Z. Miłoszewski, Uwikłanie, Warszawa: WAB 2007, s. 328. (mroczna seria)
Jeden z bohaterów Uwikłania Zygmunta Miłoszewskiego, terapeuta Cezar Rudzki, zwolennik metody ustawień Berta Hellingera, organizuje swoje spotkania z pacjentami w odosobnionych pomieszczeniach przykościelnych. Tak jest i tym razem. Miejsce to rzeczywiście sprzyja terapii, ale też – jak się szybko okazuje – jest znakomite, by popełnić w nim zbrodnię. Kiedy na jednej z kolejnych sesji prowadzonych przez Rudzkiego nie pojawia się Henryk Telak, niektórzy zaczynają odczuwać niepokój. Jak się okazuje, uzasadniony. Po jakimś czasie bowiem uczestnicy terapii odnajdują zwłoki mężczyzny. Na miejsce zdarzenia przybywa prokurator Teodor Szacki. Czy mamy do czynienia z samobójstwem popełnionym pod wpływem terapii? Czy ktoś jednak pomógł Telakowi zejść z tego świata? Na pytania te musi odpowiedzieć młody i przystojny prokurator.
Powieść Zygmunta Miłoszewskiego zdecydowanie przyciąga uwagę. Jako autor, Miłoszewski ma już duże doświadczenie, i to z wieloma formami literackimi. Nie bez powodu Jerzy Pilch nazywa go „pisarzem rasowym”, stwierdzając przy okazji, że w wypadku Uwikłania mamy do czynienia z bardzo dobrą polską współczesną powieścią kryminalną. Uwikłanie jest kolejną po Domofonie (powieść grozy) i Górach żmijowych (baśń) książką młodego pisarza, który zajmuje się także pisaniem scenariuszy filmowych. Ten prozaik, redaktor i dziennikarz „Newsweeka” dobrze operuje słowem, tworząc skomplikowaną i interesującą intrygę, w której główną rolę odgrywają relacje między poszczególnymi postaciami.
W kryminalnej fabule została interesująco wykorzystana metoda Berta Hellingera. Systemowa terapia w ujęciu tego terapeuty polega na ustawianiu określonych konstelacji międzyludzkich (rodzin, znajomych, współpracowników) w formie swoistych przedstawień. Ich sednem są wytwarzające się między klientami (i ich reprezentantami) emocje, prowadzące do ujawnienia się łączących ich relacji. Towarzyszy temu katharis, jakie odczuwają wszyscy biorący udział w ustawieniu. Jak widać dzięki tej książce, może to być całkiem kryminalne i groźne katharsis.
Autor z wprawą wprowadza nas w intrygę i skomplikowane związki postaci w powieści. Zbrodnię musi rozwikłać wspomniany już Szacki. Młody, ambitny, racjonalnie podchodzący do sprawy mężczyzna, w pracy „przywdziewający maskę urzędnika, stojącego na staży praworządności w Rzeczypospolitej” (s. 19). Jest to dobry sposób na ogarnięcie sprawy, która zdaje się wymykać racjonalnemu osądowi. Czy jednak będzie umiał on nie uwikłać się w emocje gromadzące się w czasie śledztwa? Jaką rolę będzie pełnił w rozgrywającym się przed oczyma policji teatrze? Kto w końcu jest reżyserem tego spektaklu?
Bibliotekarka