R. Cichowlas, K. Kyrcz Jr., Siedlisko, Lublin: Grasshopper 2009, 448 s.
Nawiedzone miejsca w literaturze grozy to motyw nienowy. Domy, w których straszy, odludne wąwozy, mokradła czy wzgórza, gdzie spotkać można nocną marę, upiora albo inną przerażającą poczwarę, stanowią dla twórców horrorów niezwykle atrakcyjny temat. Nic więc dziwnego, że wzięła go też na warsztat para autorska Robert Cichowlas i Kazimierz Kyrcz, od jakiegoś czasu skutecznie zdobywająca uznanie polskich miłośników wspomnianego rodzaju literatury. Siedlisko to druga ich wspólna książka – po zbiorze opowiadań Twarze szatana przyszła pora na dłuższą formę. I jak przy poprzedniej pozycji, jest to znów tekst robiący duże wrażenie.
Historia opowiedziana w powieści jest dość prosta. Popularny aktor, Dawid Przywłocki, gwiazda telewizyjnego serialu kryminalnego, samotnie wychowuje od jakiegoś czasu dwójkę małych dzieci. Kończy właśnie urządzanie nowego domu, wybudowanego gdzieś pod Krakowem, i zaczyna dostrzegać, że poświęca za mało czasu swym latoroślom. Poznaje nowych sąsiadów, zatrudnia młodą opiekunkę do dzieci, czeka na wznowienie produkcji serialu. Próbuje dojść do ładu ze swoim życiem. Można by odnieść wrażenie, że to nie horror, a obyczajowa historia, przypominająca królujące w telewizji „tasiemce” o życiu współczesnych polskich rodzin. Można by, gdyby nie pojawiające się co i rusz znaki, że w tym opisywanym przez Cichowlasa i Kyrcza świecie nie wszystko jest w porządku, nie wszystko da się wyjaśnić za pomocą zdrowego rozsądku.
Dobry horror może zaczynać się od „trzęsienia ziemi” i potem już nie zwalniać tempa albo przez dłuższy czas mamić odbiorcę sielankowością i normalnością ukazywanej rzeczywistości. W Siedlisku mamy do czynienia z tym drugim rozwiązaniem – autorzy długo bawią czytelników opisem „zwyczajnego” życia celebryty, mężczyzny po przejściach, lubiącego wypić dla rozładowania stresu, wrażliwego na urodę młodych kobiet, ale niemogącego zapomnieć żony... Mroczna, upiorna strona realności jest ledwie widoczna. Mimo to tę pierwszą część czyta się szybko i ze sporą przyjemnością – skrzy się ona bowiem od żartobliwych powiedzonek narratora (samego Dawida), szczegółów, którymi żyły „wczorajsze” gazety codzienne (a więc i my wciąż nimi żyjemy – „Ten bankowy, od Izabel”, s. 204) i błyskotliwych dialogów. Przyjemność wzmaga też interesująca szata graficzna – zwłaszcza ilustracje między kolejnymi rozdziałami.
Nim się więc czytelnik zorientuje, mija połowę książki i wtedy...
Dawid otrzymuje propozycję zagrania w filmowym horrorze – otrzymuje mailem scenariusz. Zaczyna go czytać. Z każdą stroną jego zdziwienie rośnie. Scenariusz streszcza ostatnie dni z jego życia, a główny bohater przyszłego filmu ma na imię tak samo jak aktor mający zagrać jego rolę. Ostatnia scena ukazuje aktora czytającego ze wzrastającym zdumieniem scenariusz zaproponowanego mu filmu.
„Dreszcze wstrząsały mną tak gwałtownie, jakbym miał gorączkę krwotoczną. Mało brakowało, a zacząłbym warczeć niczym wściekły pies, toczyć pianę z pyska i szukać kogoś, kogo mógłbym zagryźć. Zamiast tego jęknąłem tylko i odczytałem ostatnie zdanie. Było napisane wielkimi, wielgaśnymi literami.
CIĄG DALSZY NASTĄPI
To wszystko” (s. 263).
To, co następuje potem, to oczekiwane od początku lektury „trzęsienie ziemi”. Akcja przyspiesza niczym pikujący w kierunku ziemi, zepsuty samolot (ta metafora pojawia się w recenzji nie bez powodu!), groza przełazi do naszego świata wszystkimi szparami, szaleństwo bez problemu rozszarpuje na strzępy nasze racjonalne postrzeganie ludzi i zjawisk. Dom, w którym zamieszkał Dawid z dziećmi, nawiedzają budzące strach zjawy, a pobliskie jezioro okazuje się „piekielną otchłanią, skrywającą mroczną tajemnicę” (zgodnie z tym, co zapowiada notka na okładce).
Powieść Cichowlasa i Kyrcza, choć – jak wydane kilka miesięcy wcześniej opowiadania – ujawnia ich spore, specyficzne poczucie humoru, nie zawiedzie również tych, którzy po horrorze spodziewają się przede wszystkim przerażających scen i makabry, na przemian mdłości spowodowanych obrzydliwymi opisami i gęsiej skórki ze strachu. Autorzy dowiedli, że potrafią nieźle przerazić i mocno zaszokować, a przy tym nieobca jest im umiejętność snucia wciągających, zaskakujących opowieści. Słowa autorstwa Morta Castle’a, przywołane przez wydawcę na okładce Twarzy szatana, znajdują tu świetne potwierdzenie: „Świetna kombinacja współczesnych tematów i stylów. Interesujace połączenie ghost story i gore. To historia o zakręconej wyobraźni zrodzona przez dwa iście zakręcone umysły”.
Ciąg dalszy nastąpi?
Bibliotekarz
Cichowlas i Kyrcz znowu straszą
Najbardziej lubimy tatar - wywiad z Autorami