C. Graham, Morderstwo w Madingley Grange, przeł. M. Kowalska, Gdańsk: Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne 2008, s. 280.
Bez wątpienia jedną z największych zalet twórczości Caroline Graham jest zawarty w niej humor. Jeśli dobrze się bawiliście podczas lektury powieści o śledztwach nadinspektora Barnaby'ego i sierżanta Troya, to Morderstwo w Madingley Grange także powinno przypaść Wam do gustu – mimo że jest to książka spoza cyklu midsomerkowego. Bo z czystym sumieniem mogę stwierdzić, że jest to na pewno najśmieszniejsza książka autorki Zabójstwa w Badger's Drift.
Bogata ciotka, wyjeżdżając na wakacje, pozostawia swą posiadłość w Madingley pod opieką siostrzeńców, przyrodniego rodzeństwa – Laurie i Simona Hannafordów. Mający stale nawracające kłopoty finansowe Simon wpada na pomysł łatwego zarobku: zaproszą grupkę ekscentryków gotowych zapłacić za dreszczyk emocji na weekend, w czasie którego odbędzie się zabawa w morderstwo. Szybko najmują służbę – co prawda już na pierwszy rzut oka wyglądającą podejrzenie: kamerdyner najwyraźniej lubi wypić, a pokojówka, jego siostra, nie dość, że ślepa jak kret, to jeszcze ma w sobie coś takiego… dziwnego – i dają ogłoszenie w gazecie. (Cóż, mówiąc ściślej, to Simon zajmuje się tym wszystkim). Wkrótce zjeżdżają się goście. Nie będę Wam odbierał przyjemności czytania książki, kreśląc choćby pobieżne portrety tych osób. Powiem tylko, że każda dorównuje najzabawniejszym bohaterom cyklu o Midsomer.
Zabawa zabawą, ale co zrobić, jeśli dojdzie do prawdziwej zbrodni? Nikt (nikt?!...) nie był na nią przygotowany, to przecież miał być taki miły weekend. Odcięci od świata (komu by się chciało iść pieszo te kilka mil do najbliższej wioski?), bo jedyny samochód nie działa i ktoś przeciął kable telefoniczne, gracze muszą sami rozwiązać zagadkę: kto to zrobił i dlaczego? Szybko okazuje się, że sprawa ma drugie dno.
W powieści roi się od bezpośrednich i jeszcze bardziej bezpośrednich odniesień do klasyki literatury kryminalnej (choć według jednej z głównych postaci "nie jest to z pewnością gatunek literacki, na który inteligentna osoba będzie marnować swój cenny czas" – trzymajcie mnie! Jak można tak twierdzić?!). Graham swobodnie żongluje elementami znanymi nam z powieści Christie czy Conan Doyle'a, ale odciska na nich swój niezatarty ślad. Jest nim niezwykły humor, zahaczający o farsę, łagodzący negatywne wrażenie, jakie czytelnik mógłby odnieść w kontakcie z niektórymi postaciami przewijającymi się przez karty tej książki.
Gdy już dowiadujemy się, o co chodziło z tytułowym "morderstwem", autorka zaskakuje nas raz jeszcze. Ostatnie strony powieści każą nam uważać na dobre ciocie…
A jeszcze ten duch…
Bibliotekarz