Dzienniki Sherlocka Holmesa

01.12.2009

A. C. Doyle, Dzienniki Sherlocka Holmesa, przeł. A Krochmal, R. Kędzierski, Warszawa: Wydawnictwo REA 2009, s.376

Sherlock Holmes jest bez wątpienia jednym z najlepszych detektywów, jacy kiedykolwiek pojawili się w literaturze. Razem z Herculesem Poirotem, powołanym do życia przez Agathę Christie, należy do grupy najbardziej rozpoznawalnych bohaterów literackich w twórczości kryminalnej. Co takiego ma w sobie ta postać, że mimo upływu wielu lat od powstania serii powieści i opowiadań, w których się pojawiała, wciąż fascynuje czytelników na całym świecie? Czy chodzi o trafne wyciąganie wniosków z pozornie mało istotnych obserwacji? Umiejętność oddzielania informacji przypadkowych od istotnych faktów? Czy może o to, że nie ma sprawy tak beznadziejnie zagmatwanej, żeby nie można jej było rozwikłać? Dzienniki Sherlocka Holmesa to zbiór kilkunastu interesujących opowiadań, w których wielkiego detektywa ponownie można obserwować w akcji i które niejednokrotnie zadziwią czytelnika niezwykłymi zdolnościami Sherlocka.

Holmes pojawił się w literaturze kryminalnej w 1887 roku, w powieści Studium w szkarłacie. Wyszła ona spod pióra szkockiego lekarza i pisarza, sir Arthura Conana Doyle'a. Sherlocka podziwiać można również w Psie Baskerville'ów, Znaku czterech, Dolinie trwogi oraz w licznych opowiadaniach kryminalnych. Doyle nie ograniczał się tylko do tworzenia niezapomnianych literackich zagadek – pisał też książki historyczne, a nawet fantastyczno-naukowe.

Dzienniki Sherlocka Holmesa to zbiór jedenastu opowiadań, w których oddany przyjaciel wielkiego detektywa, doktor Watson, dzieli się z czytelnikami szczegółami kilku spraw, które rozwiązywał Holmes. Każde z nich obrazuje nie tylko ciekawy przypadek z zawodowej kariery Sherlocka, ale i dostarcza paru interesujących szczegółów dotyczących życia samego detektywa. Czytelnik może dowiedzieć się, w jakich okolicznościach Holmes zdecydował się zająć na poważnie rozwiązywaniem zagadek kryminalnych, jak wielkie zdolności do analizy problemów posiada jego o siedem lat starszy brat Mycroft i kiedy doktor Watson widział Holmesa "po raz ostatni". Każda z historii to odrębna zagadka, którą czytelnik stara się rozwiązać razem z detektywem, choć nadążanie za tokiem myślenia Holmesa nie jest wcale prostą sprawą. Co szczególnie ciekawe, a niektórym wydać się może wręcz nieprawdopodobne – czasem i wielki Sherlock się myli. Jak doszło do tego niecodziennego zdarzenia? Odpowiedź oczywiście znajduje się w książce.

Uważam, że tworzenie dobrych i zajmujących kryminalnych opowiadań jest równie trudne, jak napisanie paręsetstronicowej dobrej kryminalnej powieści. Przed pisarzem staje prawdziwe wyzwanie – jak stworzyć spójną intrygę, podrzucać tropy czytelnikowi, by sam próbował ją rozwiązać, i jednocześnie zaskoczyć w finale niespodziewanym obrotem sprawy – a wszystko to zawrzeć w kilkunastu stronach opowiadania. Ogromnie byłam ciekawa, jak na tle tego wyzwania spisze się Doyle, mając do dyspozycji tak wspaniałego i utytułowanego detektywa.

Przyznam, że po przeczytaniu wszystkich zamieszczony w zbiorze opowiadań, pozostał mi pewien niedosyt. Każde z nich jest napisane jak najbardziej poprawnie i samo w sobie stanowi studium interesującego przypadku. Ale tylko w niektórych pozostawiono czytelnikowi możliwość samodzielnego zmierzenia się z zagadką, dając mu dość informacji, by mógł na własną rękę przeprowadzić proces dedukcji.

Moim zdaniem najlepiej z całego zbioru Dzienników Sherlocka Holmesa wypadają dwa opowiadania: Srebrna gwiazda i Traktat morski. Dość tu wskazówek dla miłośnika kryminałów o sprawnym umyśle, choć ich wykorzystanie nie jest proste. Natomiast w przypadku Glorii Scott czy Garbusa czytelnikowi nie pozostawiono za wiele miejsca na snucie własnych teorii, zatrzymując większość ważnych faktów aż do finału. Niestety, nieco irytowały mnie sytuacje, gdy Holmes zaskakiwał błyskotliwym wnioskiem, którego sam czytający odkryć nie może. A nie może dlatego, że – jak się za chwilę okazuje – musiałby być naocznym świadkiem opisywanych wydarzeń, aby zwrócić uwagę na pewne szczegóły, których narrator skwapliwie mu oszczędza.

Holmesa nie można nie znać. Można go mniej lub bardziej podziwiać, porównywać do innych literackich detektywów z lepszym lub gorszym dla niego wynikiem – ale trzeba dać mu szansę. Nieraz zadziwi, nieraz zaciekawi, a może i nawet przerazi tym, jak wiele można wyczytać z czyjegoś postępowania, z twarzy, ubioru czy zwyczajów. Holmes twierdzi, że „nie potrafi się oprzeć pokusie wprowadzenia odrobiny dramatyzmu” (s.337). A czytelnik na pewno nie będzie potrafił oprzeć się pokusie poznania kolejnych przygód detektywa.

Marzena Gawlak