M. Wroński, Komisarz Maciejewski. Kino Venus, Lublin: Red Horse 2008, s. 384.
Trzeba przyznać, że dawno nie było tak dobrego kryminału w naszych księgarniach. Nowa powieść Marcina Wrońskiego – błyskotliwa i pełna humoru – to świetna kontynuacja Komisarza Maciejewskiego. Morderstwa pod cenzurą. Jak pamiętamy, bohater wykreowany przez tego autora nieźle się w pierwszej części nabiedził i naboksował. Pan Teofil sprawiedliwie zarobił w profil, a my z niecierpliwością zaczęliśmy wypatrywać kolejnej książki Wrońskiego, wierząc, że wysoko podniesiona przez niego poprzeczka w niepisanym konkursie na polski kryminał retro znów wywinduje się jeszcze wyżej. I oto jest – Komisarz Maciejewski. Kino Venus, powieść wydana nakładem Wydawnictwa Red Horse, oficyny, która przyzwyczaiła nas już do znakomitych kryminałów i powieści sensacyjnych (Kathy Reichs, Jacek Dąbały i wielu innych).
Mamy lata trzydzieste. Zyga Maciejewski nie ma lekkiego życia. Właśnie nastał nowy komendant – co tu dużo kryć, świnia. Jako indywidualista i osoba, którą interesują się media, Maciejewski nie miał dużych szans u nowego komendanta. Czym można pognębić świetnego śledczego? Ano ofiarowaniem mu administracyjnego stanowiska i zleceniem pisania stosów raportów. Tak też się i stało. To był dla Maciejewskiego koszmar. Kiedy więc tylko wyczuł choćby cień afery kryminalnej, rzucił się na nią ze zdwojoną energią, choć nie do końca mógł mieć pewność, czy nie jest to nomen omen świnia podkładana przez nowego komendanta. Najpierw więc okazuje się, że porwano pannę Lillę Byoros, córkę węgierskiego bogacza. Potem w rzece mieszkańcy Lublina znajdują zwłoki martwej dziewczyny. Znikają kolejne nastolatki, a w półświatku zaczyna wrzeć – pojawiły się konkurencyjne młode prostytutki, które zaniżają ceny. Wszystkie pochodzenia żydowskiego, na dodatek wyuzdane (wedle opinii zniesmaczonej konkurencji). Zyga i jego zaufani pomocnicy coraz bardziej zacieśniają krąg wokół gangu handlującego „białym towarem”. Dzięki swoim informatorom szybko dowiadują się, gdzie mieści się centrum nielegalnej prostytucji. Na miejscu odnajdują porwaną Lillę. Ta z wdzięczności wyraźnie zaprzyjaźnia się z naszym komisarzem, czemu on bynajmniej nie oponuje. Między nimi rozpoczyna się gorący romans i… dopiero teraz zaczynają schody.
Kryminał retro, który uprawia Wroński, ma w Polsce wielu zwolenników, stąd pisarze często sięgają po tę formułę. Nie zawsze efekt jest zgodny z ich zamierzeniami. Kostium historyczny musi być – jak u Wrońskiego – uszyty na miarę. Lublin tego autora, mało znany przecież jako miejsce kryminalnych akcji, może śmiało konkurować z obrazami miast stworzonymi przez takich autorów, jak Marek Krajewski, czy odkrywcy dawnej Warszawy, jak choćby Konrad Lewandowski. Lublin Wrońskiego tętni życiem, jego mieszkańcy są pełnokrwiści i żywi. Autor z wprawą wprowadza historyczne realia: adekwatny do prezentowanych czasów język, obrazy zabiedzonych dzielnic, ulic brudnych i pełnych prostytutek. Przy okazji rozwijania kryminalnej intrygi ukazuje konflikty między poszczególnymi grupami mieszkańców. Lublin jest więc miastem pełnym emocji, zwłaszcza nienawiści, ale też miłości, dążenia do szczęścia i prozaicznego ludzkiego lęku przed samotnością. Równoważy ten ponury wydźwięk delikatny i subtelny humor Wrońskiego. Dzięki temu czytelnik ma poczucie obcowania z tekstem spójnym i niezwykle intrygującym, tym bardziej że kryminalna zagadka w nim zawarta nie jest taka łatwa do rozgryzienia. Gorąco polecamy!
Bibliotekarka
Wywiad z Wrońskim z okazji wydania Kina Venus
A jutro (w sobotę, 25 października) spotkać będzie można Autora na 12. Krajowych Targach Książki w Krakowie (stoisko A40, 13.00-14.00 Firma Księgarska Jacek Olesiejuk).