D. Wells, Nie jestem seryjnym mordercą, przeł. Maria Makuch, Kraków: Znak, 254 s.
Nie jestem seryjnym mordercą Dana Wellsa wpisuje się w nurt zapoczątkowany przebojowym cyklem powieści o Dexterze Morganie, a kontynuowany choćby przez takie pozycje jak Czyściciel Paula Cleave'a czy Klub seryjnych morderców Jeffa Poveya.
Wspomniany nurt dla własnych potrzeb ochrzciłem mianem killer romance. Muszę przyznać bez bicia, że połączenie tych dwóch słów na pierwszy rzut oka może wydać się karkołomne, by nie powiedzieć, że absurdalne, szczególnie że głównymi bohaterami opowieści o romantycznych mordercach są osobnicy z APD, czyli antyspołecznym zaburzeniem osobowości, a ujmując rzecz wprost – z psychopatią. Niejako z definicji emocjonalnie głusi, niepotrafiący nawiązywać więzi z innymi członkami społeczeństwa, traktują swoich bliźnich – nie tylko obcych, ale także najbliższą rodzinę – jak przedmioty, narzędzia służące do zaspokojenia własnych potrzeb.
Niezbyt przyjemny garnitur cech, prawda? Gdzie więc w przypadku takich indywiduów miejsce na romans?
Pierwsze pytanie, co oczywiste, jest pytaniem retorycznym, odpowiedź na drugie znajdziecie choćby w powieściowym debiucie Dana Wellsa.
W notce biograficznej Jonathana Lethema, dołączonej do jednej z jego książek, napisano, że urodził się w latach sześćdziesiątych, oglądał telewizję w latach siedemdziesiątych i zaczął pisać w latach osiemdziesiątych. W przypadku Dana Wellsa ta chronologia jest zapewne identyczna, z tym że przesunięta o dekadę w przód. Sceneria i zawiązanie akcji Nie jestem seryjny mordercą jest bowiem nieomal kalką tej z kultowego już serialu Sześć stóp pod ziemią, notabene z filmowym Dexterem w roli głównej. Zarówno w powieści Dana Wellsa, jak i w serialu mamy dom pogrzebowy, ukazany z detalami makabryczny proces przygotowywania zwłok do ostatniej drogi, a także dysfunkcyjną rodzinę, z dziećmi wychowującymi się bez ojca, który ich opuścił. Podobieństwa można by mnożyć, moim zdaniem najważniejsze jest jedno – obie te pozycje są godne uwagi i polecenia.
Główny bohater Nie jestem seryjnym mordercą, mieszkający wraz ze swoją matką piętnastoletni John Cleaver, całkiem na serio potrafi powiedzieć do swojego rówieśnika, który wszedł mu w paradę: "Obchodzisz mnie tyle co stare tekturowe pudło. Jesteś po prostu rzeczą, zwykłym śmieciem, którego jeszcze nie wyrzucili do kubła… Z pudłami jest tak, że możesz je otworzyć. Mimo że na wierzchu nic się nie dzieje, w środku może być coś interesującego. Wiec kiedy gadasz te wszystkie nudziarstwa i głupoty, wyobrażam sobie, jakby to było, gdybym cię rozciął i zobaczył, co masz w środku".
W świetle powyższego cytatu trudno uwierzyć, że wraz z kolejnymi kartkami powieści zaczynamy coraz bardziej kibicować temu socjopacie w zmaganiach z własnym i zewnętrznym, jak najbardziej realnym złem. To ewidentny plus książki Dana Wellsa. Jeśli dodać do tego zaludniające ją wiarygodne postaci, wartką akcję, zabójcze poczucie humoru autora i plastyczne opisy, otrzymujemy naprawdę wyśmienitą lekturę.
Na koniec mam dla was dwie wiadomości: dobrą i złą. Od której zacząć? No dobrze, może najpierw od złej. Otóż, według szacunkowych danych co setny mieszkaniec naszego globu jest psychopatą. Jak jasno z tego wynika każdy z nas ma szansę spotkać osobnika z APD i stać się jego ofiarą – w domu, w pracy czy po prostu na ulicy. Dobra wiadomość jest natomiast taka: jeszcze przed wakacjami ukażą się dwa pozostałe tomy trylogii Dana Wellsa: Pan Potwór i Nie chcę cię zabić. Można więc połączyć przyjemne z pożytecznym; przeczytać kawałek dobrej literatury, a przy okazji dowiedzieć się, jak rozpoznawać i czego spodziewać się po osobnikach należących do tego samego gatunku co John Cleaver.
Kazimierz Kyrcz Jr