Gdy pilot samolotu miewa koszmary

18.04.2011

R. Cichowlas, K. Kyrcz Jr, Efemeryda, Gdańsk: Oficynka 2011, 267 s. KUP W KSIĘGARNI ZwB

O Efemerydzie można powiedzieć jedno: z jej stron na pewno nie wieje nudą. Powieść zaskakuje i przykuwa uwagę. Najlepiej od razu zaplanować kilka godzin na czytanie, bo inaczej można zaniedbać wiele domowych obowiązków. No i nie rozpoczynać czytania przed czekającą nas podróżą samolotem. Albo chociaż sprawdzić, czy pilot nie miewa koszmarów. Bo wtedy wszystko się może zdarzyć…

Początek jest niby zwyczajny. Artur Gałecki, trzydziestoośmioletni doświadczony pilot samolotów pasażerskich, wraca taksówką do domu. Jest środek lata, na poznańskich ulicach upał i korki, więc nic dziwnego, że mężczyzna jest coraz bardziej rozdrażniony i zmęczony. Stop! Właściwie wcale nie jest tak całkiem zwyczajnie. Czy naprawdę irracjonalny strach, który zaczyna odczuwać Gałecki, stanowi jedynie wynik nerwów i stresu? Czy na pewno to tylko wina przepracowania? Pilot próbuje się uspokoić, ale kolejne wydarzenia zdają się potwierdzać, że coś wisi w powietrzu. Nadciąga coś nieuchronnego. W mieszkaniu Gałecki dokonuje niesamowitego odkrycia: podczas jego nieobecności ktoś poprzestawiał meble i poprzewieszał obrazy. Wieczorem jest jeszcze gorzej: tajemniczym sposobem jego lokum zamienia się w stęchłą norę, a sąsiadka, z którą Gałecki rozmawiał na schodach, twierdzi, że z nikim nie rozmawiała.

W pierwszej części powieści autorzy precyzyjnie budują nastrój tajemniczości i niepokoju. Napięcie narasta. Osadzona w realistycznym świecie fabuła intryguje i zapowiada, że wkrótce coś się zmieni, do głosu dojdą zagadkowe i przerażające siły. Gałeckiego nie opuszczają złe przeczucia, ale postanawia nie dawać wiary intuicji i nie rezygnować z kolejnych lotów. Domyślamy się, że wkrótce coś się wydarzy. Czekamy, snując domysły. Tymczasem robi się coraz ciekawiej i straszniej. Pojawiają się nowe wątki i nowi bohaterowie. Zaczyna się feralny lot…

Docieramy do punktu kulminacyjnego, który jak się później okazuje, jest jedynie preludium do drugiej części – prawdziwie groteskowo-surrealistycznej i przerażającej. Koszmarne obrazy ze snów Gałeckiego są niczym w porównaniu z tym, co go później spotyka. Dobrze znany świat gdzieś się ulatnia, a na jego miejscu wyrasta COŚ niepojętego i straszliwie niebezpiecznego. To COŚ autorzy opisują dobitnie i drastycznie, z fotograficzną wręcz dokładnością. Kolejne sceny są makabryczne i odrażające. Mnożą się pytania. Akcja przyspiesza…

Efemeryda wciągnęła mnie tak, jak horrory Grahama Mastertona, które pojawiły się w Polsce na początku lat dziewięćdziesiątych. Mimo że fascynację tym gatunkiem mam już za sobą, powieść Roberta Cichowlasa i Kazimierza Kyrcza przypomniała mi tamte chwile, gdy pochłaniałam kolejne książki jedna za drugą, nie mogąc się od nich oderwać. Sprawić, żeby czytelnik zapomniał o bożym świecie, połączyć mroczny i upiorny klimat powieści z dowcipną, miejscami soczystą narracją – tylko prawdziwi mistrzowie to potrafią. Myliłby się jednak ten, kto by sądził, że Efemeryda jest kolejną powieścią w stylu Mastertona, jej udanym naśladownictwem. To zupełnie nowy wytwór, który nie daje się wtłoczyć w znane schematy. O ile druga część książki to typowy horror, pierwsza – skupiająca się na tajemniczej intrydze – jest znakomicie skonstruowanym thrillerem. W powieści nie ma demonów, wampirów czy wilkołaków. Groza i strach wyrastają z rzeczywistości. Tkwią również w ludzkiej psychice. Jaki jest klucz do rozwiązania zagadki? Nie mogę go zdradzić, mogę tylko powiedzieć, że największym atutem Efemerydy jest jej nieprzewidywalność.

Aleksandra Stronka

 

Cichowlas i Kyrcz o Efemerydzie

Książki Cichowlasa i Kyrcza na ZwB

Najbardziej lubimy tatar - wywiad z Autorami

Dobrze jest ponosić w sobie treść książki - wywiad z Anną Damasiewicz, projektantką okładki