N. Rennison, Sherlock Holmes. Biografia nieautoryzowana, przeł. A. Bartkowicz, Warszawa: WAB 2010, 318 s.
Nick Rennison to nasz człowiek! Ten urodzony w 1955 roku pisarz, redaktor, krytyk i księgarz, kocha kryminały, o czym świadczy nie tylko fakt, że jest redaktorem przewodnika po powieściach kryminalnych The Bloomsbury Good Reading Guide to Crime Fiction, ale również twórcą fantastycznej biografii Sherlocka Holmesa, która ukazała się u nas dzięki wydawnictwu WAB.
Każdy zna sprawy Sherlocka Holmesa, ale pewnie mało kto pokusił się, by na ich podstawie odtworzyć na własny użytek biografię detektywa. I to taką, która opowiada o tym, skąd wywodzi się Holmes, jakie było jego dzieciństwo, gdzie mieszkał, jak pracował, z kim się przyjaźnił, jakie miał problemy, a jakie namiętności. Wszystko to otrzymujemy dzięki Rennisonowi, który z iście literackim zacięciem zaproponował nam taką biografię, traktując Holmesa jak postać z krwi i kości, Watsona jako jego znajomego, który spisywał jego przygody, a Conan Doyle’a jako agenta Watsona i Holmesa. Przy czym biografia ta zdradza nam tajemnicę paru nierozwikłanych dotąd zagadek z życia detektywa, a jej autor snuje daleko idące przypuszczenia co do jego charakteru i pasji.
Historia o życiu Holmesa rozpoczyna się jeszcze przed jego narodzinami, autor daje nam bowiem wgląd w dzieje jego rodziny, osadzając naszego bohatera w konkretnej tradycji i otoczeniu: „Sherlock Holmes był drugim dzieckiem swoich rodziców i przyszedł na świat w siedem lat po urodzonym w roku 1847 starszym bracie Mycrofcie. A skąd wzięło się jego imię? Conan Doyle – gdy był w odpowiednim nastroju, by podtrzymywać fikcję, jakoby to on wymyślił Holmesa – twierdził, że zapożyczył je od pewnego znanego w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych XIX wieku gracza w krykieta. Jednak prawda jest bardziej prozaiczna. „Sherlock”, podobnie jak „Mycroft”, to nazwiska. Otóż jednym z ciotecznych dziadków słynnego detektywa był Joseph Sherlock, osiemnastowieczny prawnik z miasteczka Pickering, którego nazwisko od dwóch pokoleń funkcjonowało jako imię nadawane chłopcom w rodzinie” (s. 25). Potem Rennison snuje długą i pasjonującą opowieść o dzieciństwie Holmesa, jego nauce i zdolnościach, by płynnie przejść do wątków już nam bardziej znanych, czyli pracy na Baker Street, gdzie razem z Watsonem uczestniczą w wielu intelektualnych pojedynkach (choć nie tylko, bo przecież obok teatru, który był życiową pasją Holmesa, trudnił się on też boksem), w tym tak brzemienne w skutki starcie z Moriartym, Napoleonem zbrodni. Powoli też poznajemy metody pracy detektywa, jego zamiłowanie do eksperymentu, upór i nieustępliwość.
Interesujący był pomysł Rennisona, by pokazać podróże Holmesa, który – jak można było podejrzewać – przyjmuje wiele zleceń od swego brata Mycrofta i pracuje jako tajny agent. Ta rola zmusza go do przemierzania takich miejsc, jak Tybet czy Persja, i to w przebraniu, by tropić spiski i przyszłe zamachy. Wielokrotnie naraża się w czasie tych podróży na niebezpieczeństwo utraty życia. Jest też osobą, której rola w tworzeniu agencji M15 i M16 była nieoceniona.
Przyzwyczajony do życia pod napięciem, pełnego przygód i niebezpieczeństw, kiedy brakuje mu podniet intelektualnych i zagadek do rozwiązania, Holmes zażywa narkotyki. „Tak czy inaczej, jakiekolwiek byłyby tego powody, Sherlock Holmes coraz częściej sięgał po narkotyki. Nie wiemy przy tym, w jaki sposób po raz pierwszy natknął się na swoje ulubione stymulanty. Możemy jednaj przypuszczać, że zaczął je brać albo w czasach studenckich, albo w trakcie nieudanej kariery aktorskiej. W dziewiętnastowiecznej Anglii robiło się takie rzeczy całkiem bez żenady. Opium było do kupienia bez recepty w każdej aptece. Setki tysięcy, a może nawet miliony ludzi zażywały je jako środek uśmierzający ból albo, okazjonalnie, jako sprzyjający rozrywce stymulant” (s. 242). Holmes ewidentnie używał narkotyków, by uciec od nudy i stagnacji, których jego umysł nie mógł znieść. Jego zdrowie, mimo opieki Watsona, było w coraz gorszym stanie. Po swoim rzeczywistym przejściu na emeryturę (nie sfingowanym), kiedy już całkowicie nie był zdolny do pracy, Holmes bawił się… oglądaniem filmów o sobie. Śmierć zabrała go 23 czerwca 1929 roku.
Bardzo ciekawie Rennison opowiada o charakterze detektywa. Wiele cech jego osobowości nie stanowiło tajemnicy, na przykład ta, że Holmes nie znosił kobiet. „Holmes był niereformowalnym mizoginem. Lamentuje on nad rzekomą niezdolnością kobiet do logicznego rozumowania oraz nad ich domniemaną próżnością i skłonnością do kaprysów” (s. 161). Skąd wzięło się to jego przekonanie? Czy rzeczywiście tylko Irena Adler była wyjątkiem? Czy może jednak nawet ona nie zmieniła stanowczej opinii Holmesa o kobietach? Właściwie nie wiadomo. Mnie z kolei bardzo zaskoczyła teza, że Holmes raczej jest mistykiem niż racjonalistą. Rennison pisze: „ten z pozoru racjonalista, a w głębi duszy mistyk pełen religijnych uczuć […]” (s. 216). Czy można się z tym twierdzeniem zgodzić? Biograf zapewne wie lepie j;-) ale taka teza budzi moje wątpliwości.
Na pewno jednak można się zupełnie zgodzić z opinią, że „W pewnym głębokim i fundamentalnym sensie Holmes był z natury człowiekiem teatru. Uwielbiał bowiem doświadczane przez aktorów na scenie chwile intensywnych emocji. Niezdolny przezywać uczucia tak jak większość ludzi, odgrywał je, chcąc lepiej je zrozumieć. Tak, odgrywał miłość, nienawiść czy pożądanie, chcąc doznać tego, czego większość z nas doświadcza bez pomocy takich sztucznych środków. W tym sensie – jeżeli nie w innych – jest on daleko bardziej człowiekiem XXI wieku niż człowiekiem epoki wiktoriańskiej” (s. 305).
W książce Rennisona widać ogromną pasję autora, jego doskonałą znajomość rzeczy i niezwykły talent literacki, który mam nadzieję potwierdzi się w zapowiadanej już powieści - jej akcja rozgrywać się będzie, a jakże, w dziewiętnastowiecznym Londynie.
Bibliotekarka