P. Schmandt, Pruska zagadka, Gdańsk: Funky Books 2010, s. 432.
Ciągle jeszcze dość młody inspektor Ignaz Braun nie oczekuje od życia zbyt wiele. Jest człowiekiem, którego ucieszyć potrafi nawet promyk słońca na zachmurzonym niebie. W końcu na co dzień ma do czynienia z mniej przyjemnymi stronami życia. Pracuje bowiem w Berlinie, w stołecznym Wydziale Zabójstw.
Braun jest trochę nieśmiałym romantykiem, przynajmniej jeśli chodzi o kobiety. To oczywiście nie przeszkadza mu szybko dostrzegać wokół siebie wiele drobiazgów, które inni zwyczajnie ignorują. I nie przeszkadza mu to sprawnie oceniać innych. To część jego pracy: umiejętność natychmiastowej oceny człowieka i jego wiarygodności.
Jest rok 1901. Nadkomisarz Arnold von Marburg wysyła zdolnego, zdobywającego już zasłużoną sławę policjanta do Prus Zachodnich, do prowincjonalnego Wejherowa. Miało tam miejsce makabryczne zabójstwo osiemnastoletniego syna uznanego miejscowego piekarza. Lokalna policja jest bezradna, a społeczność Wejherowa zaczyna ulegać jakże niepokojącemu i częstemu w takich przypadkach strachowi, który przybiera formy zbiorowej histerii. Ludzie boją się siebie nawzajem, a autorytet władz i policji gwałtownie podupada. Na to owe władze oraz nadkomisarz, zwolennik prawdziwego porządku w silnym państwie, pozwolić sobie nie mogą.
Plastyczne, malownicze opisy. Pełne wrażliwości na drobiazgi, nieomal poetyckie w charakterze, choć niepozbawione dozy zaprawionego ironią humoru. Główny bohater - postać wyrazista, charakterystyczna w całym tego słowa znaczeniu. Bystry, przenikliwy, pewny siebie w kwestiach zawodowych. Ironiczny, gdy trzeba, a nawet chwilami sarkastyczny. Potrafiący trafić słowem w sedno sprawy. Wielbiciel pięknych widoków, dzikiej przyrody, interesujących kobiet i smacznego jedzenia. Umysł analityczny, obdarzony niezwykle dobrą pamięcią. To kilka podstawowych zalet tej ciekawej powieści. Można do nich zaliczyć również klimat przełomu wieków wykreowany tu z dużą żarliwością i pietyzmem, mający w sobie nadspodziewanie dużo uroku. Autor nie poprzestaje bowiem na samej sprawie kryminalnej. Kreśli szeroką panoramę życia w przeciętnym miasteczku Prus Zachodnich, dbając o ubogacenie tego obrazu zbiorem pełnych życia, barwnych postaci. Policjanci, ludzie wpływowi, elity miasteczka to tylko część zwracających uwagę osób przewijających się przez karty książki. Opisywani są z życzliwością i nierzadkim tu przymrużeniem oka, ze świadomością ich dobrych i złych stron. Wyrazicielem takiego pełnego rozwagi i zdrowego rozsądku podejścia do ludzi jest zarówno inspektor Braun, jak i pomagający mu miejscowy policjant, posterunkowy Myszk.
Akcja Pruskiej zagadki Piotra Schmandta (jakie to dziś rzadkie!) jest niespieszna, opisywane w końcu nie są czasy pędzących samochodów, szybkich sieci komputerowych, internetu i globalnej wioski żyjącej każdego dnia nowym zestawem równie globalnych plotek i sensacji. Akcja świetnie dostosowana jest do tempa życia ludzi owego przełomu wieków. Opiera się na niezbyt obecnie modnym we współczesnej literaturze kryminalnej, choć ciągle żywym schemacie: samotny detektyw za pomocą rozumu i intuicji, pieczołowitej analizy i znajomości ludzkiej psychiki szuka przestępcy ukrytego wśród zwykłych obywateli. Dziś wybitną jednostkę zastępują raczej zespoły dochodzeniowo-śledcze wspomagane nowoczesną techniką. Korzystające z wyspecjalizowanych programów komputerowych i pękających w szwach baz danych, z wyrafinowanych technik badawczych i wiedzy specjalistów w bardzo wąskich dziedzinach nauki. Oczywiście, o ile skromny budżet i waga sprawy na to pozwalają. Tu samotny przedstawiciel prawa, wsparty działaniami wiernego pomocnika szuka prawdy, korzystając głównie z własnego umysłu, jak nie przymierzając Sherlock Holmes i jego asystent doktor Watson. Przyznać trzeba, że ma to sporo uroku i jest o wiele bardziej pociągające niż nudna i oparta na sprawdzonych schematach postępowania praca przeciętnych policjantów goniących równie przeciętnych, brutalnych bandytów.
Powieść do cienkich nie należy. Autor dzieli ją zatem na tak dzisiaj modne niewielkie rozdziały, których tytuły prosto odzwierciedlają ich zawartość. Nie jest to z pewnością konkurencja dla utworów Harlana Cobena czy wartkich, dynamicznych powieści akcji wypełniających większość półek księgarskich z napisem „kryminał/sensacja”. To spokojna, literacko wysmakowana i pełna ciepłego humoru podróż w czasie i przestrzeni. Opisana ciekawym, nieszablonowym, udanie próbującym uchwycić i opisać bogactwo życia językiem. Powieść retro w całym tego słowa pozytywnym znaczeniu.
Damian Kopeć
Piotr Schmandt o Sprawach inspektora Brauna
Fascynuje mnie małe miasto - Schmandt w Bookarni
Pruska zagadka w Wejherowie - recenzja I wydania
Wejherowo jest dla mnie swoistym mikroświatem... - wywiad z Piotrem Schmandtem
Książki Piotra Schmandta na ZwB