J. Joachim, Sztylet wenecki, Poznań: Zysk i S-ka 2009, 352 s. (Klub Srebrnego Klucza).
Gdy za oknem zimowa zawierucha przeplata się z odwilżą, przyjemnie jest pomyśleć o ciepłym lecie. Taką właśnie odmianę przynosi nam książka Sztylet wenecki. Akcja powieści rozgrywa się bowiem w upalne wakacje. I trzeba tu od razu przyznać, że atmosferę lata udało się autorowi oddać bardzo sugestywnie. Dzięki temu łatwo jest nam się przenieść do słonecznego Wrocławia, w którym powietrze jest ciężkie od skwaru i gęste od zapachu kwitnących drzew. Jak wiemy z doświadczenia, upał powoduje senność. Taki też jest początek książki. Zaraz po pierwszym mocnym akcencie, jakim jest wiadomość o śmierci profesora Kędzierskiego, wydarzenia zdają się wracać do swojego normalnego biegu. Kolejne godziny ciągną się leniwie, nie przynosząc ze sobą żadnych zmian. Ta wakacyjna atmosfera jest jednak zwodnicza.
Zacznijmy zatem po kolei. Już na pierwszej stronie powieści dowiadujemy się, że zamordowany został profesor historii. Chociaż nie był on lubianym przez studentów wykładowcą, nic nie wskazuje na to, aby miał jakichś wrogów. Do przeprowadzenia śledztwa w tej sprawie oddelegowany zostaje Jacek Joachim, główny bohater książki. Jest to dla niego sprawa bardzo ważna i poniekąd osobista, gdyż właśnie pod kierownictwem profesora Kędzierskiego pisał on swoją pracę magisterską. Tym gorliwiej więc stara się schwytać mordercę. Zadanie to nie jest jednak proste, ponieważ okazuje się, że prawie każda z osób związanych z profesorem coś ukrywa. I tak Jacek, odkrywając kolejne sekrety, stara się dojść do prawdy.
W całej książce oprócz intrygi kryminalnej na plan pierwszy przebija się również wątek historyczny. Historia przeplata się tu ze współczesnością, przy czym dla każdego z bohaterów dzieje się to na innym poziomie. Najbardziej widoczne jest to oczywiście przy postaci Jacka Joachima. Dla dobra śledztwa musiał on bowiem wejść w dawną rolę. Musiał przypomnieć sobie czasy studenckie, odnowić dawne przyjaźnie i ponownie zająć się badanymi przez siebie kwestiami. Przestało to być dla niego kolejne z rzędu zadanie służbowe. Szukanie mordercy profesora zmusiło Jacka do zastanowienia się nad samym sobą, nad tym, czy wybrał dobrą drogę życiową. Pobyt w willi dawnego wykładowcy uświadomił mu także, że tak naprawdę człowiek nie może całkowicie zerwać ze swoją przeszłością.
Dla współczesnego czytelnika niewątpliwie interesujące są opisywane przez autora realia Polski Ludowej. Sztylet wenecki powstał w 1972 roku jako przedostatnia z czterech książek o tematyce kryminalnej pióra Zbigniewa Kubikowskiego. Ten doktor polonistyki każdą z tych pozycji podpisywał pseudonimem Jacek Joachim. Wziąwszy pod uwagę fakt, że tak samo nazywa się główny bohater powieści, daje to ciekawy efekt. Budzi bowiem w odbiorcy wrażenie obcowania raczej z pamiętnikiem niż fikcyjną historią. Chociaż wzmianki o życiu w PRL-u nie są liczne, czytelnik obdarzony pewną wyobraźnią może z łatwością poczuć atmosferę tamtych lat. Musimy przy tym pamiętać, że obraz, jaki się nam ukazuje, jest z pewnych względów zniekształcony. Autor przenosi nas bowiem w kręgi wyższych sfer. Nie tylko intelektualnych, ale także majątkowych. Opisuje środowisko i zachowanie ludzi, których stać na posiadanie własnej willi, a nawet kilku domów w różnych częściach Polski. Zaznajamia nas także ze środowiskiem akademickim. Nie mamy tu zatem do czynienia ze zwykłymi mieszkańcami Wrocławia.
Warto także na koniec dodać, że książka ta wpisuje się w nurt tak zwanych powieści milicyjnych. Główny bohater jest oficerem milicji. Jak nakazuje konwencja, jego charakter jest nieskazitelny, a podejmowane działania skuteczne. Wyraźnie góruje on intelektem nad swoimi podwładnymi. Do rozwiązania zagadki prowadzi go bystry umysł i zdolność dedukcji. Wszystkie te przymioty doskonale wykorzystuje on do służenia ojczyźnie. Poczucie obowiązku nakazuje mu szybkie rozwiązanie sprawy i skuteczne unieszkodliwienie mordercy.
Powieść ta na pewno zadowoli miłośników dawnych kryminałów. Nie lada gratką będzie ona także dla osób zaznajomionych z topografią Wrocławia i związanych z uniwersytetem. Bowiem tak jak mieszkańcom tego miasta z łatwością przyjdzie identyfikacja przedstawionych miejsc, tak w środowisku akademickim można się pokusić o rozpoznanie pierwowzorów niektórych postaci uczestniczących w opisanej sesji naukowej. Natomiast żywy język i barwność opisów ucieszy wszystkich czytelników bez wyjątku.
Magdalena Jurkowska