A dlaczego kryminał?

29.09.2009

Rozpoczynamy dziś publikację felietonów znanej pisarki Katarzyny Gacek napisanych specjalnie dla naszego serwisu. Cykl nosi tytuł (jakżeby inaczej?!): Kryminalny alfabet gacka.

A dlaczego kryminał? To drugie z najczęściej zadawanych pytań, które padają na spotkaniach autorskich naszego duetu Gacek/Szczepańska oraz w wywiadach podczas promocji kolejnych książek. Pierwsze brzmi: A dlaczego w duecie? Ale odłożymy je na razie na zsiadłe (z doświadczenia wiem, że i tak prędzej czy później wylezie). 

No więc tak. Z moją przyjaciółką, Agnieszką Szczepańską, piszemy książki określane jako kryminały. Lekkie, kobiece, ale fakt pozostaje faktem – pojawia się zbrodnia. W związku z czym każdy szanujący się dziennikarz oraz co drugi szanujący się czytelnik próbuje zgłębić, skąd się ta zbrodnia tam wzięła. Czasami, przyparte z Agą do muru, czujemy się prawie tak, jakbyśmy ją popełniły naprawdę, a nie tylko na kartach książki. „Skąd pomysł na intrygę?”, „Co panie zainspirowało?” i moje ulubione: „Czy opisując szuję Pawełka, wzorowały się panie na kimś ze swojego otoczenia?". Odpowiadamy więc zgodnym chórem, że wybór tej dziedziny literatury był dziełem przypadku. Przypadek ów pozwolę sobie Państwu przybliżyć.

Któregoś pięknego, letniego dnia, wygrzewając się na słońcu na tarasiku mojego podwarszawskiego domu, postanowiłyśmy napisać wspólnie powieść. Najlepiej w odcinkach. Najlepiej dla zaprzyjaźnionego babskiego tygodnika. Najlepiej za pieniądze. Szybciutko wymyśliłyśmy sympatyczną i łagodną jak baranek obyczajową intrygę, namachałyśmy chyba z pięć rozdziałów, których głównym składnikiem było gęste i słodkie jak ulepek życie rodzinne głównej bohaterki, po czym wysłałyśmy nasze dzieło do redakcji, oczekując zachwytów.

Po trzech tygodniach niecierpliwego obgryzania paznokci, wydzwaniania do sekretarek i wściekania się, jak redaktor naczelna śmiała akurat teraz pojechać na urlop, dostałyśmy wreszcie odpowiedź. Niestety, niezupełnie taką, jakiej się spodziewałyśmy. Naczelna, choć wróciła do pracy wypoczęta, opalona i pełna optymizmu, do naszego arcydzieła entuzjazmem nie zapałała. Na szczęście nie zapałała również wstrętem, co powinnyśmy traktować w kategoriach sukcesu. Jak na książkę właściwie fajne, stwierdziła łaskawie. Ale jak na powieść w odcinkach… nudnawe. Za mało dynamiki. Za mało akcji. Bo żeby czytelniczka chciała sięgnąć po następny odcinek, musi się coś DZIAĆ. Spróbujcie to, dziewczyny, jakoś przerobić.

Więc, niewiele myśląc, jedną z postaci ukatrupiłyśmy. Ten niewielki zabieg sprawił, że cała historia nagle wywróciła się do góry nogami i nabrała rumieńców, bo, paradoksalnie, nic tak nie ożywia opowieści jak porządny trup.

Wie o tym świetnie każdy pisarz kryminałów oraz każdy ich czytelnik, przy czym ten pierwszy najczęściej jest również tym drugim. Nie wyobrażam sobie, żeby pisać kryminały, nie lubiąc tego rodzaju literatury. Ja na kryminałach właściwie uczyłam się czytać. Moja mama pracowała wówczas w Krajowej Agencji Wydawniczej jako redaktor serii kryminalnej i przynosiła do domu stosy niewielkich książeczek wydanych na fatalnym papierze, z wściekle różową czwartą stroną okładki, które pociągały mnie niezmiernie. Do dziś pamiętam niektóre, mrożące krew w żyłach tytuły („Czarny koń zabija nocą”) i specyficzną atmosferę, w jaką wpadałam po uszy, czytając przy posiłkach, w pociągu do szkoły, pod ławkami na lekcjach, wreszcie kiedy mama gasiła mi wieczorem światło – z latarką pod kołdrą. Ponieważ problem z kryminałami polega na tym, że nie da się od nich tak łatwo oderwać. Czytając ckliwy romans lub fascynującą książkę przygodową, im bliżej końca, tym  bardziej zwalniamy, nie chcąc się zbyt szybko rozstawać ze światem, który zdążyliśmy polubić. Kryminał im dalej, tym czyta się szybciej. Lecimy do przodu, przerzucając nieuważnie kartki, żeby się jak najszybciej dowiedzieć, kto jest mordercą. Możemy sobie wtedy pogratulować, że dobrze obstawialiśmy sprawcę, albo głęboko zdziwić, bo ta osoba wydawała nam się absolutnie poza podejrzeniami. Tak czy inaczej, ostatnie rozdziały kryminału są najbardziej smakowite i mamy przy nich najwięcej frajdy, o ile nie popsuje jej nam złośliwe nastoletnie dziecko, które miało okazję przeczytać książkę przed nami i zaczyna nas bezczelnie szantażować tekstem: „Daj dychę, to ci nie powiem, kto zabił”.

Tak, literatura kryminalna jest niewątpliwie literaturą ekscytującą, wciągającą i dającą czytelnikowi najwięcej satysfakcji. A jeżeli macie Państwo jeszcze co do tego jakiekolwiek wątpliwości, zachęcam do pobuszowania po Zbrodni w Bibliotece. Satysfakcja poznawcza gwarantowana.

Katarzyna Gacek


Autorka zaprasza do wymiany opinii i wrażeń k.gacek@zbrodniawbibliotece.pl