I. Grin, Pan Szatan, Warszawa: Świat Książki 2007, s. 368.
Jak to więc jest: Szatan istnieje czy nie? Kogo to nie zastanawia?... Sama postać, jedna z kluczowych dla ludzkiej kultury i cywilizacji, stała się bohaterem setek, jeśli nie tysięcy opracowań i dzieł literackich, zarówno ideologicznych, religijnych, jak i społecznych czy egzystencjalnych. Co takiego fascynuje w tej postaci? Co mówi nam ona o nas samych? Pozwala dostrzec tkwiące w nas zło, jak chcą moraliści? Czy może raczej jest symbolem zakorzenionej w nas chęci zgłębiania natury ludzkiej i możliwości poznania, jak chcieli romantycy? Kim lub czym może być Szatan dzisiaj?
Pierwszym z tomów wzmiankowanej kolekcji były Trupy polskie. Wspominam o nich nie bez powodu, tam bowiem po raz pierwszy poznaliśmy Józefa Marię Dyducha, właściciela agencji detektywistycznej Inkwizycja, który stał się głównym bohaterem Pana Szatana. Już w krótkim opowiadaniu Bezpański pies Dyduch dał się poznać jako bezkompromisowy detektyw z niepokorną duszą, walczący nie tylko ze zbrodniarzami, ale i z samym sobą. W Panu Szatanie Dyduch – co prawda ironicznie i w sytuacji trudnej – mówi o sobie: „W życiu mi się nie układa, poza gwizdaniem nie wpadłem w żaden nałóg, nawet pić wódki się nie nauczyłem, mój związek z kobietą przeżywa chyba kryzys, moja wiara nie jest już taka mocna jak kiedyś, chciałem przemyśleć kilka rzeczy, gdyż jestem typem refleksyjnym” (s. 115). I o ile nie we wszystkie elementy tego autopodsumowania należy wierzyć, to na jedno warto zwrócić uwagę – to zdecydowanie typ refleksyjny. Człowiek, który nie przechodzi obok różnych wydarzeń bez chwili namysłu, taki, którego rzeczywistość rani. Niezwykle inteligentny, ironiczny, z zasadami, które we współczesnym świecie wprawiają w osłupienie (a zaskoczyć prostytutkę Marię nie jest łatwo), wegetarianin, co to nie znosi mężczyzn w niemodnych marynarkach (no i słusznie ;-), staje naprzeciw największej grozy naszych czasów – terroryzmu. Musi sobie przy tym odpowiedzieć na pytanie, czy istnieje szatan.
Terroryści przekonują, że tak. Główny antagonista detektywa Mahmud Bezimienny Al-Szejtan-Al-Ragin, czyli Szatan, działa z determinacją prawdziwych wyznawców Allaha. I choć mówi o sobie „Szparag. Pan Szparag” (s. 116), nie ma on w sobie nic komicznego i bynajmniej nie działa cywilizowanymi środkami, jakimi posługuje się agent Jej Królewskiej Mości. Intryga osnuta wokół kilku zabójstw, upozorowanych na rytualne, kieruje w stronę pytań ważniejszych niż tylko to, kto zabił. W powieściowym zderzeniu religii i kultur nie znajdziemy łatwego rozróżnienia na dobro i zło, zwłaszcza jeśli z uwagą rozważymy celne odniesienia do historii Kościoła („Dominikanin musi sobie raz w życiu coś spalić”). Jakby nie było, życie lubi stroić sobie żarty.
Przenikliwe spostrzeżenia, doskonała znajomość tematu, wartka akcja, niebanalna intryga, atmosfera ciężka, zagęszczona, momentami perwersyjna i ostra – wszystko to sprawia, że książka Irka Grina zapada w pamięć, a jej przeczytanie rzeczywiście daje satysfakcję.
Bibliotekarka