Wszystko ma jakieś zakończenie

10.11.2009

H. Mankell, Chińczyk, przeł. E. Wojciechowska, Warszawa: W.A.B. 2009 (mroczna seria)

Nową powieść Henninga Mankella, jakże intrygująco zatytułowaną Chińczyk, trudno jest zaklasyfikować do konkretnego gatunku. Jest to zarazem historia sensacyjno-kryminalna, esej, jak i rozbudowana opowieść o świecie współczesnym, który nie potrafi uwolnić się od swojej przeszłości. Oczywiście, nie tyle analiza całej dostępnej nam rzeczywistości, raczej jej pewnych, szczególnie interesujących pisarza obszarów.

Podstawą fabuły jest bestialski mord na kilkunastu mieszkańcach pewnej małej szwedzkiej wioski Hejsövallen. Mord przerażający i zaskakujący. Dokonany z bezwzględnością i wyrafinowanym okrucieństwem. To współczesne zdarzenie, które trudno zrozumieć i wyjaśnić, jest punktem wyjścia zarówno do sięgnięcia wstecz, jak i do pójścia wieloma dodatkowymi ścieżkami rozmyślań. Jest pretekstem do refleksji nad kolonializmem, rozwojem niektórych krajów i ceną, jaką ludzkość zapłaciła za dzisiejszy stan świata. 

Powieść składa się z czterech części. Pierwsza koncentruje się na makabrycznych wydarzeniach w wiosce, działaniach policji i sprawie zamieszanej w to wszystko sędziny Brigitte Roskin. W tym fragmencie powieści opisy są na ogół wyważone, powściągliwe, charakterystyczne dla stylu pisarza. Obserwujemy działania policji, choć są one w sumie pokazane oszczędnie, z dystansu i ze sporą dozą krytycyzmu. Inną nutę do powieści wnosi postać sędziny. Zmęczonej życiem i pracą, rozczarowanej rodziną i światem kobiety. Ją poznajemy dosyć dobrze, bo jest ona w końcu osobą, która spina całość wydarzeń. Rozterki, wątpliwości, refleksje nad młodością i tym, co z niej pozostało, zostają przedstawione z wieloma szczegółami. Zwątpienie w sens pracy i prawa, które często nie jest sprawiedliwe. Zmęczenie codziennością i układami z mężem. Drobiazgi, introspektywne wglądy, myśli zaprzątające głowę. Kryzys wieku średniego narastający pod wpływem wydarzeń. Roskin prywatnie angażuje się w sprawę mordu, odkrywając przypadkowo, że w tej wiosce mieszkała kiedyś w rodzinie zastępczej jej matka. Angażuje się, szuka własnych śladów, wtrąca się w działania niechętnej temu policji. Przedstawia nawet swoje własne podejrzenia, które policja z różnych powodów bagatelizuje. Bawi się w prywatnego detektywa, po części z ciekawości, po części z poczucia sprawiedliwości, o którą zawsze stara się walczyć.

Druga część to głównie opowieść sięgająca w przeszłość, w XIX wiek. To historia o pogmatwanych losach pewnej chińskiej rodziny. O biedzie, wędrówce po świecie za chlebem, towarzyszącemu jej nieustannemu poniżeniu i idącej krok w krok śmierci. Opowieść o nienawiści, która rodzi się, narasta i zdaje się być w jakiś dziwny sposób utrwalana w genach. Naturalistyczne opisy, silne emocje. Dużo konkretów i negatywnych obrazów. Mankell opisuje tamten świat w sposób, który ma w nas wywołać odpowiednie reakcje. Podkreśla tragiczność jednych losów, upraszcza i podporządkowuje schematom inne, znajduje niejasne wytłumaczenie dla pełnych okrucieństwa czynów, nad innymi przechodząc do porządku dziennego. Tworzy tło, przygotowuje swoiste uzasadnienie dla kolejnych wydarzeń.

Trzecia część to powrót do czasów współczesnych. Dalsze losy śledztwa, tego oficjalnego i tego prywatnego. Epizod z pełnego wydarzeń pobytu Roskin w Pekinie. Ostatnia, czwarta część, zaczyna się dramatycznymi wydarzeniami związanymi z Hong Qui i Yan Banem, wpływowym chińskim rodzeństwem, z którymi zetknęła się Roskin w Chinach. Jest tu zawarte ostateczne wyjaśnienie sprawy i bardzo dynamiczna, sensacyjna końcówka.

