Chodzi o to, żeby ich zabić i wiać, nie?

02.12.2009

M. Casariego, Mnie nie kupisz, przeł. T. Pindel, Kraków: muchaniesiada.com 2009, 214 s.

Powieść hiszpańskiego pisarza Martina Casariega (rocznik 1962, autor kilku powieści, tłumaczonych na wiele języków) rozpoczyna znakomicie się zapowiadającą serię Puzzle, w której wydawca prezentować będzie literaturę bawiącą się gatunkowymi konwencjami, książki z pogranicza kryminału, fantastyki i sensacji. Mnie nie kupisz reklamowane jest jako „pierwszorzędny czarny kryminał (w duchu Chandlera i Hammetta), namiętny romans (absolutnie nie w duchu Harlequina) i znakomity portret madryckiego półświatka, a wszystko to obficie podlane humorem i ciętą ironią” – po lekturze książki powinienem właściwie poprzestać na stwierdzeniu, iż wszystko to prawda.

Historia opowiedziana w tej powieści jest nadzwyczaj prosta i wcale niespecjalnie nowatorska: zdrada, miłość, zemsta – wszystko to już było. Mimo to tekst hiszpańskiego autora czyta się jednym tchem. Max, zwany Kulawym, siedzi w bożonarodzeniowy wieczór w jednym z madryckich barów i opowiada o wydarzeniach ostatnich kilku dni. Wraz ze spotkaniem dawnej ukochanej, Elsy, rasowej femme fatale („Wszyscy zabici, a ja taka nieuczesana”, s. 202 – czyż to nie urocze?), wracają wspomnienia o lepszych czasach, zakończonych zdradą jednego z najbliższych przyjaciół (to jemu narrator zawdzięcza ksywę) i odejściem dziewczyny. I rozpoczynają się kłopoty, okraszone padającym tu i ówdzie trupem. Przyszła pora na wyjaśnienie kilku zagadek i odpłacenie za zdradę.

Max nie jest w najwyższej formie, ale… „Powinniście go zobaczyć w jego dobrych latach – mówi Garcia, gangster odpowiedzialny za inwalidztwo głównego bohatera. – Miał klasę, był zimniejszy niż zamrażarka z pięcioma gwiazdkami i szybszy niż grzechotnik. […] Nerwy miał mocniejsze niż konstrukcja wieży Ajfela. […] To była maszyna, kurde. Widzieliście Blejdranera? No to ten cały android, blondas taki, Rutehauer, to przy nim ciota jest, cienki bolek, nowicjusz od Serca Jezusowego” (s. 192). Sam „Czakmoris” to przy nim „cienki barszczyk”. Mimo że sporo pije, potrafi wciąż posługiwać się bronią, zna się na niej przednio i gdy trzeba, robi z niej dobry użytek. W trudnych sytuacjach nadal zachowuje zimną krew i reaguje jak na głównego bohatera czarnego kryminału przystało – zdecydowanie lub z wisielczym i lekko cynicznym humorem. I wszystko byłoby dobrze, gdyby nie kobiety… Oprócz wspaniałej, pięknej i ekstrawaganckiej Elsy jest jeszcze jej młodsza siostra, z pozoru naiwna i „stosunkowo” niewinna. Rzecz jasna po Chandlerze i Hammetcie nikogo nie dziwi fakt, że tylko „z pozoru” i „stosunkowo”.

Największym walorem powieści jest zawarty w niej humor – dzięki niemu kryminał Casariega staje się co prawda mniej „czarny”, ale za to bardziej zapada w pamięć, trudno bowiem zapomnieć tekst, przy którego czytaniu naprawdę trudno się szczerze nie uśmiechać. Dodatkowy plus należy się omawianej książce za interesujący projekt graficzny serii – zarówno skład, jak i okładka mimo pozornej prostoty robią świetne wrażenie i wyróżniają się na tle innych kryminalnych pozycji.

Bibliotekarz

 

Martin Casariego, Mnie nie kupisz - fragment 

Kryminał jest dziś najbardziej nośną konwencją literacką - wywiad z Tomaszem Pindlem z wydawnictwa muchaniesiada.com

Newsletter