Seks, intrygi, tajemnica i melodramat

22.09.2008

Seks, intrygi, tajemnica i melodramatE. S. Gardner, Sprawa mądrych małp, przeł. M. Białoń-Chalecka, Wydawnictwo Dolnosląskie 2008, s. 208.

Erle S. Gardner miał ciekawy zwyczaj pisania przedmów do swoich powieści. Tak jest i tym razem. Przedmowa zawarta w tej książce nie jest jej streszczeniem i nie jest związana z fabułą, jest raczej swoistym peanem na rzecz ciężkiej pracy lekarza sądowego, prawnika i patologa w jednym (przynajmniej tak było kiedyś). Zgadzam się z pisarzem, że ten zawód to połączenie wiedzy, doświadczenia i intuicji. To praca, która wymaga odporności psychicznej i poświęcenia, także swojego życia prywatnego. To praca, bez której często nie udałoby się znaleźć sprawcy zabójstwa.

Drugim, bardzo zresztą miłym, zwyczajem pisarza jest umieszczanie na początku książki spisu postaci pojawiających się na jej kartach. Mała rzecz, niewymagająca wielkiego wysiłku, a cieszy. Wiemy, i to od początku, who is who, i nie chodzi tu tylko o dane osobowe, ale o zwięzłą, trafną, bezpośrednią charakterystykę każdej istotnej dla akcji osoby.

Ci, co czytali już powieści o przygodach Perry'ego Masona, wiedzą na tyle dużo o głównych bohaterach, że można by przejść już do krótkiego omówienia treści tego tomu. Tym, którzy omijali dotychczas książki Gardnera, oczywiście przez nieuwagę lub przypadek, należy się małe wprowadzenie.

Perry Mason jest prawnikiem, i to nie kolejnym, zwykłym, jednym z wielu. Co to, to nie. Człowiekiem błyskotliwym, pomysłowym i ufającym własnej intuicji. Jedna z pań tak ocenia jego osobę: „ Bywają chwile – odpowiedziała – kiedy myślę, że jest pan cholernie bystry. / – A w innych chwilach? – zapytał z rozbawieniem. / – Jestem tego pewna – odrzekła”.

Koło Perry’ego stoi, siedzi, pracuje (zależnie od chwili) Della Street, zaufana sekretarka. Kobieta tęsknie popatrująca w kierunku przystojnego szefa, który jednakże widzi w niej tylko doskonałego pracownika i zaufaną przyjaciółkę. Della jest literackim dowodem na to, że może istnieć (trudna) przyjaźń między kobietą i mężczyzną. W najbliższej okolicy tej pary często pojawia się Paul Drake, prywatny detektyw stale współpracujący z Masonem, nie za friko oczywiście (choć lojalnie oferuje zniżki swojemu stałemu klientowi). Ze stałych postaci, niezbędnych elementów układanki, można wymienić jeszcze przedstawicieli policji, w osobie takiego dajmy na to porucznika Tragga. Do tej wesołej lub ponurej, w zależności od sytuacji, gromadki dołączają jeszcze osoby związane z aktualnie prowadzoną sprawą. A jaką to sprawę mamy tym razem?

Gladys Doyle pracuje jako sekretarka kobiety sukcesu Mauvis Niles Meade. Co warte podkreślenia, pięknej i uwodzicielskiej kobiety. Jest prawą ręką osoby, która napisała pikantny bestseller, gotową do pracy nawet 24 godziny na dobę. Nie dziwi się (przynajmniej oficjalnie), nie pyta, robi, co do niej należy. Nawet wtedy, gdy panna Meade dokładnie planuje jej, jak ma spędzić najbliższy weekend. Dziwnie brzmią wskazówki udzielane przez pracodawczynię: gdzie jechać, którą drogą, o której godzinie, którędy wracać, kiedy. Gdyby jednak Gladys wiedziała, jak skończy się ten nie najgorzej w sumie zapowiadający się weekend, to włos by się zjeżył na jej ślicznej głowie! Pojawi się bowiem oskarżenie o morderstwo.

Ciekawe są postaci w tej powieści, także te pojawiające się tylko w związku ze sprawą. Panna Meade jest osobą pewną siebie, odruchowo kuszącą napotykanych mężczyzn, zmysłową i pozornie cyniczną. Próbującą pozować na wampa i spryciarę. Czy jednak potrafi ona oczarować i przechytrzyć Masona, biorącego w obronę podejrzaną sekretarkę?! Perry wyrabia sobie o niej ściśle określone zdanie: „Proszę posłuchać – powiedział – bardzo nam pomoże, jeśli zarzuci pani pogląd, że jest posiadaczką jedynych atrakcji w haremie. Ma pani przyjemne dla oka nadwozie, ale to dość standardowe wyposażenie, jeśli o mnie chodzi”.

Niezła jest też zagadka kryminalna i jej rozwiązanie, świetne są rozgrywki słowne między Masonem a panną Mauvis czy między Masonem a porucznikiem Traggiem. Zabawne, pełne przewrotnego humoru i słownych gier. To jedna z najzabawniejszychh książek Gardnera.

Książka, podobnie jak inne z cyklu, jest lekka, niemęcząca i wciągająca. Cechuje ją wartka akcja i ożywczy humor. Choć jest schematyczna, to nie budzi to we mnie wielkiego sprzeciwu. Wiem po prostu, czego się mogę spodziewać. Mason jak zwykle z właściwym sobie wdziękiem wykonuje ekwilibrystyczne prawnicze sztuczki. Policja i prokuratura „czaruje” na swój sposób. Della tęsknie spogląda na szefa, choć tym razem nie ma ku temu zbyt wielu okazji. Paul Drake nie ma nawet czasu zjeść porządnego obiadu i jest stale odrywany od stołu. Nawet "stojący za wydarzeniami" trup nie powoduje zasadniczej zmiany tego w sumie dość beztroskiego klimatu, choć oczywiście wprowadza niezbędny element komplikacji. W sumie ciekawie jest śledzić, jak doskonały adwokat radzi sobie z przeróżnymi, często zaskakującymi sytuacjami i z przeróżnymi, często niebanalnymi ludźmi. A tytułowe małpy? Cóż, mogę zdradzić, że chodzi o pewien szal: „Szal z trzema mądrymi małpkami, które nie widzą zła, nie słyszą zła i nie głoszą zła”.

 Damian Kopeć

 

Książki E. S. Gardnera na ZwB