Zbrodniarz, który zabił polski kryminał

27.10.2008

Dwunastymi  Krajowymi Targami Książki w Krakowie wstrząsnęła zbrodnia. Ktoś zamordował polski kryminał. I choć najlepsi śledczy długo debatowali nad tym, kto mógł to zrobić, sprawca pozostał niewykryty…

W drugi dzień targów, tj. 24 października 2008 roku, cztery wydawnictwa – superNOWA, Zysk i S-ka, W.A.B. i Dolnośląskie – zorganizowały dyskusję o historii i kondycji polskiej powieści kryminalnej. Wśród zaproszonych gości byli najznakomitsi pisarze gatunku - Krzysztof Kąkolewski, Marcin Wolski, Jacek Rębacz, Tomasz Konatkowski, Grzegorz Mathea oraz Konrad T. Lewandowski. Prowadzący spotkanie Wojciech Piotr Kwiatek rozpoczął je od pytania z tezą. Zapytał bowiem wprost: kto zamordował polską powieść kryminalną? Krótki rys historyczny wskazywałby na socjalistycznych ideologów. Po 1956 roku powieść kryminalna ukazywała się z rzadka. Literatura kryminalna utożsamiana była bowiem z uprawianiem kultu zbrodni, demoralizacją i zarażaniem przemocą. Dopiero z czasem przyznano jej prawo obywatelstwa w socjalistycznej kulturze masowej. Znaleziono bowiem sposób na wykorzystanie potencjału, jaki z sobą niesie. Czytywana masowo, niemal powszechnie, stała się naturalnym narzędziem propagandy. I choć w ten sposób kryminał ocalono, odebrano mu to, co najcenniejsze. Jego duszę. "Miejsce na ławie oskarżonych powinno się znaleźć także dla środowiska pisarskiego. Zaakceptowało ono bowiem w większości nakazy ideologów literatury i wcielało je w życie z wielką chwilami gorliwością. Na wyprzódki zakłamywano rzeczywistość, tworzono papierowe postacie, wmawiano, że białe jest czarne i odwrotnie" (Wojciech P. Kwiatek, Między rejestracją a kreacją, czyli jak zginął polski „kryminał”). Lata 80. XX wieku przyniosły otwarcie polskiego rynku wydawniczego na zagranicznych autorów, w tym zachodnich twórców sensacyjno-rozrywkowych. Ludlum, Follet czy Fleming wyparli z rynku kryminałów polskich autorów. Dopiero w latach 90. polska powieść kryminalna zaczęła odzyskiwać swoją świetność.

Zaproszeni do dyskusji goście nie tylko wspominali dzieje polskiej powieści kryminalnej, ale także dzielili się refleksjami co do jej kondycji, roli i pozycji w polskiej literaturze. Krzysztof Kąkolewski, autor Zbrodniarza, który ukradł zbrodnię, zwrócił uwagę na fakt, że do tej pory panuje wśród czytelników przekonanie, iż powieść kryminalną wstyd czytać. Traktowana jako niepoważna już w samym jej założeniu, utożsamiana jest z literaturą niskich lotów – niewyszukaną i masową. A przecież, wbrew temu wszystkiemu, dobrą powieść kryminalną wcale niełatwo napisać. Tak naprawdę bowiem autor kryminału musi wymyślić dwie fabuły – pierwszą, dotyczącą pomysłu na zbrodnię, i drugą, stanowiącą pomysł wykrycia zbrodni.

Marcin Wolski, autor EuroDżihadu, zwrócił uwagę na zgoła odmienną kwestię. Stwierdził bowiem, iż kryminał jako gatunek się skończył. Powieści zamknięte, w stylu Agathy Christie jawią się dziś jako nieco groteskowe. To, co twórcy powieści kryminalnych powinni więc oferować swoim czytelnikom to albo kryminały postchandlerowskie, ukazujące ciemną stronę życia, albo kryminały fachowe, pisane czy to przez byłych policjantów (np. Jeffery Deaver), czy to przez prawników (np. John Grisham). Z tezą Wolskiego zgodził się Grzegorz Mathea, podkreślając, że najbardziej wartościowe kryminały to właśnie te pisane przez fachowców. Przy okazji zwrócił uwagę na dwa trendy panujące wśród polskich czytelników – fascynację kryminałem retro i powoli rosnące zainteresowanie, raczkującym dopiero w Polsce, kryminałem z gatunku political fiction. Równocześnie pisarz podkreślił, że wbrew postawionej przez Wojciecha Piotra Kwiatka tezie, nie można mówić o śmierci gatunku. Kryminał, rozumiany nieco szerzej, również jako powieści sensacyjne czy political fiction, ma się naprawdę nieźle. I faktycznie, z roku na rok powstaje coraz więcej powieści kryminalnych, które cieszą się coraz większym uznaniem wśród czytelników. Nie tylko bowiem dostarczają one rozrywki, ale także zmuszają do głębszej refleksji. Mówił o tym, skądinąd nieczytający kryminałów, Konrad T. Lewandowski. Pisarz podkreślił, iż w okresie transformacji ustrojowej liczono, iż najważniejsi polscy pisarze zabiorą się za opisanie najważniejszych problemów wynikłych w jej czasie. Jednak współczesny świat jak był, tak pozostał nieopisany. Aż do czasu, kiedy pojawili się oni. Pisarze kryminałów. I ujęli to, co pozostawało nieujęte, dostarczając tym samym nam, czytelnikom, niebywałej literackiej przyjemności.

Anna Kutrzuba