A. Ubertowski, Inspektor van Graaf, Kraków: EMG2010, 144 s.
Kryminały mają niejedno oblicze. Jedne opowiadają wprost o wydarzeniach, niejako zapraszając czytelnika do zatopienia się w przedstawianym świecie (co może zaowocować różnymi skutkami). Inne oferują zabawę – otwierają się przed czytającym, by pokazać, z jakich klocków są zbudowane. I jedne, i drugie mają swój urok. Dziś jednak skupię się na tym drugim typie powieści, gdyż do niego zaliczyć wypada wydaną niedawno książkę Adama Ubertowskiego Inspektor van Graaf.
Ubertowski zawodowo zajmuje się „inwestowaniem w duszę” firm: jest doradcą przy rekrutacji personelu, prowadzi szkolenia menadżerów oraz w zakresie technik sprzedaży, negocjacji i wpływu społecznego. Ukończył socjologię na UJ i psychologię na UG, doktoryzował się również w Gdańsku, z tym że przedmiotem jego pracy była ekonomia behawioralna. Jako autor znany jest z kilku dobrze przyjętych książek, takich jak: Podróż do ostatniej strony, Szkice do obrazu batalistycznego, Szczególny przypadek pani Pullmanowej, Bicz Boży oraz Rezydenci. W tym roku napisał Inspektora van Graafa – kryminał właśnie.
Doktor Figlon, bohater tej powieści, który łączy w sobie cechy kilku znanych nam detektywów, a któremu ze względu na specyficzny kontakt z rzeczywistością najbliżej do Monka, współpracuje sobie całkiem harmonijnie z policją, a dokładniej z pewnym inspektorem van Graafem. Współpraca jest tak pomyślna, że nie wiedząc o tym, Figlon trzęsie przestępczym półświatkiem i zdobywa w nim ogromny szacunek. Nie samą pracą jednak człowiek żyje, od czasu do czasu nawet Figlon powinien odpocząć. Van Graaf podpowiada mu Sopot – kurort, w którym zapracowany konsultant powinien najlepiej wypocząć. Po namyśle Figlon, który ogólnie cierpi na awersję do kurortów, zgadza się na wyjazd. No i jedzie. Trzeba przyznać, że Sopot, jego mieszkańcy i liczniejsi turyści widziani okiem Figlona to bardzo ciekawy obraz, ukazujący to, co w tym mieście interesujące i co śmieszne, a nawet groteskowe. Spojrzenie bohatera na Sopot odkształca medialny wizerunek miasta i ukazuje obraz krzywy niczym stojący na Monciaku Krzywy Domek albo karykatury rysowane przez ulicznych grafików, gęsto zaludniających najbardziej znany deptak w Polsce. Ale wracając do fabuły książki... Po jakimś czasie do Sopotu przybywa nie nikt inny, tylko sam inspektor van Graaf. Radość Figlona nie znałaby granic, gdyby nie to, że nagle inspektora ktoś bestialsko morduje. Nasz niezrównany konsultant musi zająć się śledztwem w sprawie śmierci przyjaciela i zadać kilka niewygodnych pytań pewnym ludziom. Podejrzani są wszyscy…
Wydawca na okładce książki napisał, że takiego bohatera, jak Figlon jeszcze nie było. To prawda i nieprawda jednocześnie. Z jednej strony rzeczywiście Figlon posiada atrybuty, których nie ma żaden indywidualny bohater. Jest metateoretykiem, analizuje fakty, patrząc, czy pasują do określonej teorii, i na ich podstawie jak to naukowiec nadbudowuje teorię teorii. Ma charakterystyczny stosunek do płci pięknej, a kontakty z ludźmi przefiltrowuje poprzez swoje specyficzne założenia i ogląd świata. Z drugiej strony Figlon to kwintesencja kilku charakterystycznych postaci z klasyki kryminału: dedukuje jak Holmes, choć śladów nie bada w podobny sposób, jego kontakt z otoczeniem to odblask genialnego, aczkolwiek zupełnie oderwanego od życia detektywa Monka, który z kolei – jeśli wziąć pod uwagę jego fobie – jest potomkiem Poirota z jego pedanterią i niezmiennymi przyzwyczajeniami. Figlon też podobnie jak Poirot, Marple czy inni bohaterowie klasycznego kryminału, zwłaszcza odmiany „zamkniętego pokoju”, uwielbia teatralne wystąpienia, w czasie których odsłania sprawcę. Jest przy tym precyzyjny i bezlitosny. Jak więc widać, główna postać Inspektora van Graafa zbudowana jest z najlepszych cech bohaterów kryminałów, i to zbudowany bardzo dobrze.
Jak już wspomniałam, niektórzy autorzy lubią pokazywać, jak można bawić się konwencją literacką, i chętnie zapraszają do gry czytelników. Tak jest z Ubertowskim, umiejętnie naprowadzającym nas w książce na wszystkie tropy i pokazującym, z jakiego tworzywa powstał jego bohater i cały świat przedstawiony. Puszcza do nas przy tym cały czas oko, co i rusz podsuwając obrazy humorystycznych sytuacji, wprowadzając odniesienia do siebie samego i odsłaniając swoje czytelnicze zainteresowania. Dzięki temu jego książka naprawdę iskrzy się humorem i bawi. Polecam z całego kryminalnego serca.
Bibliotekarka