J. T. Olejniczak, Archipelag Khuruna, Fabryka Słów 2010, 360 s.
Archipelag Khuruna to debiutancka powieść krakowskiego pisarza, wcześniej autora interesujących opowiadań fantastycznych, zebranych w tomiku Noc szarańczy. Niezwykła powieść, która opiera się wszelkim próbom klasyfikacji. Nie jest to tak naprawdę ani fantasy, ani science fiction, ani kryminał, ani powieść historyczna. A jednocześnie jest tym wszystkim po trochu.
I jeszcze nawet czymś więcej.
Książka rozpoczyna się garścią cytatów ze starożytnych oraz nowożytnych tekstów traktujących o tajemniczym, legendarnym archipelagu zwanym Khuruna, zamieszkanym przez dziwne stworzenia przypominające nieco ludzi, lecz z pewnością niebędące nimi. Nikt nie wie, gdzie ów archipelag się znajduje – czy też znajdował – nawet ci, którzy go ponoć na własne oczy widywali, nie potrafią określić jego położenia. Jak gdyby istniał i jednocześnie nie istniał, był i znikał nagle za jakąś fałdką powietrza. Jak gdyby dzieliły nas od niego niewidzialne wrota, prowadzące do zupełnie innego wymiaru.
Następnie następuje intrygujący prolog: mamy tu rok 1859 oraz wielorybniczy statek o nazwie „Jungfrau”, gdzieś na Atlantyku, który „[...] czterdzieści, najwyżej czterdzieści pięć mil na wschód od Azorów i z prędkością mniej więcej jedenastu węzłów płynął dalej na południe, w kierunku Wysp Zielonego Przylądka, aby przedostać się na Ocean Indyjski, gdzie aktualnie znajdowały się najlepsze tereny łowieckie”. Marynarze obserwują na morzu dziwne zjawisko, a następnie, w tajemniczy sposób... po prostu znikają, razem ze swoim psem i z całym okrętem.
Następnie akcja przenosi się do Krakowa roku pańskiego 1879. Jest koniec listopada, pachnie „dymem węglowym i wilgotnymi liśćmi”. Emerytowany komisarz policji, Emanuel Henzelmann, zapalony miłośnik tajemnic, osobliwości i zagadek, prowadzi prywatne śledztwo w sprawie pewnej nietypowej fotografii. Zdjęcie – choć z lekka poruszone – ukazuje dziwaczną postać, przechodzącą przez ulicę Mikołajską. Najprawdopodobniej nie jest to człowiek – choć człowieka z lekka przypomina – a przechodzący obok ludzie jak gdyby dziwnej istoty w ogóle nie dostrzegali. Komisarz najprawdopodobniej zadowoliłby się wyjaśnieniem fotografa, że zdjęcie jest nieudane i prześwietlone, a tajemnicza istota to po prosu plama... gdyby ten nie zareagował na jego pytania niewytłumaczalną niechęcią i strachem. Teraz Hanzelmann jest już niemal pewien, że coś jednak jest na rzeczy. Tym bardziej że od pewnego czasu po Krakowie krążą bardzo dziwne plotki...
Jaka jest tożsamość tajemniczych istot? I czy w ogóle istnieją – czy też może są raczej ułudą spragnionych sensacji umysłów, w tamtej epoce dość powszechnie zaabsorbowanych modą na wszelkiego rodzaju osobliwości?
A jeśli jednak istnieją, to co robią w naszym świecie? Czego chcą od ludzi? I co, na litość boską, mają wspólnego z dziewiętnastowiecznym Krakowem?! Czyżby w jego malowniczych zaułkach odbywała się cicha okupacja naszej rzeczywistości?
Komisarz Hanzelmann nie wie tymczasem, jakie niebezpieczeństwa i pułapki czekają na każdego, kto okaże się nazbyt ciekawski. Bo tajemnica bardzo, ale to bardzo nie lubi być odkryta...
Szczególną cechą tej niebanalnej i pełnej uroku historii jest magiczna atmosfera starego Krakowa. Wyobrażam sobie, ile czasu autor musiał poświęcić studiowaniu starych dokumentów, zdjęć, książek czy gazet! I jak ja mu tego zazdroszczę!Jest tutaj coś z atmosfery Conan Doyle'a, Wellsa, Verne`a i może jeszcze Akunina. Po lekturze w pamięci czytelnika zostają chyba przede wszystkim... obrazy. Lekko zamglone i w kolorze sepii. Zapachy. I nastroje. A dopiero w dalszej kolejności sama akcja, bardzo zresztą bogata i wielowątkowa: znajdziemy tu zarówno porachunki krakowskiego półświatka, polityczne zamachy, wyprawy badawcze w głąb peruwiańskiej dżungli, sekrety biblioteki starego podkrakowskiego klasztoru, jak i perypetie młodego kataryniarza przybyłego do Krakowa z rodzinnego Lwowa w poszukiwaniu pracy.
Połączenie sensacji, fantastyki i historii jest zawsze intrygujące. Tu jest jednak coś więcej – autentyczna magia przeszłości. Pięknie opisana. Pełna mądrości i ciepła.
Anna Klejzerowicz