż zawiera ono w sobie wiele gatunków literackich i nie jest stricte kryminałem.

Ostatni występ tego wieczoru przypadł trzem blondynkom piszącym kryminały: Annie Fryczkowskiej, Joannie Jodełce i Gai Grzegorzewskiej, która przyznała, że zastanawiała się nawet nad tym, czyby na złość Irkowi Grinowi i wbrew tytułowi spotkania (Kryminał blondynek) nie przefarbować się na ten wieczór na czarno. Przepytywał literatki redaktor Krzysztof Varga.

Autorka Kobiety bez twarzy zwierzyła się nam, że nic tak jej nie usypia, jak seryjny morderca. Każdy, kto wieczorem stawia oczy w słup bądź ewentualnie liczy nałogowo barany, może więc wypróbować tę metodę. Fryczkowska przyznała też, że nowy kryminał jej autorstwa już powstał, jednakże z zupełnie nowymi bohaterami, a znana z poprzedniej książki Hanna Cudny przewija się jedynie w epizodach.

Również Joanna Jodełka szykuje nową gratkę dla wielbicieli gatunku, a nosi ona tytuł Kamyk. Pisarka wyjawiła też, że jednym z jej ulubionych detektywów jest pełen fobii Monk, czego Krzysztof Varga za nic w świecie nie mógł pojąć.

Gaja Grzegorzewska zdradziła rąbka tajemnicy w kwestii technicznej strony powstawania Orchidei, kryminału, który pisała wraz z Marcinem Świetlickim i Irkiem Grinem. W razie sporów, czy dane słowo pasuje w konkretnym miejscu, czy też nie, odbywały się podobno całkiem demokratyczne głosowania.


Spotkanie z kryminalnymi blondynkami co jakiś czas zakłócał krzyk z kąta pod barem:

- Nie zdradzaj! Nie zdradzaj!

To Marcin Świetlicki próbował powstrzymywać Krzysztofa Vargę przed wyjawianiem szczegółów powieści autorek, broniąc praw do przyjemności z zaskoczenia tych, którzy jeszcze nie czytali tychże utworów.

- Ja też przyjdę i ci rozwalę spotkanie! - odgrażał się w stronę kąta redaktor Varga.


Tego wieczora czekała na mnie i moją współlokatorkę jeszcze jedna niespodzianka. Na MFK przyjechała nasza koleżanka i współspaczka z zeszłego roku, Marta Jankowska. Jest ona chodzącym przykładem na to, że utalentowani, młodzi autorzy powinni brać udział w konkursach takich jak ten w ramach Festiwalu Kryminału. Marta spróbowała rok temu i już na początku przyszłego wyjdzie jej pierwsza powieść kryminalna pod tytułem Śledztwo.doc. Na szczęście nie przejęła manier wielkich gwiazd, poznała nas obie i poszłyśmy uczcić spotkanie do Literatki.

Wtorek zakończył się już w środę, a kolejne atrakcje tłoczą się już w kolejce.

Marta Matyszczak