M. Czubaj, 21:37, Warszawa: W.A.B. 2008, s. 272 (mroczna seria)
Najnowsza książka Mariusza Czubaja to strzał w dziesiątkę. Że będzie dobrze, to wiedziałam. Autor ma uznany dorobek pisarski: i jako twórca literatury naukowej oraz popularnonaukowej, i jako publicysta, i jako współautor kryminałów (napisanych w duecie z Markiem Krajewskim — Aleja samobójców, a w przygotowaniu Róże cmentarne). Ten wykładowca antropologii, znawca literatury popularnej, zawsze zaskakiwał czytelników lekkim piórem, erudycją i inteligentnymi tekstami. Czubaj to też jeden z największych w naszym kraju badacz literatury sensacyjnej i kryminalnej (polecam zwłaszcza Krwawą setkę, napisaną wspólnie z Wojciechem Bursztą), co jest nie bez znaczenia dla oceny jego najnowszej książki, czyli 21:37.
Wiosną 2007 roku w okolicach Centrum Olimpijskiego w Warszawie pewien włóczęga dokonuje makabrycznego odkrycia. Znajduje zwłoki dwóch zamordowanych młodych mężczyzn, którzy – jak się okazuje – byli klerykami. Każdy z nich ma na głowie torbę foliową i wymalowane szminką symbole, które prowokują prowadzących śledztwo do włączenia w nie znanego profilera po przejściach, Rudolfa Heinza. W tym samym czasie na Śląsku seryjny zabójca zaczyna mordować samotne kobiety. Obiema sprawami musi zająć się Heinz.
Mocną stroną książki jest wymieniony główny bohater, czyli Rudolf Heinz. Postać, jeśli chodzi o doświadczenie zawodowe, przygotowana do pracy aż nadto (poza stażami w Quantico i Liverpoolu ma na koncie przykre spotkanie sam na sam z psychopatą, który prawie go uśmiercił), jeśli chodzi o charakter – typowy outsider, trudny we współżyciu. „Gdy przekroczył czterdziestkę, zrozumiał, że tak będzie już zawsze. Że nigdzie nie znajdzie swojego miejsca. W pracy patrzono na niego jak na dziwaka i outsidera, specjalistę od kosmicznych, wyimaginowanych teorii, które szczęśliwym trafem okazywały się przydatne w chwytaniu różnej maści morderców” (s. 20—21). Podobnie jak Will Graham nie ustępuje, gdy chodzi o znalezienie sprawców, ale też podobnie jak jemu wczuwanie się w umysły psychopatów nie sprawia przyjemności. Kiedyś praca i ciężkie doświadczenia rodzinne sprawiły, że się załamał. Teraz musi stawić czoło kolejnym wyzwaniom i nie wiadomo, czy wyjdzie z tego obronną ręką. Ma też dwie pasje, które sprawiają, że książka nabiera zupełnie niespodziewanego wymiaru – uwielbia ciężkiego czarnego bluesa i karate. Zwłaszcza muzyka stanowi doskonały komentarz do nastrojów bohatera i podkreśla ich zabarwienie (czasem obrazy w umyśle Heinza przypominają teledysk zespołu Prodigy [s. 82]).
Pierwszy indywidualny kryminał Czubaja jest – co tu dużo kryć – świetny. Ma wszystko, co porządny, dobry kryminał posiadać powinien: dobrze zaprezentowane, interesujące realia, niebanalna intrygę i mocnego, wyrazistego bohatera. Dotychczas żaden z polskich twórców nie pokusił się o stworzenie tak ostrego i mrocznego kryminału, którego bohaterem jest profiler. Wszyscy fascynaci takich arcydzieł, jak Milczenie owiec, Czerwony smok i Siedem, czy seriali typu Crimnal Minds będą tą książką zachwyceni. Autor doskonale orientuje się w najnowszej psychologii kryminalnej, psychopatologii i medycynie sądowej. Jest wiarygodny zarówno w przedstawianiu pracy profilera, którego dawniej zwalibyśmy alienistą (nasz Heinz namiętnie czytuje kryminały, a wśród nich szczególnie upodobał sobie właśnie Alienistę Caleba Carra), jak i w opisie pracy policjantów, którzy tworzą zamkniętą, brutalną zalkoholizowaną grupę. Nie brak tu też celnych ocen różnych środowisk, zwłaszcza duchowieństwa, ale też biznesmenów i artystów. Autor umiejętnie porusza się w przedstawianej materii, podsuwając czytelnikowi coraz to nowe tropy i pobudzając jego ciekawość.
Myślę, że Czubaj – sam wielbiciel kryminałów – zaserwował nam rozrywkę na najwyższym poziomie, a kolejne części zapowiadanej serii tylko potwierdzą tę opinię.
Bibliotekarka