I. Szolc, Martwy punkt, Warszawa: Nowy Świat 2010, 192 s.
Izabela Szolc jest zaskakującą autorką, w dobrym tego słowa znaczeniu. Z książki na książkę polepsza swój warsztat i poszerza wachlarz wykorzystywanych środków, nie wyzbywając się jednakże własnego charakterystycznego stylu. Wśród polskich autorek kryminałów (a to określenie nie wyczerpuje przecież jej twórczości) jest ewenementem, gdyż w doborze tematów, sposobie przedstawiania świata, a zwłaszcza w kreacji swojej bohaterki poszła w zupełnie innym kierunku niż pozostałe przedstawicielki tego nurtu.
Anna Hwierut, znana nam z powieści Cichy zabójca, jest w złym stanie. Właściwie to nic dziwnego, bo ona w tym stanie jest permanentnie: „Była żywa i jednocześnie śmiertelnie zmęczona” (s. 17). Trudno się jednak temu dziwić – życie cały czas jej dokopuje. Ma traumę po ostatniej sprawie i jest przeczulona na męski dotyk, cały czas samotna – jej kochanek ma inną, a syn wyjechał, a przed nią trudna sprawa – zabójstwa prostytutek. Pierwsza ginie Lulu. Potem kolejne… Nie tak łatwo jest wpaść na trop seryjnego zabójcy. W pewnym momencie śledczy osiągają martwy punkt. Co okaże się przesileniem w sprawie? Co naprowadzi Annę na właściwy trop? Jakie jej doświadczenia okażą się w śledztwie najcenniejsze?
Muszę przyznać, że główna bohaterka robi na mnie coraz większe wrażenie. Pierwsza książka z jej udziałem nie była chyba aż tak ostra jak ta. Hwierut nie jest spolegliwa, nie jest ugodowa, nie jest też pozytywnie nastawiona do kogokolwiek, może poza własnym synem, za którym przeraźliwie tęskni. Czuje się źle w swojej skórze, nie zgadza się na samą siebie, a na dodatek jedyną rzeczą, jaką umie, to babranie się w gównie, czyli łapanie przestępców. Nie ma przyjaciół, znajomych też niewielu. Musi, więc chodzi na terapię, ale właściwie nie ma to dla niej znaczenia. Jest po prostu przerażająco smutnie sobą.
Śledztwo Hwierut ma swój komentarz w równolegle prowadzonym przez autorkę notatniku z lektur biografii seryjnych morderców, Biblii, Talmudu, R. Greensona, Helen Fisher i innych, książek dotyczących przemocy, śmierci i podrzędnej roli kobiet w społeczeństwie. Dzięki temu powieść Izy Szolc, poza tym, że jest ciekawa ze względu na swoją warstwę fabularną i nieoczywistość rozwiązania kryminalnej zagadki, zawiera w sobie pogłębioną diagnozę współczesności. Niestety, nie jest to diagnoza optymistyczna. Myślę, że życie Anny Hwierut, będące jedną wielką raną, może stanowić figurę życia w ogóle. Życia współczesnej kobiety w brutalnym świecie, który nie pomaga jej uchronić się przed gwałtem, osamotnieniem czy śmiercią. Świecie, który walczące o przeżycie kobiety nazywa sukami, a uzasadnienia ich odtrącenia szuka w ich domniemanym szaleństwie. Świecie, który z ich ciał czyni krwawe widowisko i karmi się tym: „Psychopatyczny mordercy reżyserują swoje zbrodnie, a ich ofiary nigdy nie są przypadkowe, zawsze są starannie wybrane w wyniku przerażającego castingu. […] Fala filmowej przemocy wobec kobiet to ostrzeżenie: nie występujcie przeciwko ustalonemu porządkowi. Skoro Bóg odszedł, to społeczeństwo naznaczy Was, dziewczyny odpowiednim przeznaczeniem… Lata mijają, a wciąż dobrze trzyma się propaganda, która odmawia kobietom marzeń, władzy, uważając je za >>mrzonki<<, które są ucieczką przed >>prawdziwymi<< zadaniami dojrzałej kobiecości: małżeństwem i rodzeniem dzieci. Gówniary skasuje kaskader Mike by Tarantino, tak jak niegdyś niegrzeczne dzieciaki porywała Czarna Wołga. >>Czarna Dalia<< czy >>Death Proof<< to egzorcyzmy, które sfrustrowany patriarchat odprawia nad niegrzecznymi dziewczynkami. Oby pozostały niegrzeczne!” (s. 145-147).
Czy w tym oglądanym oczyma Hwierut złu zobaczymy się sami? Czy my stwarzamy zło czy ono nas? Kto w końcu jest ofiarą, a kto mordercą? W poszukiwaniach odpowiedzi na ten temat też zdaje się nastąpił martwy punkt.
Bibliotekarka
Martwy punkt to rodzaj puzzli - Izabela Szolc o swej nowej powieści
Jestem wychowana przez półświatek - Szolc w Bookarni
Intryguje mnie świat - wywiad z Izabelą Szolc