Niewidzialny, cichy, precyzyjny zabójca

23.12.2009

R. Liparulo, Wirus, przeł. J. Szmigielska-Michałek, Kraków: Wydawnictwo M 2009, 504 s.

Czy można połączyć w książce sensacyjnej ciekawą, dynamiczną akcję z niebanalnymi przemyśleniami i intrygującymi tematami? Można, czego dowodem są ukazujące się ostatnio powieści, takie jak Zapach Adama Jean-Christophe'a Rufina, Potwór Franka Perettiego czy właśnie Wirus Roberta Liparulo. Książki te są przede wszystkim dobrze napisane i przyjemne w lekturze. Przykuwają przy tym uwagę poruszaną w nich tematyką, silnie związaną z nauką i postępem technicznym, wyjściem poza szablonowe myślenie, bezmyślnie powtarzane banały, fakty zwane medialnymi i powierzchowne dziennikarskie ujęcie tematu. Są w gruncie rzeczy dobrze opowiedzianymi historiami z interesującą fabułą, ciekawymi postaciami i pewną dozą „filmowości”, wynikającą z nie zawsze uświadamianego wpływu produkcji filmowej na nasze umysły (książki te są nieomal szkicami scenariuszy filmowych, poszczególne rozdziały stanowią propozycje scen).

W literaturze popularnej chodzi o to, by nawet poruszając trudny temat, nie zmęczyć czytelnika złożonością tłumaczeń, ilością szczegółów i hermetycznym słownictwem z danej dziedziny. Żeby nie pójść też w kierunku tak daleko idących uproszczeń, że u osób cokolwiek obeznanych z tematem wywołają one irytację lub ironiczny uśmiech. Autorowi Wirusa udało się nie przesadzić w żadną stronę. Robiąca wrażenie objętością, choć w rzeczywistości nie aż tak gruba książka jest dobrą lekturą. Trzyma w napięciu od pierwszych stron, aż do z niecierpliwością oczekiwanego końca. Porusza tematy ciekawe i działające na wyobraźnię czytelnika.

Do Goodwina Donneleya, agenta Wydziału Egzekwowania Prawa przy Centrum Zwalczania i Zapobiegania Chorób (CDC) zgłasza się zdesperowany człowiek, który chce się widzieć z szefem instytutu. Twierdzi, że ma do przekazania bardzo ważne materiały dotyczące groźby poważnej epidemii. Goody i współpracująca z nim Julia Matheson, zachowując dużą dozę ostrożności, umawiają się z Despesorio Vero i starają sprawdzić, o co chodzi w jego dość nerwowych poczynaniach. Niestety, spotkanie to przeradza się w próbę zabójstwa Vero przez wyszkolonych zabójców i w dramatyczną ucieczkę Goody'ego i Despesorio przed dobrze zorganizowanymi "łowcami". Julia stanowiąca ochronę Donneleya traci z nimi kontakt. Agenci CDC szybko orientują się, że ich prześladowcy dysponują zadziwiającymi możliwościami. Mają dostęp do najnowszych, wyszukanych środków technicznych i z niezwykłą łatwością namierzają kolejne miejsca ich pobytu. Ucieczka Goody'ego kończy się śmiercią jego i Vero. Przedtem jednak udaje się zmasakrowanemu agentowi przekazać pewne informacje próbującemu ratować go w szpitalu doktorowi Allenowi Parkerowi. Wirusolog nie wie, że tym sposobem ściąga na swoją głowę śmiertelne zagrożenie. Przekonuje się o tym niebawem i tylko opanowaniu i zdolności szybkiego działania w sytuacjach skrajnych zawdzięcza własne życie. Śladami Matheson i Parkera, któremu udaje się nawiązać z nią kontakt, podążają zawodowi mordercy. Szukają oni czegoś, co agentowi CDC przekazał Vero. Bez litości zabijają wszystkich, którzy stają im na drodze i mogą cokolwiek wiedzieć o sprawie. Gra zaś toczy się o wielką stawkę, życie tysięcy ludzi („Tylko pomyśl. Choroba, na którą nie ma lekarstwa. Nie można się na nią zaszczepić. Osoba, która ma kontrolę nad czymś takim, mogłaby szantażować świat”).

To dobrze przemyślana historia, której zasadniczym tematem są wirusy. Genetycznie zmodyfikowane, działające kierunkowo odmiany sławnego wirusa wywołującego gorączkę krwotoczną. Wielu z nas słyszało o tym bezlitosnym zabójcy, znanym powszechnie chociażby pod nazwą eboli. W powieści Liparulo tematyka groźnych szczepów wirusów wpleciona jest w ciekawie skonstruowaną opowieść o niejawnych badaniach nad bronią biologiczną, sięgających swoimi korzeniami okresu II wojny światowej. Intrygującym wątkiem są postacie naukowców, którzy wcale nie działają dla dobra ludzkości. Ogarniętych obsesjami, osobistymi urazami bądź prymitywną chęcią zemsty. Pozbawionych empatii, w zasadzie nawet odczłowieczonych. Oddanych swoim badaniom, ale nie dla dobra innych ludzi, tylko własnej korzyści. To swoista odtrutka na uprawianą dziś propagandę zawsze dobrej i szlachetnej nauki, w której z łatwością zapomina się o lekarzach nazistowskich i radzieckich czy północnokoreańskich badaczach broni chemicznej i biologicznej wykorzystujących bezbronnych ludzi jako króliki doświadczalne.

Powieść czyta się bardzo dobrze. Nie unika ona całkiem schematów lub uproszczeń spotykanych w tego typu literaturze. Autor stara się jednak znacząco nie przekraczać granic prawdopodobieństwa. Akcja jest wartka, postaci przyciągające uwagę. Wydarzenia nie pozostawiają nas na emocjonalnej pustyni. W połączeniu z ciekawie ujętymi tematami tworzą całkiem wybuchową mieszankę. Po takie właśnie literackie fajerwerki lubimy czasami sięgnąć, chcąc na chwilę oderwać się od otaczającej nas rzeczywistości.

Damian Kopeć


Newsletter