B. Rychter, Złoty wilk¸ Warszawa: WAB 2009, s. 334. (mroczna seria)
W pozytywnej recenzji pierwszej książki Bartłomieja Rychtera Kurs do Genewy przypuszczałam, że kolejna książka tego autora będzie równie dobra. Pisarz mnie nie zawiódł! Ba, nawet mile zaskoczył, bo Złoty wilk jest powieścią zdecydowanie lepszą niż debiutancki kryminał, choć przecież i jemu niewiele można było zarzucić. Świadczy to o rozwoju warsztatu twórczego autora z Sanoka i jego coraz lepszym piórze.
W Sanoku końca dziewiętnastego wieku źle się dzieje. Makabryczny cykl zbrodni otwiera morderstwo rajcy miejskiego Antoniego Skwierzyńskiego, którego ciało zostaje odnalezione pod klasztornym murem. Nosi ono ślady wilczych kłów. Z czasem pojawią się kolejne ofiary, podobnie zabite... Na mieszkańców miasta pada strach. Czy po okolicy krąży bestia, wilkołak? Czy może to jednak człowiek jest sprawcą zbrodni, ale z premedytacją naprowadza śledczych na mylny trop? Jaki wpływ na sprawę mogą mieć przerażające wizje młodego nauczyciela Borysa Pasternaka, obdarzonego paranormalnymi zdolnościami?
W powieści Rychtera mamy do czynienia z wieloma interesującymi warstwami. Akcja rozgrywa się w ciekawie zarysowanych realiach: małe miasteczko, wielokulturowa społeczność, zabobony, strach. Dobrze oddana obyczajowość, skrupulatnie przedstawione zwyczaje i atmosfera miasta stanowią doskonałe tło dla wielu charakterystycznych postaci, uwikłanych w kryminalną intrygę. Spośród nich wybijają się dwie: wspomniany już nauczyciel Borys Pasternak oraz profesor Joachim August Hildenberg.
Pasternak jest osobą szczególną. Skromny młody nauczyciel z dziwną przeszłością. Jest uczciwy, dba o innych, nie jest obojętny na krzywdę. A właściwie jest na nią i nadciągające zło szczególnie uwrażliwiony. Zdecydowanie posiada zdolności, które pozwalają mu widzieć rzeczy, ludzi i zjawiska dla innych niewidoczne i tajemnicze. Pasternak ma też wizje związane z morderstwami. Nie wie, co one oznaczają, ale wizje są tak uporczywe i męczące, że decyduje się iść ich śladem. Szczególnie dręczył go obraz pewnych bliźniaczek: „Ciemność otworzyła się przed nim jak drzwi gościnnego domu. Zanim jeszcze zwrócone ku sobie bliźniaczki pojawiły się przed jego spowitymi snem oczyma, wiedział, co zaraz nastąpi. Ciemność zgęstniała, falowała tuż przed nim, rozstąpiła się i zobaczył to, czego się spodziewał. Dwie kobiety zastygłe w niekończącym się pocałunku, wspólny oddech, policzek przy policzku. Kobiety śniące wspólny sen. Śniące z otwartymi oczami. Zaczerpnął głębiej powietrza, szarpnął głową i ze wszystkich sił próbował wyrwać się ze snu. Bliźniacze oblicza nie zniknęły, przeciwnie, przybliżyły się tak, że mógł dostrzec pojedyncze włosy zachodzące na blade policzki i zieloną barwę nieruchomo otwartych oczu. W końcu zrozumiał. Dostrzegł to, co przez cały czas miał przed oczyma. To nie bliźniaczki, ale jedna kobieta, śpiąca z otwartymi oczami, z twarzą przytuloną do lustra. Kobieta śpiąca przy lustrze, nieruchome odbicie, bladobłękitna poświata zwielokrotniona w pobłyskującej tafli” (s. 59—60). Cóż ów obraz mógł oznaczać? Ku czemu wieść? Jaki miał związek z morderstwami? Sam Borys nie był w stanie tego dociec. Pomoc znajduje u profesora Hildenberga.
Ten zaś to naukowiec, nietuzinkowa postać, autorytet w wielu dziedzinach: medycynie, naukach ścisłych i przyrodniczych, etnograf badający Galicję i jej obyczaje. Z jednej strony człowiek, którego wiedzy Borys chyba może zaufać, a z drugiej – człowiek tajemniczy, może groźny... On to wyjaśnia Pasternakowi, że jego zdolności, choć rzadkie, są znane na świecie: "Są ludzie – tłumaczy – których uzdolnienia na razie wymykają się naukowemu poznaniu. To empaci, osoby szczególnie wyczulone na to, co niedostrzegalne dla innych, nadwrażliwcy obdarzeni wyobraźnią i dodatkowym zmysłem. Dorośli z wyobraźnią i ufnością małego dziecka, wrażliwi na to, co przychodzi ze sfery zamkniętej dla zwykłych śmiertelników” (s. 139). Do takich osób należy sanocki nauczyciel, widzący w swoich snach śmierci kolejnych ofiar. Jak to się dzieje, nikt nie wie. „Umysł nie zna granic. Nasza ciekawość, pomysłowość, nasz pęd do wiedzy sprawia – mówi profesor Hildenberg – że kiedyś poznamy wszystkie sekrety natury, nawet te, które dziś okryte są tajemnicą” (s. 79). Zanim jednak do tego dojdzie, należy wykorzystywać zdolności empatów i starać się odnaleźć sprawcę morderstw.
Kryminalna intryga i zagadka zostały u Rychtera dobrze skomponowane. Autor roztacza przed nami wiele możliwości, podsuwa tropy, które nas mylą, konsekwentnie kierując nas ku zaskakującemu rozwiązaniu zagadki. Ta okazuje się trudna. Cóż, „śledztwo zmierzające do schwytania szaleńca jest tym trudniejsze, że musi odsłonić motywy działania, które są sprzeczne z logiką, jaką kieruje się przeważająca większość ludzi” (s. 148). Złoty wilk jest dzięki temu naprawdę świetnym kryminałem, łączącym w sobie elementy powieści obyczajowej i paranormalnych motywów. Gorąco polecam.
Bibliotekarka
Bartłomiej Rychter, Złoty wilk - fragment
Prowincjonalny kryminał retro, czyli Rychter o swej nowej powieści
Wywiad z Bartłomiejem Rychterem Bilet do świata wyobraźni