Zapisane - znaczy prawda

10.05.2010

Z. Wojtyś, Pierścień Bolesława, Poznań: Zysk i S-ka 2010, 560 s.

Nowa książka Zbigniewa Wojtysia Pierścień Bolesława lekko zasmuci jego starych fanów, ale niewątpliwie przysporzy mu nowych, oczekujących od książki interesującej intrygi i historycznej zagadki bez znanego nam z Filatelisty pogłębionego sztafażu semiologicznego. Wojtyś napisał znów książkę dobrą, a fakt, że z jednakową łatwością podchodzi do różnych odmian powieści, świadczy o jego dojrzałym warsztacie pisarskim.

Alexander Casey, postać pojawiająca się w obu powieściach, tym razem ma do czynienia z zagadką pierścienia Bolesława. Ale od początku… Po przejściach i rozłące z Moniką Olek długo nie może się otrząsnąć. Męczą go koszmary, nie bardzo jest w stanie normalnie żyć w swoim mieszkaniu, w którym wszystko przypomina mu o wydarzeniach z przeszłości. Terapeutycznie pisze o tym na swoim blogu. Pewnego dnia dosyć niepasująca do siebie para, Stanisław Adamski i jego żona Ewa, proponuje mu zamianę mieszkań: jego małe i zapuszczone na dużo większe i w innym miejscu. Olek, nie wnikając specjalnie w fakt, że propozycja jest kuriozalna, godzi się na tę zamianę. Ma ona jednak pewien haczyk – Adamski prosi o nieużywanie przez jakiś czas jednego z trzech pokoi, gdyż chciałby uporządkować w nim papiery ojca i jego książki. Alexander oczywiście i na to  się godzi i tak niespodziewanie dla siebie samego przenosi się do komfortowego i obszernego mieszkania. I teraz dopiero zaczynają się jego prawdziwe kłopoty.

Jak już wspomniałam, Adamscy są dziwni, ale to dopiero pierwsze z szeregu zaskakujących postaci, które niby przypadkiem pojawią się w otoczeniu Olka. Przede wszystkim spotyka on małą zabiedzoną dziewczynkę, którą karmi i odziewa. Mała, niezwykle sympatyczna i rezolutna młoda osóbka, poznaje go ze swoimi dziadkami (niestety, inni członkowie rodziny nie nadają się do przedstawienia fajnemu wujkowi). Ci zaś w podzięce za opiekę nad wnuczką dają mu pierścień zapomnianego władcy Polski Bolesława i księgę, która naprowadza go na trop zagadki. Potem Olek poznaje też inne postacie: syna nazisty, który nie był nazistą, dobrodusznego obywatela rosyjskiego, który wyemigrował jakiś czas temu, i wiele innych osób z powikłanymi życiorysami. Wszystkich łączy jedno – dom, w którym akurat zamieszkał Olek. A kiedy pojawiają się pierwsze zwłoki, wszystko nabiera tempa. Olek widzi coraz wyraźniej, że jego mieszkanie skrywa jakąś tajemnicę i to ona powoduje, że ludzie są gotowi zabijać. Jego życiu również zagraża niebezpieczeństwo. Kto na niego czyha? Czego dotyczy tajemnica? Jak dojść prawdy w gąszczu mylnych tropów i coraz to nowych zagadek?

Trzeba przyznać, że główny bohater ma z tym spory problem. Po pierwsze, choć bardzo inteligentny, oczytany i posiadający pewien dar (jaki, można się dowiedzieć, czytając poprzednią książkę), jest w swoich kontaktach z ludźmi baaaardzo naiwny. Czytelnika – potrafiącego dzięki autorowi dostrzec więcej – to denerwuje. Niby wiemy, że Olek po przejściach, no i właściwie alkoholik, ale jednak… To bardzo sprytny zabieg Wojtysia: przyciąga czytelnika i skupia jego uwagę, każąc mu irytować się z powodu błądzenia jak we mgle głównego bohatera. W sumie jednak to nie czytelnik, ale Olek pierwszy dojdzie prawdy, a ta jest zaskakująca, jak na powieść z elementami kryminału przystało.

Jak zwykle Zbigniewa Wojtysia w dużej mierze interesuje historia i jej możliwe wersje. Jak powiada mała Agnieszka, trzeba się jej uczyć z wielu źródeł i konfrontować poznane „fakty”. I w sumie o tym głównie traktuje książka poznańskiego autora: o niejednoznaczności historii, o jej możliwym skomplikowaniu, o tym, że jej bohaterowie mogą nie być takimi osobami, jakie poznajemy z subiektywnych przekazów, i że historią tak naprawdę żądzą zupełnie przyziemne interesy jej uczestników. „Jakież to zdumiewające, przyszło mi nieoczekiwanie do głowy – mówi bohater – że jeszcze teraz, na początku trzeciego tysiąclecia, ludzie wciąż gotowi są do najstraszliwszych zbrodni w imię jakichś zapisanych tekstów, ciągów słów czy symboli. Że potęga języka jest wciąż niezachwiana, mimo tych wszystkich Foucaultów, Derridów…” (s. 453). Cóż, to faktycznie zdumiewające, ale wciąż prawdziwe.

Bibliotekarka

 

Chyba udało mi się napisać powieść, którą czyta się jednym tchem - Zbigniew Wojtyś o Pierścieniu Bolesława 

Zbigniew Wojtyś, Pierścień Bolesława - fragment

Rozważania o kryminale, który nigdy nim nie był - czyli prowokowana opowieść Zbigniewa Wojtysia o Filateliście

Książki Zbigniewa Wojtysia na ZwB