Bardzo tego wiele, jak na jedną powieść. Zmiany tempa, zmiany nastroju, zmiany stylu. Różni ludzie i różne związane z nimi historie. Wszystko bogato polane sosem rozważań, pełnych ideologicznych odniesień. Wydaje się, że ta książka jest częścią swoistego credo pisarza. Pesymistyczna, jak większość jego twórczości, głosząca pochwałę walki o lepszy świat. Dla autora jest to wyraz idealizmu, jemu to przypisuje swoje lewicowe sympatie i zauroczenia. Widzi go we fragmentach pism i wypowiedzi przewodniczącego Mao. W pochwale osiągnięć Państwa Środka, która uwypukla to, co dobre, jednocześnie umiejętnie bagatelizując to, co złe. Jak mówi jedna z bohaterek, nie ma co zarzucać Chińczykom łamania praw człowieka (np. wyrafinowane mordowanie więźniów strzałem w tył głowy), skoro w krajach demokratycznych też nie są one do końca przestrzegane. Z tym że konkretom przeciwstawia się tu ogólniki. Mankell, świadomie lub nie, nieraz korzysta z tej metody. Kiedy chce nas poruszyć, przedstawia konkret, kiedy chce coś wytłumaczyć i złagodzić, sięga po uogólnienie. Przy spojrzeniu z dystansu znika cierpienie, nieszczęście, ból konkretnego człowieka, pozostają dobrze brzmiące hasła i wyrafinowane myśli.

Powieść Mankella może wywoływać różnie odczucia. Nie występuje on w niej bowiem jako humanista, człowiek wrażliwy. Zdaje się różnie traktować życie ludzkie, nad jednym pochyla się z troską, nad innym przechodzi z obojętnością. Znajduje jakieś zagmatwane uzasadnienia dla pozbawiania innych życia w imię słusznej idei. Odnosi się wrażenie, że zabijanie, rewolucyjny terror jest brane pod uwagę jako sposób rozwiązywania konfliktów społecznych, cena za postęp i rozwój. Pisarz ciekawie porusza tematy związane z rozwojem współczesnych Chin, z tym, co w nich jego zdaniem jest dobre, a co złe. Konfrontując te opinie z obszerną literaturą dotyczącą tego kraju, widzimy, że jest to jednak widzenie pełne sprzeczności i nie do końca wyważone. Rewolucja Mao zapewniła podobno biednym chińskim chłopom awans, pozwoliła spełniać im marzenia, dała im własną parę spodni i koszulę, wyzwoliła z feudalnego ucisku. Ale przecież dzisiaj pracują za grosze w firmach, które są ucieleśnieniem krwiożerczego kapitalizmu, a nad którymi kontrolę sprawuje Partia. Oni mają spodnie i koszulę, biznesmeni partyjni limuzyny, konta, wille i futra. Wolność osobista jest tak naprawdę fikcją. Nawet główna bohaterka tej powieści, sędzia Roskin, przebywając w Pekinie, niczego nie może być pewna. Nie czuje się tam bezpiecznie, a stopień inwigilacji jest niespotykany w przeciętnym państwie demokratycznym. Mankell często zauważa jakieś negatywne konsekwencje działań, ale stara się znaleźć dla nich racjonalne wytłumaczenia. Nawet tam, gdzie ich po prostu nie ma.

Powieść nie pozostawia obojętnym, zachwyca fragmentami dynamicznymi, trochę rozczarowuje fragmentami ukierunkowanymi na wywołanie konkretnych odczuć. Jest jednak ciekawa, nieszablonowa, zmienna. Nie jest łatwa w odbiorze. Mankell idzie mocno w kierunku literatury zaangażowanej i chyba świadomie podejmuje związane z nią ryzyko. Dobra literatura bowiem, poruszająca sprawy ponadczasowe, potrafi przetrwać lata, literatura zaangażowana jest skażona teraźniejszością i rzadko opiera się działaniu czasu. Ciekawe jak będzie z Chińczykiem.

Damian Kopeć


Henning Mankell, Chińczyk - fragment 


Newsletter