P. Schmandt, Fotografia, Sopot: Funky Books 2010, 240 s.
Kolejna powieść Piotra Schmandta potwierdza opinię, że autor ten pisze nietuzinkowo, z pasją i urokliwie. Podobnie jak Pruska zagadka, Fotografia dzieje się w Wejherowie, małym prowincjonalnym miasteczku z początku XX wieku. Braun przyjeżdża do Wejherowa zupełnie prywatnie, ale jak wiadomo, gdzie pojawia się wielki detektyw, od razu zbrodni wokół przybywa.
I tym razem było tak samo. Po miłym wieczorze u pani Neiss ginie fotograf Theodor Pratz. Morderstwa dokonano z zimną krwią. Mieszkańcy miasteczka są wstrząśnięci – taki miły, nikomu nic nie wadzący człowiek, utrzymujący ze wszystkimi przyjazne stosunki, na dodatek naprawdę dobry w swoim fachu fotograf. „Theodor Pratz należał do gatunku ludzi, których wszyscy szanują. Jego atelier przy ulicy Lęborskiej, całkiem blisko hotelu Königlicher Hof, należało do najstarszych w mieście. Zupełnie tak jak pan Pratz, człowiek starszy od większości wejherowian. Nie było w okolicy nikogo, kto nie znałby sędziwego fotografa. Przygarbiony, zawsze jednak elegancko ubrany, dźwigający statyw i aparat fotograficzny, stał się z biegiem lat nieodłącznym elementem rodzimego krajobrazu. Żyli jeszcze tacy, którzy pamiętali, gdy był młodym człowiekiem, ale dla ogółu Theodor Pratz, przytłoczony ciężarem narzędzi pracy, chodził ulicami miasta od zawsze” (s. 17). Kto mógł mieć motyw, by zabić staruszka? Za co? Pytania się mnożą, a inspektor Braun – mimo swojej bystrości i doświadczenia oraz pomocy miejscowych policjantów – nie może wpaść na rozwiązanie zagadki. Wszyscy jednak czują, że na owym przemiłym wieczorze u pani Neiss coś było nie tak. Tylko co?
Bardzo ważny jest w książce nastrój małomiasteczkowości, świetnie oddany przez autora. Wejherowo to skupisko barwnych postaci – policjantów, posterunkowych, ich żon, pastorów, kokietek i sędziwych ojców – z których każda jest opisana szczegółowo i wiarygodnie. Wszyscy oni tworzą świat zamknięty, wydawałoby się przyzwoicie nudny, gdyby nie podskórne emocje i animozje, które sprawiły, że doszło do morderstwa. Rzeczywiście wszyscy się w mieście świetnie znają: są świadomi nie tylko własnych przyzwyczajeń, słabostek, nałogów czy skrytych miłości, ale też sekretów, których nikt obcy nigdy nie pozna. Społeczność ta chroni się przed innymi, choć trzeba przyznać, że inspektor umiał z taktem i wyczuciem wtopić się w życie Wejherowa i stać się jego częścią. Może właśnie dzięki temu łatwiej mu tropić sprawcę.
Oczywiście, nie tylko to pozwala Braunowi na bycie dobrym „gliną”. Ważne jest też to, że swojej pracy naprawdę się poświęca. To nie jest dla niego obowiązek czy przypadkowy sposób na życie. Na pytanie jednej z bohaterek, czy nigdy nie żałował, że został policjantem, Braun się zastanowił: „Jakiej odpowiedzi udzielić? Czy przyznać się, że już jako dziecko lubił bawić się z rówieśnikami w bandytów i policjantów? Że chciwie łykał, odkąd nauczył się czytać, wszystkie notatki o przestępstwach dokonywanych w bliższej i dalszej okolicy? Że wreszcie imponowała mu tajemnicza atmosfera wielkiego gmachu przy Alexanderplatz i pochlebiało to, że miał stałą przepustkę do gabinetu nadinspektora van Marburga?” (s. 133). Jak więc widać, jego praca to efekt pasji, zamiłowania i ambicji. A to najlepsze połączenie, które sprawia, że żaden z przestępców, który staje na drodze Brauna, mu nie umyka.
Poza wprowadzeniem czytelnika w barwny świat wejherowian i pomysłową kreacją głównego bohatera autor dodatkowo okrasił swoją powieść szczegółami dotyczącymi dawnych technik fotografowania, bardzo ciekawymi dla współczesnego czytelnika, oraz opisami urokliwych miejsc małego miasteczka. Wszystko to razem sprawia, że otrzymaliśmy powieść bardzo interesującą. Polecam wszystkim, którzy jeszcze nie poznali twórczości Schmandta, a tym, którzy znali już Brauna z Pruskiej zagadki, podpowiem, że nasz bohater zaskoczy was paroma szczegółami ;-)
Bibliotekarka
Kryminał w dekoracji retro i z nutką humoru - Schmandt o Fotografii
Piotr Schmandt o Sprawach inspektora Brauna
Fascynuje mnie małe miasto - Schmandt w Bookarni
Wejherowo jest dla mnie swoistym mikroświatem... - wywiad z Piotrem Schmandtem