Ogień w sercu

08.11.2010

Y. Sigurdardóttir, Lód w żyłach, przeł. J. Godek, Warszawa: Warszawskie Wydawnictwo Literackie MUZA SA 2010, 386 s.

Lód w żyłach, czwarta powieść Yrsy Sigurdardóttir, trafiła na nasze księgarskie półki w październiku tego roku. Po wyjątkowo dobrze przyjętych powieściach Trzeci znak, Weź moją duszę i W proch się obrócisz Sigurdardóttir raczy nas kolejną książką, w której pojawia się Thora Gudmundsdóttir. Tym razem islandzka królowa kryminału postanowiła zabrać czytelnika do wyjątkowo mroźnej Grenlandii, aby nie tylko dać mu możliwość uczestniczenia w odkrywaniu tajemnic zaskakujących zbrodni, ale przede wszystkim zmrozić krew w jego żyłach. I to nie tylko z powodu panującej tam pogody.

Prawniczka Thora Gudmundsdóttir - za pośrednictwem swojego partnera Matthew Reicha, niemieckiego dyrektora ds. bezpieczeństwa jednego z banków – otrzymuje nietypowe zlecenie. Ma wyjaśnić przyczyny opóźnień w inwestycji realizowanej na wschodnim wybrzeżu Grenlandii. Sprawa tylko powierzchownie wydaje się prosta – z bazy robotniczej zniknęło w tajemniczych okolicznościach trzech pracowników, a reszta zatrudnionych stanowczo odmawia powrotu do swoich obowiązków. Aby uniknąć niekorzystnego dla siebie obrotu sprawy, bank wysyła do Grenlandii specjalną ekipę, której zadaniem jest zebranie informacji na temat realizowanej inwestycji.

Zadanie okazuje się jednak o wiele trudniejsze, niż początkowo zakładano. Anteny satelitarne zostały uszkodzone, skutery śnieżne okazują się niesprawne, a warunki pracy są iście spartańskie. Na dodatek ekipa odkrywa... ludzkie kości umieszczone w szufladach biurek pracowników i zamrożone zwłoki z dziurą w miejscu serca, przechowywane w chłodni. Także mieszkańcy położonej w pobliżu osady bardzo niechętnie odnoszą się do przyjezdnych. Okolicę, w której realizowano inwestycje, uważają za przeklętą, a grupie Thory sugerują konieczność jak najszybszego opuszczenia terenu robót. Thora, chcąc rozwiązać zagadkę, będzie musiała poznać historię obszaru, na którym przyszło jej pracować, i wierzenia miejscowej ludności. Tylko... czy to wystarczy, żeby nie tylko zadowolić bank, ale i poznać losy zaginionych pracowników?

Lód w żyłach i ogień w sercu. Zestawienie takie może na pierwszy rzut oka dziwić, a jednak po chwili wydaje się jasne, że w tej zagadkowej historii liczą się nie tylko bankowe kalkulacje, ale i silne ludzkie emocje. Czytając powieść, z jednej strony przyglądamy się losom ekipy Thory na Grenlandii, z drugiej zaś bliżej poznajemy uzależnionego od alkoholu inżyniera Arnara. Jaki jest jego udział w całej tej sytuacji? Czy jego powrót do nałogu w jakiś sposób wiąże się z tajemniczymi wydarzeniami w bazie? Odpowiedź na to pytanie Sigurdardóttir trzyma przed czytelnikiem w tajemnicy prawie do samego końca powieści, otwierając powoli serce bohatera na zmierzenie się z tym co nieuniknione. Nie tylko Arnar trzyma gdzieś w głębi duszy swoje sekrety. Także tajemniczy myśliwy, Igimaq, wie zdecydowanie więcej, niż chce powiedzieć. I doświadczył w swym życiu zdecydowanie za wiele.

Wraz z radością z możliwości poznania kolejnego dzieła islandzkiej pisarki pojawiły się we mnie pewne wątpliwości, czy nie podniosłam Sigurdardóttir za wysoko poprzeczki, bo przecież „Człowiek coś ma, żeby to potem stracić” (s. 65). Sigurdardóttir w moich oczach nie straciła niczego. Ponownie podzieliła akcję powieści na poszczególne dni, poprzerywała rozdziały w najbardziej emocjonujących momentach i starannie wykreowała każdą z powołanych do życia postaci. Do tego stopnia starannie, że los wielu z nich autentycznie mnie wzruszał i niezależnie od charakteru popełnionych przez nich czynów byłam skłonna zrozumieć, że ich zdaniem nie mogli postąpić inaczej. Sigurdardóttir znalazła miejsce na moment zadumy nad ludzkimi losami, nad tym, co czyni nas takimi, jakimi jesteśmy. Skąd wynikają nasze pragnienia, do czego dążymy i ile możemy dla tego poświęcić. Myślę, że w porównaniu z poprzednią powieścią Islandka jeszcze lepiej przedstawiła psychikę postaci, za co Lodowi w żyłach należy się ogromny plus.

„Życie jest lepsze i o wiele prostsze, kiedy człowiek uświadomi sobie, że wszystkim nie da się dogodzić – bo też nie ma takiej potrzeby” (s. 118). Czy i tym razem powieść Sigurdardótti dogodziła każdemu mojemu oczekiwaniu, jakie żywię wobec dobrego kryminału? Myślę, że tak. Książki Islandki wyróżniają się na tle podobnych dzieł i zapadają w pamięć. Może są autorzy ofiarujący czytelnikowi więcej pościgów, całą masę równie podejrzanych osób i trupa co trzy strony, ale są i tacy, którzy serwują takie rzeczy z umiarem, budując wokół nich aurę niepokoju i tajemnicy, która potrafi równie mocno, jeśli nie mocniej, zainteresować czytelnika. Ponownie spędziłam wiele miłych chwil na lekturze powieści, z wypiekami na twarzy poznawałam losy grenlandzkiej inwestycji i po raz kolejny rozmyślałam wieczorami nad zawiłościami intrygi, próbując wszystkie zebrane informacje poskładać w jedną całość. A więc i tym razem dostałam od Sigurdardóttir dokładnie to, co spodziewałam się dostać.

Świetna, mroźna powieść na zimowe wieczory przed kominkiem!

Marzena Gawlak

 

Yrsa Sigurdardottir o Lodzie w żyłach

Książki Yrsy Sigurdardóttir na ZwB

Jestem człowiekiem Północy - wywiad z tłumaczem Jackiem Godkiem