R. Ćwirlej, Trzynasty dzień tygodnia, Zakrzewo: Wydawnictwo Replika 2007, s. 334.
Każde przyzwoite miasto powinno mieć swój kryminał. Ma taki i Wrocław, i Warszawa, i Gdańsk, i Kraków... wymieniać można by długo, a delektować się miejskimi zagadkami jeszcze dłużej. Również Poznań doczekał się jakiś czas temu autora, który miasto to i jego okolice uczynił sceną tajemniczych zbrodni. Mowa oczywiście o Ryszardzie Ćwirleju, który po Upiorach spacerujących nad Wartą opublikował kolejną znakomitą powieść (a sądząc po zapowiedziach Wydawnictwa Replika, nie ostatnią).
13 grudnia nie tylko wydłużył pracę służb różnego rodzaju, tak że tydzień przestał mieć przepisową liczbę dni (patrz tytuł powieści), ale też znacząco wydłużył naszą walkę o wolność. Siłą książki Ćwirleja jest ukazanie tego czasu w jego codziennym wymiarze, bez zbytniego patosu, ale z pełnym zrozumieniem dla skomplikowanej sytuacji, w jakiej znaleźli się wtedy mieszkańcy Polski, w tym Poznania. Z jednej strony aresztowania, brak szacunku dla człowieka i jego praw, brutalność SB i innych służb, niechęć do milicji, wszechobecny bimber, jedyny lek na troski, kłamstwa i coraz bardziej zacieśniający się krąg wokół działaczy solidarnościowych. Z drugiej – ofiarność i zaangażowanie (prawie) całego społeczeństwa, zorganizowanie siatki samopomocy, spontaniczna pomoc w ucieczkach z więzień i równie spontaniczne akcje pędzenia bimberku. A w tym wszystkim milicjanci, bohaterowie tej książki, z różnym powodzeniem próbujący sprostać jednocześnie wymogom historycznej chwili i śledztwu, które odsłania przed nimi brudne tajemnice służby, w jakiej pozostają.
Poznańska powieść Ćwirleja to nie tylko plan ulic i opisy budynków, to kreacja codzienności i niezwykłości, solidarności ludzi i wewnętrznej siły miasta, z którego wyrastają i którym sycą się bohaterowie. Mniej w tym tekście humoru, jakim cechowała się poprzednia książka, ale za to więcej rozbudowanych obrazów społecznego życia grodu nad Wartą.
Gratulujemy poznaniakom takiego autora i takiego cyklu!
Bibliotekarka