Unni Lindell, Czerwony Kapturek, przeł. M. Gołębiewska-Bijak, Wydawnictwo Książnica 2008, s. 320.
Bajki i baśnie mogą być cudowne i pożyteczne. Mogą być pouczającą metaforą sytuacji i niebezpieczeństw, które napotykamy w życiu. Mogą też nieść ze sobą mądrość, która staje się w pełni zrozumiała, niestety, już po fakcie. Wtedy ich pouczająca treść niewiele wnosi do życia, tych jego chwil, które minęły, staje się tylko niejednoznacznym, przenośnym opisem owej rzeczywistości. Opisem mniej namacalnym, łatwiejszym do wypowiedzenia, bezpieczniejszym dla serca i umysłu.
Półwysep Skandynawski, ostry klimat, chłód, niełatwa egzystencja w nieprzyjaznym środowisku. Świat odległy, choć naznaczony piętnem tych samych skaz, które dotykają wszystkie nowoczesne społeczeństwa. Trzy siostry: najmłodsza Carol, średnia Lisbet i najstarsza Judyta. Siostry Marner. Poznajemy je nie poprzez chronologiczną, logicznie poukładaną opowieść, a raczej przez migawki z różnych okresów, różnych miejsc, z różnych punktów widzenia. Myśli i wspomnienia przeplatają się z sytuacjami mającymi właśnie miejsce. Siostry Marner są już dorosłe. Lisbet pracuje jako położna w szpitalu w Tromso. Judyta jest wziętym fotografikiem. Carol wydaje się najbardziej zagubiona, ma najmniej ułożone życie. W jej ślady idzie jej jedyny syn, Willy. Smutne, nieszczęśliwe, nie żyjące pełnią życia osoby.
Lilly, ich matka odeszła kiedy jeszcze były małe. Odchodziła zresztą całe ich życie, najpierw w alkoholowe zapomnienie, a potem w świat, do Oslo. Wychowywała je babka, zwana przez nie mamą Berit, teraz powoli dogasająca w domu spokojnej starości. Babcia to jednak nie matka, to jej namiastka. Babcia nie potrafi zastąpić mamy, jej uczuć.
Z ważniejszych postaci pojawiają się jeszcze emerytowany komendant posterunku w Engelsvagen, Holger Eliassen, policjant ze starej dobrej szkoły, oraz młoda policjantka Anna Borelius Hansen. I kilka innych, mniej lub bardziej ważnych osób.
To nie jest lekka, łatwa i przyjemna proza. To grzebanie w porozrzucanych, pomieszanych fotkach z życia bohaterów. Każde brane do ręki zdjęcie budzi myśli i emocje. Budzi wspomnienia, miłe lub nie, barwne lub szarobure. Forma książki nie jest łatwa, treść też nie. Jest to przygnębiająca, choć ciekawie napisana opowieść o destrukcji. O nieszczęśliwym dzieciństwie, niedojrzałych uczuciach, niewłaściwych stosunkach rodzinnych, o złych doświadczeniach o charakterze pedofilskim. O wpływie przeżyć z dzieciństwa i młodości na całe życie, na zachowania i postawy dorosłego. O braku miłości, samoakceptacji, o zaniżonym poczuciu własnej wartości. O czynnikach wpływających na kształtowanie się psychopatycznego umysłu. Umysłu kobiety, która niby normalnie żyje i która co jakiś czas brutalnie zabija. Tu nie ma życia ukazanego we wszystkich jego wymiarach. Nie ma rytmu zwykłego dnia. Tu zebrane są tylko obsesje, tłumione pragnienia, słabości, żale. Negatywne emocje, które leżąc zebrane razem obok siebie, wyglądają jak krople wody w brudnej kałuży. W tej ciężkiej atmosferze właśnie toczącego się życia, powoli, z trudem pojawiają się obrazki z przeszłości. Nieuporządkowane, przemieszane, przywoływane z pamięci jakimś zewnętrznym lub wewnętrznym bodźcem.
W surowym pejzażu miasta Północy krążą bohaterowie tej opowieści. Autorka, Unni Lindell, dostosowuje swój styl pisania do tego nieprzyjaznego ludziom klimatu i do mrocznych tematów, które porusza. To pełne szczegółów, obsesyjnych powrotów do przeszłości, ale jednocześnie chłodne i bezosobowe patrzenie. Przypominające pracę niewstrząsanej emocjami kamery, która potrafi jednak zarejestrować nie tylko to co zewnętrzne, ale i to co tkwi w człowieku. Co chwila następuje zmiana ujęć, lecz wszystkie one są nasycone brudnymi, skażonymi szarością, kolorami, podkreślającymi nieprzyjemne aspekty życia. Tylko czasem tę monotonię barw przerywa czerwień krwi.
Fabuła jest tak skonstruowana, że przez dłuższy czas nie wiemy kto zabijał i zabija. Podejrzenia padają po kolei na każdą z sióstr, a nawet na wszystkie trzy. Potem, kiedy już wiemy, sytuacja nie staje się wcale łatwiejsza. Obserwujemy rozgrywkę prowadzoną między Holgerem Eliassenem a siostrami Marner, między Holgerem a Anną Borelius Hansen. Nie rozumiemy wszystkiego, czujemy się przytłoczeni, osaczeni i zagubieni. Zakończenie będzie zaś prawdziwą niespodzianką.
„Depresja to stan negacji emocjonalnej, ma wiele twarzy i może się objawiać niezdolnością do działania, napadami wściekłości, histerią, przesadnymi reakcjami i maniami”.
To nie jest proza dla każdego. Jest zbyt ponura i przejmująca. Nie pozostawia obojętnym, może właśnie przez wysublimowany chłód, ostrość opisu. Jest to proza bardzo dojrzała. Nie prosty kryminał czy thriller, a powieść psychologiczna z ambicjami, wyrafinowana i wymagająca przemyślenia. Trudnością dodatkową jest niemożność, przynajmniej ja to tak odczułem, identyfikowania się z którymś z bohaterów. Nie czułem do nikogo sympatii, choć odczuwałem współczucie. Uwypuklanie negatywnych cech i emocji nigdy nie ułatwia empatii.
„Jeśli to prawda, że pewne sprawy zaczynają się w dzieciństwie, to w takim razie kiedy się kończą? Może mi pan powiedzieć? Kiedy to się skończy?”
Damian Kopeć