Nadszedł zmierzch - czas strasznych opowieści

02.09.2008

Nadszedł zmierzch - czas strasznych opowieściJ. Theorin, Zmierzch, przeł. A. Topczewska, Sękowa: Wydawnictwo Czarne 2008, s. 456 (seria Ze strachem).

Ukazanie się na polskim rynku powieści Johana Theorina Zmierzch to duże wydarzenie, myślę, że porównywalne z pojawieniem się powieści Henninga Mankella. Choć obu autorów wiele różni, każdy na swój sposób jest świetny.

Johan Theorin jest pisarzem i dziennikarzem, o którym jeszcze niewiele wiadomo, poza tym że urodził się w 1963 roku, publikował w czasopismach i antologiach, by zaskoczyć czytelników świetnym debiutem powieściowym.

Zmierzch jest właściwie psychologicznym thrillerem, którego akcja dzieje się przede wszystkim, choć nie tylko, w latach dziewięćdziesiątych na Olandii – jak pisze autor, miejscu częściowo prawdziwym, częściowo nie. Głównymi bohaterami powieści są Julia Davidsson, jej ojciec Gerlof, morderca Nils Kent oraz inne postacie dramatu, który pewnego bardzo mglistego dnia rozegrał się w Stenvik. Dramatu, który mimo upływu wielu lat wciąż nie miał zakończenia. Mały chłopiec, syn Julii, w wieku sześciu lat postanowił przeżyć przygodę. Pokonał więc mur dzielący go od kuszącego zewnętrza domu i zniknął na zawsze. My wiemy, jako że w przeciwieństwie do bohaterów poznajemy równolegle losy mordercy, że na swej drodze spotkał Nilsa Kanta. Minęło przeszło dwadzieścia lat, a nadal nie wiadomo, co się stało z chłopcem. Matka, zrozpaczona i ogarnięta przejmująca tęsknotą, topi swoje uczucia w alkoholu. Jej ociec zaś, dziś mieszkaniec domu opieki, nie zaprzestaje dociekać prawdy. Pewnego dnia dzwoni do córki, by powiedzieć jej, że wraz z przyjaciółmi odnalazł trop… mały sandał dziecka. Julia wraca więc do Stenvik…

Powrót do miejsca-początku wszystkich zdarzeń oznacza nie tylko poszukiwanie prawdy, ale również odnowienie wszystkich ran: poczucia winy rodziny, która nie przypilnowała chłopca, zgłębienie socjopatycznej osobowości Nilsa i pobudek, które nim kierowały, wsłuchanie się w przemyślenia mieszkańców Stenvik w jakiś mniej lub bardziej przypadkowy sposób uczestniczących w wydarzeniach, poznanie ogromnej tęsknoty i przejmujących uczuć osób, które po kolei kogoś traciły i żyły z poczuciem straty lub winy. Poznanie wielu ludzkich historii… ale także wywołanie nowych morderstw.

Atmosfera książki jest przy tym bardzo ciężka. W tle zdarzeń pozostaje wciąż alvaret – „porośnięty trawą step, zajmujący połacie Olandii. Nad krajobrazem, niby wrzecionowate statki napowietrzne, sunęły niskie szare chmury” (s. 22). Ten alvaret, który od czasu do czasu zasnuwa się mgłą tak gęstą, że nie sposób dostrzec osoby stojącej obok. I morze – przyciągające pozornym bezkresem i wolnością. Równie nieodgadnione jak wewnętrzne tęsknoty ludzi.

I choć przyzwyczajamy się w trakcie czytania do tego, że wiemy więcej niż bohaterowie, i coraz bardziej skupiamy się raczej na poznawaniu psychiki poszczególnych postaci niż śledzeniu wątku sensacyjnego, nas również zaskoczy finał książki.

Zmierzch to kilka przenikliwych historii, podobnych do tych, które opowiadają o zmierzchu starzy ludzie w Stanvik. „O duchach, tajemniczych znakach, trollach i przypadkach nagłej śmierci na olandzkim pustkowiu. Czasem opowiadali o wrakach statków, które wypływają na kamienny brzeg, roztrzaskując się o skały” (s. 16). Wraz z pojawieniem się książki Theorina w Polsce również nastał czas strasznych opowieści i oby ich było w takim wykonaniu jak najwięcej.

Bibliotekarka

 

Książki Johana Theorina na ZwB

Próbuję pokazać ciemniejszą stronę tej wyspy - wywiad z Johanem Theorinem