L. Lutz, Akta Spellmanów, przeł. D. Jankowska, Wrocław: Wydawnictwo Dolnośląskie 2007, s. 344.
Lisa Lutz to interesująca postać. Nie ukończyła żadnej z prestiżowych uczelni, na których studiowała. Niepokorna niczym jej bohaterka Izzy, poświęciła się ulubionemu zajęciu – pisaniu. Pierwszy sukces, jaki odnotowała, to nakręcenie w 2000 roku filmu według jej scenariusza. Komedia Plan B z Diane Keaton w roli głównej szybko się spodobała widzom. Prawdziwą popularność autorka zyskała jednak, tworząc cykl powieści o rodzinie prywatnych detektywów i ich agencji Spellman Investigations. Pierwsza z nich – Akta Spellmanów – niedawno trafiła do naszych księgarń.
Isabell Izzy Spellman – główną bohaterkę książki – poznajemy jako wyjątkową indywidualistkę, chodzącą własnymi drogami buntowniczkę, która mimo młodego wieku, ma za sobą szereg nieudanych, acz burzliwych, związków. Jest przy tym osobą, która nie wylewa za kołnierz, od narkotyków i drobnych przestępstw też nie stroni. Jednym słowem jest to kobieta obdarzona wyjątkowym... instynktem autodestrukcji. W rodzinnym biznesie – detektywistycznej agencji – pracuje od 12. roku życia. Firma, podobnie jak w wypadku jej rodziców i siostry, jest jej życiową pasją. Na swoim fachu zna się bardzo dobrze, choć udowadnia, że nie polega on na tym, co powszechnie uważa się za pracę detektywa. „Mitów, które narosły wokół mojego zawodu, jest nieprzebrana liczba – wyjaśnia. – Świat prywatnych detektywów ma swoje legendy, które w naszej kulturze tworzyły się latami, ale nie wszystkie stereotypy są prawdziwe. Prawda o prywatnych detektywach jest taka, że my nie rozwiązujemy zagadek kryminalnych. My je badamy. Wiążemy różne nitki, odkrywamy niespodziewane fakty – dostarczamy dowodów na odpowiedź, która tak naprawdę jest już znana” (s. 48). Prowadzenie śledztwa to żmudna, często nudna robota, która staje się ekscytująca nie w tym momencie, kiedy kogoś ratujesz lub wyjaśniasz tajemnicę, lecz wtedy, kiedy jesteś od kogoś szybszy, bardziej inteligentny i umiesz się lepiej maskować.
Może dlatego szybko okazuje się, że to nie sprawy prowadzone przez rodzinę Spellmanów są w książce najważniejsze, ale relacje między członkami rodziny i konkurencja między nimi. I to dopiero jest zabawne! Cała rodzina śledzi się nawzajem. Śledzi swoje poczynania, swoje zlecenia, śledzi kochanków swoich bliskich i przyjaciół, śledzi nawet swoje myśli. Jak to podkreśla Izzy, „nie można ufać tak bezgranicznie komuś, kto ma takie samo DNA” (s. 111). A że każdy członek rodziny to niepokorna postać (z drugoplanowych bohaterów ciekawa jest zwłaszcza młodsza siostra Rae, która zwykła piwem imbirowym zapijać smutki w pewnym pubie), okazji do spięć nie brakuje. Dla Izzy kończy się to tym, że pragnie odejść z firmy. Jednak przed odejściem musi wykonać ostatnie zadanie... Czy jej się uda?
Bibliotekarka