D. Mina, Ostatnie tchnienie, przeł. M. Świerkocki, Warszawa: WAB 2010, 440 s. (mroczna seria)
Ostatnie tchnienie to trzecia część cyklu o ekscentrycznej dziennikarce Paddy Meehan. Dwóch poprzednich nie czytałam i pewnie dlatego książka była dla mnie prawdziwą niespodzianką. Ale po kolei...
Paddy niespodziewanie dowiaduje się o śmierci swojego przyjaciela i byłego chłopaka. Terry Hewitt - dziennikarz i reporter wojenny - został porwany i zamordowany strzałem w głowę, a obnażone zwłoki znaleziono w przydrożnym strumieniu. Zabójstwo sprawia wrażenie egzekucji, a o jego dokonanie podejrzewa się IRA. Wkrótce potem w dziwnych okolicznościach ginie fotograf, z którym Terry miał wspólnie wydać książkę – album fotograficzny z komentarzami dziennikarza. Paddy jest przekonana, że fotograf także padł ofiarą zbrodni, a oba zabójstwa są ze sobą powiązane i mają jakiś związek z planowaną publikacją. Odkąd w ręce dziennikarki wpadają notatki zabitego przyjaciela, a także pewne tajemnicze zdjęcie - jedno z tych, które miały zostać umieszczone w albumie – również życiu Paddy i jej najbliższych zaczyna grozić niebezpieczeństwo. Prześladuje ją nieznajomy mężczyzna; jak dowiaduje się później Paddy – powiązany z IRA. Lecz czy to rzeczywiście IRA jako organizacja odpowiada za powyższe morderstwa, czy tylko ten jeden konkretny człowiek?...
IRA nie przyznaje się do tych zabójstw. Tymczasem, by ją zastraszyć, mężczyzna próbuje dopaść nawet pięcioletniego synka dziennikarki. Policja kompletnie ignoruje i lekceważy jej podejrzenia. Paddy zdaje sobie sprawę, że znalazła się w okrutnej pułapce: jeśli zrobi jakikolwiek ruch – zagrożone jest całe jej życie, lecz jeśli nie zrobi nic - zagrożenie wcale przez to nie zniknie, mało tego: ona sama i jej rodzina już nigdy nie będzie bezpieczna...
Jednocześnie w ten główny wątek autorka wplotła intrygujący, choć niepowiązany z tematem, wątek poboczny: historię młodocianego przestępcy, który po kilku latach więzienia zostaje wypuszczony na wolność. Przez wzgląd na pokrewieństwo chłopaka z rodziną swoich bliskich przyjaciół z młodości, Paddy czuje się w obowiązku wspomagać młodego kryminalistę. Czy czyni słusznie? W końcówce powieści oba wątki w interesujący sposób się ze sobą połączą...
W zasadzie niby klasyczna kryminalna intryga. Cóż więc jest w tej książce takiego niezwykłego? A otóż – pomijając specyficzne szkocko-irlandzkie realia społeczne i polityczne, o których jeszcze wspomnę - niesamowity jest w tej książce zarówno język, jak i sposób interpretacji rzeczywistości. Niezwyczajne są postacie, z których żadna nie jest tak naprawdę tylko „czarna” lub tylko „biała”. Żadna, nawet główna bohaterka, nie jest jednoznaczna, żadna nie budzi z miejsca bezwarunkowej sympatii czytelnika. Paddy w żadnym razie nie stanowi ideału „kobiecego detektywa” – jest gruba, niechlujna, arogancka, wulgarna. Niemal wszyscy są zresztą podobnie brzydcy, włosy wystają im z nosów, sadło wylewa się ze spodni, cerę mają szarą lub wągrowatą. A ich język jest równie paskudny i brutalny jak wygląd, o morale nie wspominając... Owszem, ci ludzie mogą budzić prawdziwy niesmak. Przez jakiś czas. Tak długo, dopóki nie zdamy sobie sprawy z tego, że właśnie tacy – po bliższym przyjrzeniu się, a autorka obserwuje świat z wyjątkową przenikliwością, jak przez lupę! – właśnie tacy jesteśmy, a kryształowe i piękne modelki czy modele hasają sobie po ulicach tylko w kinie.
No i te społeczne realia. Rodzina Paddy to osiadli w Szkocji Irlandczycy. Tradycyjnie, a nawet ortodoksyjnie katolicka, wielodzietna, skrajnie konserwatywna - jak z innej epoki. Tutaj niezamężna córka z dzieckiem-bękartem, jak Paddy, to naprawdę czarna owca, a jej relacje z rodzoną matką po prostu nie mogą być prawidłowe. Druga córka – zakonnica, która ma romans z księdzem i chce odejść z zakonu – to taki dramat, że już nie wiadomo, czy bracia powinni pobić rzeczonego księdza, czy też raczej wyrzec się siostry. I choć z jednej strony ludzie ci budzą politowanie, to jednak wyczuwamy ich pełne goryczy zagubienie w realiach obecnego świata...
No i na koniec wątki polityczne, związane przede wszystkim z IRA – przedstawione z zupełnie innego punktu widzenia, ukazującego w zasadzie absurdalność nie tyle samych idei, co motywacji czysto ludzkich.
Ostatnie tchnienie to naprawdę niezwykła powieść. Ostra i wyrazista, twarda, pozbawiona sentymentów, ukazująca rzeczywistość nie tyle w krzywym zwierciadle, co raczej w powiększającym lustrze. Jedna z najbardziej „męskich” książek, jakie czytałam.
Napisana przez kobietę.
Anna Klejzerowicz
Miałam już dość czytania o niesamowitych kobietach bez wad - wywiad z Denise Miną