J. Zeh, Ciemna materia, przeł. S. Lisiecka, Warszawa: W.A.B 2009, s. 390.
W pewnym świecie żyją dwaj fizycy Oskar i Sebastian, żona i syn tego ostatniego, umierający komisarz policji Schilf, kobieta komisarz policji Rita Skura i parę innych drugoplanowych postaci. Każdy z bohaterów ma też swój świat i inaczej postrzega rzeczywistość. Każdy patrzy z innej, bynajmniej nie zbieżnej, perspektywy na zdarzenia, które być może zaszły, a być może nie. Co prawdopodobnie wiadomo: dochodzi do porwania małego Liama, syna Sebastiana, Sebastian zabija pewnego mężczyznę, ktoś prowadzi śledztwo. Czy jednak na pewno? Czy można powiedzieć, że żyjemy w jednej rzeczywistości? Albo czy są możliwe morderstwa za pomocą wehikułu czasu? Czy w ogóle możliwe jest spotkanie się w czasie i przestrzeni?
Cóż, „Rzeczywistość – jak myśli Sebastian – to wyłącznie umowa między sześcioma miliardami partii” (s. 89) i takie przesłanie niesie powieść Juli Zeh, autorki takich książek, jak Orły i anioły, Cisza jest dźwiękiem czy Instynkt gry. Zeh to z wykształcenia prawniczka, studiowała w Lipsku, a pracowała w Nowym Jorku i w Krakowie. Była wielokrotnie nagradzana i tłumaczona na kilkanaście języków. Po przeczytaniu Ciemnej materii nikt nie będzie miał wątpliwości, skąd bierze się taka popularność i uznanie dla tej pisarki. Powieść właśnie wydana w Polsce to prawdziwy popis umiejętności posługiwania się literackim językiem oraz tworzenia niebanalnych postaci i efekt świadomości tematów ważnych.
O czym jest tak naprawdę Ciemna materia? Z jednej strony to książka po prostu o śledztwie. O tym, co się dzieje, gdy dochodzi – prawdopodobnie – do zbrodni. O tym, z czym mają do czynienia osoby badające zdarzenia. Detektywi, którzy muszą wyobrazić sobie możliwe scenariusze, założyć, że coś się mogło jakoś zdarzyć, a ktoś mógł mieć takie czy inne intencje. Muszą przyjąć, że rozwiązań i scenariuszy może być wiele. To, jaki z nich wybiorą, będzie zależało od wielu czynników: nie tylko od dowodów, ale też od... sytuacji życiowych śledczych, od tego, do czego w życiu dążą, od wyznawanych filozofii, od tego, jak rozumieją swoje spotkania z drugim człowiekiem, jak postrzegają innych.
Weźmy przykładowo jedną z ważnych powieściowych relacji: między Sebastianem-mordercą a Schilfem-śledczym. Sebastian, fizyk, którego życie jest rozdarte między Oskarem a żoną i synem Liamem, między poczuciem realności a zwątpieniem, jednym światem a drugim, „już od dawna zna to straszliwe uczucie, że we własnym życiu jest tylko gościem” (s. 66). Jest rozchwiany, niepewny siebie, nie wie, co się z nim dzieje, i poddaje się zdarzeniom, jakie następują. Jego próby dojścia do prawdy o sobie można podsumować jego własnymi słowami: „Człowiek to dziura w nicości” (s. 149). Niebyt.
Schilf zaś to również postać na skraju drogi życiowej – umierający, ale jednak umiejący docenić życie. Ceniący je w każdym tak mocno, jak szybko sam zmierza do swojego kresu. Potrafiący dostrzec w ludziach ich największą wartość. „Mimo długoletniego doświadczenia zawodowego przebiega w nim lekki dreszcz na widok ludzkiego losu wyrażonego taką stertą papierów [dokumentacji]. Każdy dokument, który otwiera, to przecięcie się jego życia z życiem nieznanego mu człowieka” (s. 189). A każde spotkanie jest dla niego ważne, dlatego postanawia uchronić Sebastiana. „To dla mnie wielki człowiek. Jeden z gatunku tych, którym jesteśmy coś winni” (s. 269). Dlaczego? Nie wiadomo, ale z przecięcia się dróg tych dwóch mężczyzn wiele dobrego dla nich obu wynika. I kształtuje kierunek śledztwa. Tak prawdopodobnie uwarunkowane jest każde śledztwo.
Z drugiej strony jest to książka o wypełnianiu życia historiami, narracjami. Jak to mówi Oskar, „Cher ami, jest życie i są różne historie. Przekleństwo człowieka polega na tym, że kiepsko odróżnia jedno od drugiego” (s. 279). W co należy wierzyć? Czy życie to opowiadanie historii? A każda historia to świat równoległy? Czy może historie wynikają z materii życia i to ono jest pierwsze... „Człowiek, który nie pyta siebie, kim jest, nie zna się na sztuce opowiadania historii” (s. 159) – czytamy w książce, ale być może ten, kto się nie zna na sztuce snucia opowieści, nigdy nie dowie się, kim jest. I może dlatego powstają książki.
Cóż, nie znajdziemy łatwo odpowiedzi na te pytania. Jak to mówi pewien łowca motyli w Ciemnej materii: „Taka jest natura. Labirynt karykatur i min. Jedno drugie wodzi za nos” (s. 99). A cała zabawa polega na tym, by dobrze przeprowadzić własne śledztwo...
Bibliotekarka
Juli Zeh, Ciemna materia - fragment
Jeśli coś jest za trudne, by to zrozumieć, trzeba to pokochać - wywiad z Juli Zeh