Moralitet?

10.09.2010

J. Everson, Igły i grzechy, przeł. M. S. Nowowiejski, I. Miksza, Zakrzewo: Replika, 315 s.

Na Igły i grzechy Johna Eversona warto spojrzeć całościowo, szczególnie że są one nie tylko ucztą dla ducha, ale i dla oka. Wiedziony niezdrową ciekawością pokusiłem się o sprawdzenie, jak wygląda oryginalna okładka tego zbioru, i – co wbiło mnie w niezasłużoną, ojczyźnianą dumę – muszę przyznać, że ta zdobiąca wydanie polskie jest jakieś sto razy lepsza. Nieco zaskoczony takim obrotem spraw poruszyłem temat z siedzącą w rynku wydawniczym znajomą, która stwierdziła, że często tak właśnie się dzieje, iż „nasze” okładki są bardziej dopracowane, ciekawsze, po prostu na wyższym poziomie.

Z czego to wynika? Trudno powiedzieć. Możliwe, że to przede wszystkim zasługa utalentowanych plastyków. Możliwe też, że nasi czytelnicy wymagają coraz więcej…

Margines się skończył, wróćmy więc do sedna, czyli do słowa pisanego.

Zgromadzonymi w Igłach i grzechach tekstami Everson udowodnił, że jest twórcą dojrzałym, odważnym i poszukującym. Choć część z jego opowiadań nasuwa skojarzenia z Philipem K. Dickiem (Coś we wnętrzu), Jonathanem Carollem (Duchy, które odleciały) czy Kathe Koją (utwór tytułowy i Krwawe róże), to jednak we wszystkich tych przypadkach mamy do czynienia z literaturą tak wysokiej próby, że jakiekolwiek oskarżenia o plagiat brzmiałyby absurdalnie.

Autor Ofiary potrafi snuć zajmujące historie, przy czym są one na tyle różnorodne, że każdy miłośnik horroru znajdzie coś dla siebie. Wystarczy choćby wspomnieć o utrzymanym w postapokaliptycznych klimatach doskonałym Char-Lee, Maryi, której zdecydowanie nie polecam osobom ortodoksyjnie religijnym, czy wyróżniającym się makabrycznym humorem Rozgrzewaniu kobiet.

Na obwolucie książki czytamy, że John Everson to nie tylko pisarz, ale również najprawdziwszy człowiek renesansu – jest bowiem także redaktorem, krytykiem muzycznym i muzykiem… Zapewne gitarzystą, na co wskazywałoby świetnie skonstruowane i naprawdę przerażające Zielone szkło, które opowiada o liderze święcącego triumfy zespołu – facecie poświęcającym się nieciekawemu hobby polegającemu na krzywdzeniu swych fanek.

Jedyny tekst, który z korzyścią dla zbioru można by usunąć ze spisu treści, to Ulica Oprawców – wydumana, przewidywalna i banalna wizja piekła/czyśćca/czegoś, której nie ratuje nawet nienaganny styl autora. Cóż, każdemu może się zdarzyć wypadek przy pracy.

Na osobną uwagę zasługuje wieńcząca książkę nowela Miłość, lina, seks i krzyki: Cyrk w pięciu aktach – dzieje rozkwitu i upadku cyrku Burnett & Staley. Wspomniany cyrk, poza zwykłymi, typowymi dla tego rodzaju miejsc sztuczkami, oferuje niespotykaną gdzie indziej zbieraninę dziwolągów, którzy zresztą stanowią jego główną atrakcję. Pisarz, czarując czytelnika plastycznymi opisami i wartką akcją, niejako mimochodem obnaża prawdziwe pobudki, dla których „normalna” publiczność chce ich oglądać. Cóż, wnioski nie są budujące.

Wgłębiając się z chirurgiczną precyzją w nasze wady, grzechy i grzeszki, John Everson przestrzega przed konsekwencjami naszych czynów, ale i pozostawia nadzieję na odkupienie. Odkupienie, nie ma co kryć, zazwyczaj pełne krwi i przenikającego do szpiku kości bólu. Czyli takie, na jakie zasługujemy.

Kazimierz Kyrcz Jr

 

John Everson, Igły i grzechy - fragment 

Najmroczniejsze opowieści Johna Eversona

Książki Johna Eversona na ZwB

Dzień jest za krótki, by zrobić wszystko, co bym chciał - wywiad z Johnem Eversonem