Przecież my jesteśmy milicja, nie?!

09.04.2008

Przecież my jesteśmy milicja, nie?! R. Ćwirlej, Trzynasty dzień tygodnia, Zakrzewo: Wydawnictwo Replika 2007, s. 334.

Każde przyzwoite miasto powinno mieć swój kryminał. Ma taki i Wrocław, i Warszawa, i Gdańsk, i Kraków... wymieniać można by długo, a delektować się miejskimi zagadkami jeszcze dłużej. Również Poznań doczekał się jakiś czas temu autora, który miasto to i jego okolice uczynił sceną tajemniczych zbrodni. Mowa oczywiście o Ryszardzie Ćwirleju, który po Upiorach spacerujących nad Wartą opublikował kolejną znakomitą powieść (a sądząc po zapowiedziach Wydawnictwa Replika, nie ostatnią).

13 dzień tygodnia to bardzo dobra, dojrzała i sprawnie napisana proza. Akcja powieści rozpoczyna się w nocy, podczas której wiadomy generał ogłosił stan wojenny. W dwóch oddalonych od siebie mieszkaniach milicja znajduje zwłoki. Oba mieszkania są dokładnie przeszukane, a przed przyjazdem milicji przed blokami był już widziany milicyjny samochód. Porucznik Alfred Marcinkowski podejmuje śledztwo, od razu znajdując elementy łączące obie sprawy. Pomagają mu znani czytelnikowi z wcześniejszej powieści Mirosław Brodziak i chorąży Teofil Olkiewicz. Śledztwo posuwa się do przodu, ale milicja wciąż jednak jest o krok za SB. Co oni mają z morderstwami wspólnego?

13 grudnia nie tylko wydłużył pracę służb różnego rodzaju, tak że tydzień przestał mieć przepisową liczbę dni (patrz tytuł powieści), ale też znacząco wydłużył naszą walkę o wolność. Siłą książki Ćwirleja jest ukazanie tego czasu w jego codziennym wymiarze, bez zbytniego patosu, ale z pełnym zrozumieniem dla skomplikowanej sytuacji, w jakiej znaleźli się wtedy mieszkańcy Polski, w tym Poznania. Z jednej strony aresztowania, brak szacunku dla człowieka i jego praw, brutalność SB i innych służb, niechęć do milicji, wszechobecny bimber, jedyny lek na troski, kłamstwa i coraz bardziej zacieśniający się krąg wokół działaczy solidarnościowych. Z drugiej – ofiarność i zaangażowanie (prawie) całego społeczeństwa, zorganizowanie siatki samopomocy, spontaniczna pomoc w ucieczkach z więzień i równie spontaniczne akcje pędzenia bimberku. A w tym wszystkim milicjanci, bohaterowie tej książki, z różnym powodzeniem próbujący sprostać jednocześnie  wymogom historycznej chwili i śledztwu, które odsłania przed nimi brudne tajemnice służby, w jakiej pozostają.

Poznańska powieść Ćwirleja to nie tylko plan ulic i opisy budynków, to kreacja codzienności i niezwykłości, solidarności ludzi i wewnętrznej siły miasta, z którego wyrastają i którym sycą się bohaterowie. Mniej w tym tekście humoru, jakim cechowała się poprzednia książka, ale za to więcej  rozbudowanych obrazów społecznego życia grodu nad Wartą.

Gratulujemy poznaniakom takiego autora i takiego cyklu!   

Bibliotekarka  

Ćwirlej w OKK - relacja