Mon cheri Hastings! 4

17.11.2007

Relacja ze spotkania Oliwskiego Klubu Kryminału, na którym gościem miał być Leonid Józefowicz, laureat Honorowej Nagrody Wielkiego Kalibru.

Mój drogi Hastings! Poszedłem na spotkanie z rosyjskim autorem z ciekawości. Po pierwsze nie spotkałem się dotąd z rosyjskim kryminałem, a poza tym byłem ciekaw, jaki jest człowiek piszący kryminały, chciałem go, mówiąc obrazowo, „dotknąć”. Kiedy przyszedłem, pewny, że sala będzie już zapełniona, okazało się, że jest zaledwie paru ludzi – do siedemnastej pojawiło się w sumie jakieś piętnaście osób, czyli łącznie z prowadzącą spotkanie i pracownikami biblioteki było nas około dwudziestu. Pisarz... nie pojawił się, zaginął, rzec można. Jechał z Poznania (gdzie miał pierwsze spotkanie w ramach Festiwalu Kryminału) do Gdańska z żoną. W międzyczasie na trasie kolejowej zdarzył się wypadek, pod pociąg wjechał tir, zginął maszynista i jedna z pasażerek, a pociąg wiozący pisarza... zniknął. Przynajmniej tak poinformowano jedną z bibliotekarek, bo na pytanie, co się dzieje z pociągiem, PKP odpowiedziały, że nie wiedzą, gdzie on jest. To jedyne fakty, które udało się ustalić – a jak wiadomo, „fakty to podstawa”.

Paradoksalnie, nieobecność pisarza okazała się chyba najlepszą rzeczą, jaka mogła nas spotkać. Piszę „nas”, bo zaczynam się w OKK angażować, mimo upartego milczenia na klubowej stronie internetowej (tak, tak – muszę iść z duchem czasu, więc nauczyłem się obsługi Internetu. No bo co będzie, jak jakiś zbrodniarz będzie pisał maile, które potem będą kluczowym dowodem w sprawie, a ja nawet nie będę miał pojęcia o ich istnieniu i po prostu się ośmieszę. Już widzę minę Girauda, przecież tak był przekonany o swojej wyższości nad tym „biednym starym Poirotem” – a jednak wygrałem od niego te 500 franków!).

Ponieważ było nas mało, stoły ustawiono tak, by wszyscy mogli razem siedzieć i widzieć się nawzajem. Pojawiło się dobre, czerwone wino oraz kawa i herbata na życzenie. Zrobiło się przytulnie, kameralnie – co oczywiście nie było możliwe przy siedemdziesiąęciu osobach, a czego tak bardzo mi brakowało. I wiesz Hastings, nareszcie zaczęliśmy ze sobą rozmawiać. Na początku szło to trochę wolno – nie jest łatwo od razu dzielić się swoimi przemyśleniami z obcymi osobami – ale po chwili zaczęły padać propozycje dotyczące działalności OKK (być może kroi się wycieczka do klasztoru w Wigrach, wiesz, tym gdzie miała miejsce Śmierć w klasztorze), wymienialiśmy nazwiska osób, z którymi chętnie byśmy się spotkali i porozmawiali (głównie autorów powieści kryminalnych). Pojawiła się nawet żartobliwa propozycja zaproszenia Agaty Christie – ale jestem pewien, że ona i tak jest obecna. Wkrótce na stronie Klubu powinna pojawić się jakaś relacja – trudno to nazwać sprawozdaniem, to tak oficjalnie brzmi – ze spotkania, padł bowiem też pomysł stworzenia listy polecanych przez klubowiczów książek, które warto przeczytać. Nie sposób tego wszystkiego zapamiętać, a nie tylko mnie zainteresowali niektórzy pisarze i niektóre książki, więc dobrze by było, gdyby taka lista istniała fizycznie, dostępna dla wszystkich, nie tylko klubowiczów.

Nieformalnie więc możemy się nazwać Oliwskim Klubem Kryminału Dzięki Leonidowi Józefowiczowi. Ładnie brzmi? Mnie się podoba! Poirot