K. Reichs, Śmierć za dnia, przeł. M. Kleinrok, Lublin: Red Horse 2008, s. 544.
Po raz kolejny trzeba stwierdzić, że Kathy Reichs ma niesłychany talent do ukazywania ścisłych związków między światem zawodowym i rodzinnym Temperance Brennan, swojej powieściowej bohaterki. Nie pokazuje wyizolowanej postaci antropolożki sądowej, która bez reszty poświęca się pracy, a wydaje się znikać w momencie, kiedy ta się kończy. Nie, praca Brennan wpływa na jej życie: rodzinę, spędzany wieczorami czas, domowe zajęcia, i odwrotnie: życie emocjonalne, miłość, potrzeba intymności z mężczyzną, który jej się podoba, losy krewnych i ich historie wpływają na pracę, która tym samym nabiera głębszego wyrazu. Staje się prawdziwym powołaniem, dla którego warto poświęcić naprawdę wiele. Bohaterka Reichs w każdej z powieści jest żywą, wiarygodną postacią, której losom przyglądamy się z zainteresowaniem, a może nawet z lekką zazdrością, że posiada ona tak pasjonujące – choć niezwykle trudne i niebezpieczne – zajęcie.
Jej zwykły dzień to szereg ofiar czekających na sprawiedliwość. W Śmierci za dnia antropolożka musi zmierzyć się z dwiema zagadkami: jedną historyczną, dotyczącą zwłok zakonnicy E. Nicolet sprzed stu lat – femme contemplative, drugą całkiem współczesną, która rozpoczyna się od badania ofiar pożaru w Quebeku, w tym małych dzieci. Pierwsza sprawa to dla Brennan okazja do powrotu do swoich korzeni – archeologii: „Uwielbiałam archeologię – mówi. – Nadal ją uwielbiam. Szkoda, że tak rzadko się nią zajmowałam, ale w ciągu ostatnich dziesięciu lat moja kariera potoczyła się innym torem. Nauczanie i praca lekarza sądowego wypełniały cały mój czas. Dzięki Elisabeth Nicolet mogłam na chwilę wrócić do moich korzeni i była to dla mnie frajda” (s. 87).
Druga sprawa niestety okazała się bardziej szokująca. Jak pamiętamy z poprzednich powieści, śmierć dzieci, zwłaszcza bezlitośnie zamordowanych, budzi największy sprzeciw nie tylko samej Tempe, ale też zespołu osób stale z nią współpracujących: „O mój Boże. Na chwilę zamknęłam oczy. Dzieci nie były zapakowane tak szczelnie [jak pozostałe ofiary]. Zawinięto je w folie, włożono w worki na śmieci i upchnięto za bojler nad dorosłymi. Spojrzałam na drobniutkie rączki, pomarszczone paluszki. Bertrand miał rację. Nie ma sensu szukać śladów walki. Czułam jak wzbierają we mnie żal i złość” (s. 121). Cały zespół w takich sytuacjach staje do poszukiwań sprawców z równą bezwzględnością, jaką wykazywali się przestępcy, popełniając zbrodnie. Nie ma dla nich litości, nie ma odpoczynku ani odetchnienia aż do momentu, kiedy wszystkie tropy zostaną przebadane.
Praca nad zwłokami nie pozostaje bez echa w psychice pracowników laboratorium sądowego. Kiedy odkrywają oni kolejne brutalnie zamordowane osoby, Brennan nie wytrzymuje psychicznie. „Zostawiłam ich i zamknęłam się w gabinecie. Nie wiem, jak długo tam siedziałam, bezmyślnie wpatrując się w ścianę. Chociaż po tylu latach pracy przywykłam do widoku zmasakrowanych zwłok, na niektóre śmierci wciąż reagowałam emocjonalnie. Ostatnia seria makabrycznych zabójstw wydawała się gorsza od wszystkiego, co do tej pory widziałam. A może zwyczajnie wyczerpał się mój limit odporności na takie okropieństwa. Mój umysł był tak nasączony ohydnymi obrazami śmierci, że nie potrafił przyjąć kolejnych makabrycznych widoków” (s. 196). „Chciałam być gdzie indziej, być kimś innym. Kimś, kto nie spędził życia na patrzeniu na rozkładające się ciała. Kimś, kto nie spędzał całych dni na składaniu ludzkich szczątków poćwiartowanych przez wściekłych alfonsów, rozjuszonych partnerów, ćpunów i psychopatów. [...] Kolejny dzień. Kolejna śmierć. Śmierć za dnia. Mój Boże, ile jeszcze takich dni? (s. 258).
To tym bardziej trudne zajęcie, że w jego trakcie śledczy i eksperci biorący udział w śledztwie mogą być narażeni na niebezpieczeństwo. Również ich rodziny. Dotyczy to zwłaszcza Brennan, która lubi wściubiać nos w nie swoje sprawy, jest nieustępliwa i dociekliwa, często wyręczając policjantów w ich pracy. Do czego tym razem doprowadzi jej śledztwo w sprawie brutalnych morderstw? Co podpowie jej intuicja? Kto będzie potrzebował pomocy?
Kathy Reichs jest bardzo równą autorką. Każda z jej powieści pozostaje na poziomie porównywalnym do poprzednich. Wszystkie napisane są utrzymującym napięcie językiem, który równoważy beznamiętny styl opisów zwłok i procedur ich badania, a także emocji cechujących relacje głównych bohaterów. Mamy więc do czynienia z prozą dojrzałą, skondensowaną, której celem jest jak najciekawsze przedstawienie kolejnych przygód Temperance Brennan. Oby było ich jak najwięcej!
Bibliotekarka