Żeglowanie pod fałszywą banderą albo sprawa w cieniu dwóch staników: wypchanego i służbowego

02.07.2008

Żeglowanie pod fałszywą banderą albo sprawa w cieniu dwóch staników: wypchanego i służbowegoE. S. Gardner, Sprawa niebezpiecznej wdówki, przeł. Anna Kłoczkowska, Wrocław: Wydawnictwo Dolnośląskie 2008,  s.  168.

Czasami bywa i tak: do drzwi adwokata (założmy teoretycznie, że to Perry Mason) puka młoda kobieta, która nie chce się przedstawić. Chce zarazem, i potrafi to uzyskać w dość tajemniczy kobiecy sposób, żeby w razie konieczności odegrał on rolę brakującego ogniwa, pośrednika, obrońcy. Czyli mamy coś, co można nazwać sprawą w ciemno, w dość zresztą solidne ciemno, a może tylko bardzo gęstą zasłonę dymną niezbędną do dobrej zabawy w ciuciubabkę. Możliwości jest wiele. Większość z nich zaś powinna być dla każdego jasnym ostrzegawczym sygnałem: nie mieszać się w tę sprawę. 

Faktem zaś jest, że wspomnianym adwokatem jest rzeczywiście Perry Mason, którego niezawodny jakoby instynkt pod wpływem słów uroczej pani zostaje na chwilę skutecznie wyłączony. Kobieta ma ze sobą, co wynika z obserwacji uważnej telefonistki Masona, walizkę pełną dolarów. Ma też wypchany biustonosz, co według niektórych pań oznacza gwarantowane kłopoty. Co w tej sytuacji ma na swoje usprawiedliwienie sam Perry: „To nie jest zwyczajna klientka i pewnie właśnie dlatego ta sprawa jest tak intrygująca”.

Ciekawość prawnika bierze zdecydowanie górę nad zdrowym rozsądkiem, umiłowaniem prawdy i spokoju. Zgadza się, w chwili słabości, zostać „czymś w rodzaju kotwicy w razie sztormu”, pomocą hipotetyczną, na wszelki wypadek. Z tym że jest on zarazem dziwnie pewny tego, iż ta pomoc będzie potrzebna dosłownie już za chwilę. Kobieta używa interesującego kodu 90-60-90, który – jak większość z nas zapewne wie – kryje w sobie wiele różnych interesujących znaczeń.

Tak się zaczyna kolejna sprawa Perry'ego Masona. Rzecz ciekawa, dynamiczna, momentami bardzo zabawna. Początek powieści to świetne popisy Delli Street – super sekretarki Masona, i telefonistki Gertie – nieuleczalnej romantyczki, równie miłej, co ciekawskiej, a można by rzec, że nawet wścibskiej. Bystry umysł i niezawodne oko Delli zauważają: „Staję się podejrzliwa, kiedy w grę wchodzą nadmuchiwane historyjki, nadmuchiwane rachunki i nadmuchiwane piersi”.

Później mamy już głównie popis możliwości samego adwokata, ukazujący w pełni jego nieprzeciętny umysł, barwną osobowość i wspaniałą umiejętność radzenia sobie w każdej sytuacji. Także w takiej, kiedy większość zdań klienta zawiera kłamstwa, a w grę wchodzi szantaż, nie do końca zgodne z prawem interesy i morderstwo. Wydaje się, że jest tego całkiem sporo jak na tak niepozorną książeczkę.

Jakiego zwrotu lubi używać, a raczej nadużywać Mason w kontaktach z policją?! Oczywiście, „bez komentarza”. To tylko jedna z jego przeuroczych cech. Ma przenikliwe spojrzenie, dar płynnego wysławiania się, analityczny umysł, rozwinięty zmysł kojarzenia i wyjątkową spostrzegawczość. Do tego dysponuje całkiem niezłą intuicją, prawie taką jak kobieca.

Są w powieści momenty zabawne, są i interesujące. Ciekawa jest życiowa opinia o sposobach działania policji, skądinąd warta zapamiętania: „To należy do ich strategii. Wobec niektórych ludzi są mili i pełni współczucia. Wobec niektórych kobiet często zachowują się bardzo kulturalnie czy wręcz po ojcowsku. A potem, jeśli to nie zdaje egzaminu, zmieniają taktykę. Stają się bezwzględni i próbują wszystkich środków. W ostatnich latach sądy wyraźnie przestały pochwalać niektóre z policyjnych taktyk i dzięki temu policja stara się rozwiązywać sprawy przez dostarczenie dowodów winy, a nie przez zmuszanie oskarżonego, żeby przyznał się do winy. Ale jeśli ktoś sam chce mówić, oni chętnie go wysłuchają, tylko że w ten sposób niejeden człowiek wpakował się za kratki. I mam tu na myśli niewinnych ludzi. Oto do czego prowadzi składanie zeznań bez znajomości wszystkich faktów”.

Strategią działań adwokata jest uzasadnione milczenie, kiedy nawet wierząc w czyjąś niewinność musi unikać mówienia całej prawdy. Ślepa sprawiedliwość, czyli policjanci, prokuratorzy i sędziowie z opaskami Temidy na oczach, nie widzi bowiem wiele poza celem, jakim jest szybkie znalezienie kogoś i ukaranie. Czy ktoś jest winny czy niewinny, nie ma w sumie zbyt wielkiego znaczenia, liczy się sukces i skuteczność działania w danej sprawie. No cóż, po raz kolejny widać wyraźnie, że ta powieść pokazuje nam świat widziany oczami prywatnego obrońcy, a nie oskarżyciela publicznego.

W sumie ta mała powieść kryminalna jest zgrabnie napisana i relaksująca jak porcja lodów w upalny dzień. Dynamiczna, bogata w humor słowny i wiele ciekawych postaci. Sytuacje może i są trochę wydumane, ale mówiąc szczerze wolę takie opowieści niż te prosto z tak zwanego życia. Bowiem to życie jest najczęściej bardziej szare niż fikcja, bardziej brutalne i mniej zabawne.

Damian Kopeć

 

Książki E. S. Gardnera na ZwB